Podwójnie zapłacimy za fotomapę Polski

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
26 lutego 2012, 15:59
Mapa Polski, puzzle, fot. Malgorzata Kistryn
fot. Malgorzata Kistryn /ShutterStock
Ogłoszono dwa niezależne przetargi na niemal identyczną usługę.

Ortofotomapy chcą mieć jednocześnie Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa i Główny Urząd Geodezji i Kartografii – ustalił DGP. Każda z instytucji za taką specjalistyczną fotograficzną mapę Polski (sporządzoną na podstawie przetworzonych zdjęć lotniczych) jest skłonna zapłacić co najmniej 10 mln zł. I każda przekonuje, że podwójny wydatek publicznych środków jest konieczny.

>>> Czytaj też: ARiMR przekazała ponad 25 mld zł dla wsi w 2011 r.

Zaledwie przed tygodniem swój przetarg rozstrzygnęła ARiMR i specjalnie dla niej za 15 mln zł kraj obfotografują z samolotów dwa konsorcja. – U nas szepcze się o tym po korytarzach. Jesteśmy bogatym krajem, skoro decydujemy się płacić za niemal dokładnie to samo dwukrotnie – komentuje jeden z urzędników pracujących w ARMiR.

Główny geodeta kraju na swoją mapę przeznaczył zaś 10 mln zł, a zamówienie jest na ostatniej prostej przed rozstrzygnięciem. Co więcej, zamówienie od geodety chcą zdobyć te same firmy, które startowały w przetargu organizowanym przez ARMiR. Wśród nich np. zwycięskie OPGK z Rzeszowa, Geomar ze Szczecina, a także np. firma MGGP Aero związana z byłym ministrem skarbu Aleksandrem Gradem.

– Nasza mapa będzie obejmowała m.in. miasta narażone na wystąpienie nadzwyczajnych zagrożeń dla mieszkańców, przedsiębiorców. Po wykonaniu stanie się częścią państwowego zasobu geodezyjnego i będzie wykorzystywana do usprawnienia planowania przestrzennego, katastru i wielu innych funkcji – wyjaśnia rzecznik GUGiK Jakub Giza.

>>> Czytaj też: ARiMR: rolnicy produkujący żywność wysokiej jakości dostaną 21 mln zł

Tymczasem ARMiR zamówienie swojej mapy tłumaczy koniecznością wynikającą z systemu dopłat bezpośrednich dla rolników. Dzięki mapie chce określić powierzchnie nieuprawnione. Wśród innych zadań są: aktualizacja planów zagospodarowania, modernizacja ewidencji gruntów i budynków – wynika z odpowiedzi przesłanych przez biuro prasowe agencji.

Jednak przepisy prawa o zamówieniach publicznych nie stoją na przeszkodzie, aby dwie państwowe instytucje zamówiły, a później użytkowały ten sam produkt. – Dzięki temu mogą się podzielić kosztami, a samo zamówienie można podzielić na części i nieco zmodyfikować – mówi Agata Michałek-Budzicz, wykładowca z SGH, specjalizująca się w przetargach.

Gdy minister administracji i cyfryzacji Michał Boni obejmował swoje stanowisko, publicznie zapowiedział, że będzie pilnował, aby do podobnych absurdów nie dochodziło. Miał powstać również audyt wszystkich zamówień publicznych związanych z informatyzacją – według nieoficjalnych źródeł DGP w resorcie specjaliści znaleźli kilkadziesiąt dublujących się zamówień. Jednak sam raport jak dotąd nie jest dostępny dla opinii publicznej, a GUGiK lada dzień rozstrzygnie swój przetarg.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj