Amerykański dług może wpędzić świat w kolejną recesję

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
27 czerwca 2011, 20:25
Prezydent Barack Obama po raz pierwszy osobiście objął kierownictwo w negocjacjach z republikańską opozycją na temat podniesienia ustawowego limitu zadłużenia USA. Negocjacje te utkwiły w impasie. Biały Dom ostrzega: niepodniesienie pułapu długu publicznego może zatrząść światową gospodarką.

Prezydent rozmawiał w poniedziałek rano z liderem demokratycznej większości w Senacie Harrym Reidem, a wieczorem spotka się z przywódcą republikańskiej mniejszości, senatorem Mitchem McConnellem.

Powołując się na ekonomistów, Biały Dom ostrzega, że niepodniesienie pułapu długu publicznego może wywołać poważne zaburzenia na rynkach finansowych i wpędzić świat w kolejną recesję.

>>> Czytaj też: Przerwano negocjacje ws. podniesienia limitu zadłużenia USA

Negocjacje na temat zadłużenia załamały się w zeszłym tygodniu, kiedy dwaj politycy prowadzący je ze strony Republikanów - lider większości w Izbie Reprezentantów Eric Cantor oraz senator Jon Kyl - odmówili udziału w dalszych rozmowach w proteście przeciw naciskom Demokratów na podwyższenie podatków.

McConnell potwierdził w niedzielę stanowczy sprzeciw swej partii wobec zwiększenia podatków jako sposobu redukcji deficytu budżetowego, co proponują Demokraci.

"Włączanie do tego podwyżki podatków nie przyniesie po prostu pożądanego rezultatu i nie przejdzie (w Kongresie)" - powiedział senator McConnell w niedzielę w wywiadzie dla telewizji ABC.

Jako warunek zgody na podniesienie pułapu zadłużenia Republikanie stawiają drastyczne cięcia wydatków rządowych.

Wysoki deficyt zmusza rząd do zaciągania dalszych pożyczek na spłatę należności, co powiększa dług publiczny. Dług ten osiągnął już dozwolony limit 14,3 biliona dolarów. Rząd korzysta na razie z nadzwyczajnych rezerw budżetowych, aby spłacać należności, ale rezerwy te wyczerpią się około 2 sierpnia.

Demokraci i Biały Dom nie chcą zaakceptować dużych cięć wydatków, gdyż wymagałoby to ograniczenia wielu programów rządowych chroniących rozmaite grupy społeczne, jak biedni i emeryci.

"Prezydent jest gotów podjąć trudne decyzje, ale nie może prosić klasy średniej i emerytów, aby ponieśli cały ciężar redukcji deficytu, podczas gdy milionerzy, miliarderzy i grupy specjalnych interesów unikają wszelkich poświęceń" - powiedział rzecznik Obamy, Jay Carney.

Demokraci domagają się podwyżek podatków od najzamożniejszych Amerykanów i od korporacji.

W poniedziałek Biały Dom wezwał obie strony do kompromisu.

Jak podał tego dnia "Washington Post", pewną szansę stwarza gotowość Republikanów do zgody na cięcia wydatków na zbrojenia. Poprzednio politycy tej partii z zasady się temu sprzeciwiali.

>>> Czytaj też: Historia ukrywania państwowych bankructw jest stara jak świat

Niektórzy republikańscy legislatorzy dali do zrozumienia, że będzie im łatwiej przystać na te cięcia, niż na podwyżki podatków.

Za redukcją budżetu Pentagonu opowiadał się nawet minister obrony Robert Gates. Przestrzegał jednak przed nadmiernymi cięciami, które osłabiły by potencjał bojowy armii USA.

396352-shutterstock-62214589.jpg
Panorama Nowego Jorku
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj