Ze 100 najważniejszych innowacji w latach 1971-2006 prawie 90 proc. w dużej mierze zależało od wsparcia finansowego USA - wskazuje słynny fizyk teoretyczny Mark Buchanan.

Albert Einstein ukuł słynne powiedzenie, że „wyobraźnia znaczy więcej niż wiedza”. Sposób, w jaki myślimy ogranicza nasze widzenie tego, co postrzegamy za możliwe. Wielcy myśliciele mierzyli się zazwyczaj z tym, co przez wszystkich uważane było za "oczywiste". Dzięki temu pozwalali nam zobaczyć świat na nowo.

Zwróćmy się przy tej okazji w kierunku ekonomii. Przez ostatnie 30 lat dla większości ludzi było „oczywiste”, że kreatywna dynamika wolnego rynku, energia przedsiębiorców, chcących realizować swoje marzenia, były najlepszymi czynnikami powstawania innowacji w gospodarce. Światowa gospodarka nosi niezatarte ślady wpływu błyskotliwych wizjonerów, którzy stworzyli firmy takie jak Microsoft, Apple czy Google. Innowacja to kwestia prywatna i najlepiej, aby państwo ze swoimi marnotrawnymi i powolnymi działaniami nie wtrącało się do sfery gospodarki.

>>> Czytaj też: Buchanan: Biologia podpowiada, jak rozwiązać kryzys finansowy

To wszystko, choć może dla wielu wydawać się oczywiste, może być równie dobrze zupełnie błędnym postrzeganiem rzeczywistości. Taki punkt widzenia w swojej ostatniej książce pt.: „The Entrepreneurial State: Debunking Private vs. Public Sector Myths” prezentuje Mariana Mazzucato.

Pomyślmy o technologiach naszych czasów, czyli internecie, biotechnologii, elektronice, fotonice, nowych materiałach i nanotechnologii. Żadna z nich nie istniałaby bez wizji i bezpośredniego wsparcia państwowych instytucji. To samo dotyczy technologii z poprzedniej epoki – przemysłu rafineryjnego, kolei, przemysłu lotniczego oraz energetyki jądrowej.

>>> Polecamy: Buchanan: Tradycyjna ekonomia nie radzi sobie ze złożonością systemu finansowego

Długoterminowa wizja

Przyjrzyjmy się sieci www, zasilanej przez dwóch gigantów Google i Facebook oraz niezliczoną ilość garażowych start-upów w stylu Clarity i Avaaz. Żadna z prywatnych firm nie mogłaby teraz działać, gdyby wcześniej amerykański rząd nie zrealizował swojej długoterminowej wizji. To pracownicy państwowej Defense Advanced Research Projects Agency mieli wyobraźnię i wsparli konsorcjum uniwersytetów i firm badawczych, aby te mogły stworzyć sieć komputerów i wymieniać informacje. Tak stworzony system dał podwaliny pod to, co dziś nazywamy internetem.

A co z Google? Geniusz i inspiracja założycieli firmy Sergey’a Brina i Larry’ego Page’a odegrały olbrzymią rolę. Tak samo, jak dużą rolę odegrała amerykańska National Science Foundation, która sfinansowała działania dwóch naukowców. To wybiegający myślą w przyszłość pracownicy tej państwowej fundacji wsparli finansowo działania Brina i Page’a, ponieważ byli przekonani o doniosłej roli ich pomysłów dla nowych technologii.

Nawet Apple, który jest postrzegany jako dzieło samotnego geniusza Steve’a Jobsa, wiele ze swojego sukcesu zawdzięcza państwu. Amerykański gigant technologiczny otrzymał dużą pomoc finansową we wczesnych latach swojej działalności z puli rządowego programu inwestycji dla małych firm. Każda z ważniejszych technologii w inteligentnych produktach Apple, włączając w to iPhone’a i iPada, była rozwijana w dużej mierze dzięki finansowemu wsparciu państwa.

Nie są to pojedyncze przykłady, w całej gospodarce możemy ich odnaleźć znacznie więcej. Ze 100 najważniejszych innowacji w latach 1971-2006 – wylicza "R&D Magazine" - prawie 90 proc. w dużej mierze zależało od federalnego wsparcia finansowego. I bez względu na to, że duże firmy farmaceutyczne mówią o ryzyku jakie ponoszą i ilościach pieniędzy, które wydają na badania, większość najbardziej innowacyjnych odkryć w ciągu ostatnich dekad narodziło się we wspieranych przez państwo laboratoriach.

Nie chodzi tu o to, że Steve Jobs nie był geniuszem albo że energia i kreatywność prywatnego sektora są niepotrzebne. Chodzi zaś o to, że państwo miało ogromny i niedoceniany wpływ na nasz gospodarczy dobrobyt. Państwo bowiem może osiągać cele, takie jak tworzenie nowych technologii i rynków, na które sektor prywatny nie mógłby sobie pozwolić.

Bardzo dobrze ujął to wiele lat temu John Maynard Keynes: „Dla państwa ważne jest nie tyle robienie rzeczy, które jednostki już robią same, albo robienie ich lepiej lub gorzej, dla państwa ważne jest robienie takich rzeczy, którymi nikt w danej chwili się nie zajmuje”.

>>> Buchanan: Czy wzrost gospodarczy nas zabije?

Białe słonie

Państwa mają swoje wady. Są podatne na angażowanie się w nietrafione inwestycje i cierpią na przerost biurokracji. Są to pewne rzeczy, z którymi powinno się walczyć, ale również nie powinno się zapominać o czerpaniu z tego, co najlepsze w działalności państwa.

Mariana Mazzucato, autorka wspomnianej już książki, przestrzega przed tym, aby postrzeganie państw jako niezdolnych do wspierania innowacji nie stało się samospełniającą się przepowiednią. Niepewność w wykonywaniu dalej polityki jest bowiem najlepszym przepisem na jej porażkę. Państwo jest najbardziej efektywne wówczas, gdy działa z poczuciem pewności. Najlepszym przykładem tego są Chiny i Brazylia, gdzie z dużą pomocą państwa rozwinięto technologie pod mającą nadejść zieloną rewolucję.

Tak długo jak będziemy pozostawać pod wpływem pewnych mitów i nie dostrzegać wizjonerskiego potencjału w działaniach państwa, tak jak było to w przeszłości, tak długo będziemy na tym tracić. Jeśli chcemy spojrzeć na państwo we właściwy sposób, powinniśmy postrzegać je jako niezbędnego partnera dla sektora prywatnego. Co więcej – partnera, który jest w stanie podjąć kluczowe ryzyko, którego biznes by się nie podjął.

Mark Buchanan jest fizykiem teoretykiem oraz autorem książki “The Social Atom: Why the Rich Get Richer, Cheaters Get Caught and Your Neighbor Usually Looks Like You”.