Ale tak jak Bruksela odebrała Grekom dotacje na sztuczne drzewa, tak nam zamierza odmówić wsparcia dla niektórych projektów w e-administracji. Bo od lat tkwią w powijakach i wciąż wybuchają wokół nich afery.

Przepaść może ok. 1,2 mld zł. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego już wstrzymało rozliczanie projektów. – Spodziewamy się, ze dotacje na e-administracje, czyli tzw. 7.oś priorytetowa programu Innowacyjna Gospodarka, będą miały wstrzymaną certyfikację przez Brukselę – przyznaje wiceminister rozwoju regionalnego Iwona Wendel.

Na liście osi jest 29 systemów dla e-administracji, a z poważnymi problemami boryka się 7 z nich: 5 koordynowanych przez Centrum Projektów Informatycznych (ePUAP, pl.ID, Ogólnopolska Sieć Teleinformatyczna 112, centra powiadamiania ratunkowego i platforma dla policji) oraz dwa firmowane przez Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia. W przypadku projektów, za które odpowiada CPI, decyzja o zawieszeniu rozliczania to efekt podejrzeń o korupcję b. szefa centrum Andrzeja M.

MRR zakwestionowało 127 mln zł na budowę tych systemów. Ponadto w tej perspektywie finansowej (do końca 2013 r.) nie uda się skończyć projektu pl.ID na biometryczny dowód osobisty: odwołano przetarg, zmieniono też jego koncepcję. W efekcie całą sumę, którą miała dać na niego Bruksela, 314,5 mln zł, MRR już odebrało CPI.

Nie dostaniemy też raczej 575 mln zł na budowę tzw. platformy P1 w służbie zdrowia. Miała połączyć wszystkie rejestry medyczne, ułatwić lekarzom dostęp do danych o pacjentach czy umożliwić wystawianie elektronicznych recept. Ale Urząd Zamówień Publicznych zarzucił, że w przetargu na P1 miała miejsce zmowa cenowa, a wdrażające projekt CSIOZ łamało prawo. Teraz trzeba czekać na wyrok Krajowej Izby Odwoławczej, on będzie decydujący.

Reklama

Część z pieniędzy na te projekty już wydaliśmy z własnej kieszeni (UE zwraca 80 proc. po rozliczeniu projektu). – Dlatego należy szybko przesunąć unijne środki na projekty z tzw. listy rezerwowej – radzi Jerzy Kwieciński, były wiceminister MRR i ekspert ds. funduszy unijnych.

Resort – jak mówi wiceminister Iwona Wendel – właśnie tak zamierza zrobić. Ale to marna pociecha, bo pozostaniemy bez systemów, które miały ułatwić nam życie i zrewolucjonizować administrację publiczną. Tymczasem ta znów się ośmieszyła.

Bruksela w ramach oszczędności zwija jeden z najskuteczniejszych programów modernizacji polskiego rolnictwa. Komisja Europejska ograniczyła do 10 mln euro rocznie pakiet wsparcia dla grup producentów świeżych owoców i warzyw z Europy Środkowej.

Największym beneficjentem tego programu w ubiegłym roku była Polska, która otrzymała 200 mln euro. W rozporządzeniu nr 312/2012 Komisja tłumaczy, że cięcie było konieczne z powodu utrzymania „dyscypliny finansowej”.

– Rozważam zaskarżenie tego rozporządzenia do Trybunału Sprawiedliwości UE – mówi DGP minister rolnictwa Marek Sawicki. W Radzie UE naciski na KE były ogromne. – Cięcia są przeprowadzane gdzie popadnie, bez analiz. Ale można być pewnym, ze gdyby to był program, z którego korzystają Francja, Niemcy i inni płatnicy netto, nie zostałby ograniczony – mówi DGP Jorge Nunez z brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS).

Celem programu, który KE rozporządzeniem nr 312/2012 de facto zlikwidowała – było ułatwianie rolnikom zajmującym się produkcją warzyw i owoców organizowania się w większe grupy, aby mogli realizować zamówienia sieci hipermarketów, koncernów spożywczych czy hurtowni.

Dzięki niemu w ostatnich latach polscy rolnicy zbudowali m.in. chłodnie i sortownie, a także kupili wyspecjalizowane ciężarówki warte łącznie 2,8 mld zł. Połowę z tej kwoty zapłaciła Unia, 25 proc. polski rząd, a resztę sami producenci. Dzięki temu Polska zdołała m.in. rozwinąć coraz większy eksport warzyw i owoców do krajów b. ZSRR.