Jak podało Biuro Prasowe Jasnej Góry, akcję zbierania nietrafionych prezentów zainspirował list czytelnika do tygodnika "Niedziela". Bolesław Twaróg z Tychów zauważył, że okres Świąt Bożego Narodzenia, oprócz przeżyć duchowych, nieodłącznie wiąże się także z wręczaniem prezentów.

"Z wielu podarków ucieszymy się, ale pewną część rzucimy w kąt. Nie będą nam potrzebne, bo szalików, skarpetek, pluszowych misiów, lalek czy innych zabawek mamy już pod dostatkiem, nie wspominając o słodyczach, których spożycie w trosce o zdrowie powinniśmy ograniczać. Tymczasem dla wielu biedniejszych rodzin te niepotrzebne nam rzeczy są przedmiotem marzeń" - ocenił czytelnik, proponując zorganizowanie akcji dzielenia się prezentami.

Pomysł podchwycił opiekun Jasnogórskiego Punktu Charytatywnego, o. Szymon Botul. Ogłosił akcję zbierania darów, które trafią do podopiecznych jasnogórskiej placówki. "Nieraz przecież zdarza się, że w ramach świątecznego prezentu otrzymujemy coś, co nie jest nam potrzebne. W nas nie wywołuje to entuzjazmu, ale są ludzie, dla których będzie to powodem dużej radości" - powiedział, cytowany przez Biuro Prasowe Jasnej Góry, o. Botul.

Zaznaczył, że organizatorzy akcji nie oczekują szczególnie wartościowych przedmiotów, ale tego, co jest praktyczne i przydatne w każdej rodzinie i w każdym domu. Nietrafione prezenty można przekazywać osobiście do siedziby Punktu Charytatywnego na Jasnej Górze, a także wysyłać pocztą na adres: o. Szymon Botul, ul. O. Kordeckiego 2, 42-225 Częstochowa.

Dzięki pomocy Jasnogórskiego Punktu Charytatywnego u ponad 150 rodzin, nie tylko z Częstochowy, każdego dnia na domowym stole pojawia się chleb. Dodatkowo w niektóre dni tygodnia oprócz pieczywa otrzymują także inne najpotrzebniejsze produkty żywnościowe, jak kasza, mleko czy makaron. Od czasu do czasu otrzymują również odzież.

Reklama

Co roku 23 grudnia na Jasnej Górze odbywa się wieczerza wigilijna dla biednych i samotnych, poprzedzona rozdawaniem świątecznych podarunków. W tym roku w paczkach przygotowanych przez paulinów znalazły się: margaryna, konserwa i olej, a dla dzieci słodycze. Z pomocy organizowanej przez paulinów korzystają przede wszystkim rodziny wielodzietne, bezdomni i bezrobotni. Są wśród nich osoby zarówno z nieukończoną podstawówką, jak i z doktoratem.

Sytuacja niektórych z nich do niedawna wyglądała zupełnie inaczej. "Kiedyś byłem, można powiedzieć, nieźle sytuowanym człowiekiem, miałem w dzierżawie stację paliw i niczego mi w życiu nie brakowało. W pewnym momencie przyszedł jednak potentat, który miał cztery stacje, był silniejszy ode mnie, zapłacił dużo większy czynsz dzierżawny i po prostu tę stację przejął. Ja zostałem na bruku" - opowiada pan Andrzej.

Podopieczni jasnogórskiego punktu podkreślają, że gdyby nie pomoc paulinów, to trudno byłoby im przeżyć każdy kolejny rok. O. Botul dodaje, że chociaż historia każdego podopiecznego jest inna, to jednak ma wspólny mianownik, którym jest brak pracy.