Zagraniczne zamówienia ratują polskie szwalnie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 grudnia 2012, 17:04
Zmiany w produkcji odzieży w Polsce
Zmiany w produkcji odzieży w Polsce/DGP
Produkcja odzieży w Polsce spada. Nie dotyczy to męskich spodni, marynarek oraz płaszczy i garsonek dla pań.

– Szycie odzieży ciężkiej, wymagającej więcej precyzji powoli jest przenoszone z Chin do Polski. To przekłada się na wzrost produkcji w tych kategoriach – mówi Bogusław Słaby, prezes zarządu ZPPM Lewiatan. Jak dodaje, zleceniodawcy pochodzą przede wszystkim z Niemiec, Anglii, Francji oraz Holandii. Zlecenia polskim fabrykom dają też rodzime marki, sprzedające swoje towary za granicą.

Przedstawiciele szwalni przyznają, że dzięki zagranicznym zleceniom mogą obronić się przed spadkiem popyt na krajowym rynku. – Podpisaliśmy umowę z producentem z Kanady. Jesteśmy w trakcie finalizacji umowy z firmami z Wielkiej Brytanii oraz Niemiec. Ta ostatnia zastanawia się wręcz nad przeniesieniem całej produkcji ze Skandynawii do Polski – opowiada Beata Bielak, współwłaściciel firmy Ada Fashion, która na stałe wytwarza ubrania dla pięciu kontrahentów. – Ten rok jest o 100 proc. dla nas lepszy od ubiegłego – dodaje Bielak.

O dobrym okresie mówi też firma AKM PPUH, która produkuje ubranka dziecięce już dla czterech zleceniodawców z Polski, a nie dla jednego, jak było jeszcze na początku roku.

Z nowych zleceń cieszy się też Zakład Produkcyjny we Wrześni, należący do USI Spółdzielnia Wielobranżowa w Poznaniu. Ogłoszenie o wolnych mocach produkcyjnych widniejące na jego stronie internetowej świadczy o tym, że jeszcze niedawno firma szukała kontrahentów. – To nieaktualne. Dotychczasowy zleceniodawca z Francji rozszerzył z nami współpracę na tyle, że całe nasze moce sięgające 4 tys. sztuk miesięcznie idą na jego potrzeby – mówi Ewa Pera z Zakładu Produkcyjnego we Wrześni. Firma, zatrudniająca 40 osób, zastanawia się nad uruchomieniem drugiej zmiany. Powstrzymuje ją obawa przed kolejną falą kryzysu. – Firmy wymagają też coraz niższych stawek. Za uszycie jednej bluzki płacą już poniżej 5 euro, a płaszcza – 10 euro. Jeszcze kilka miesięcy temu stawki były wyższe – twierdzi Pera.

Są sektory, w których za szycie trzeba słono zapłacić. To produkcja ubrań na miarę. Koszt uszycia jednego garnituru w polskiej fabryce przekracza 1 tys. zł. Ale zleceniodawców przybywa i tu.

Potwierdza to spółka Zakłady Odzieżowe Vipo, w której skala zamówień wzrosła w tym roku o kilkanaście procent. – Obecnie szyjemy kilka tysięcy garniturów miesięcznie, głównie dla zagranicznych domów mody oraz cenionych marek krawieckich – zaznacza Tomasz Ciąpała, wiceprezes firmy.

Eksperci zaznaczają, że zamówienia zgarniają przede wszystkim te firmy, które stawiają na jakość i na bieżąco modernizują swoje zakłady oraz zwiększają moce produkcyjne. Pozostałe, jak i szwalnie pracujące wyłącznie na swoje potrzeby, mogą tylko pomarzyć o tak dobrych perspektywach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj