Utworzenie drugiego filaru, czyli powołanie nowej instytucji odpowiadającej za naprawę i uporządkowaną likwidację największych banków, oznacza kolejny krok w stronę zwiększenia kompetencji instytucji Wspólnoty.

Plan unii bankowej opiera się na trzech filarach. Pierwszy, nad którym prace się już zakończyły, to kwestie związane z nadzorem bankowym. W propozycji KE, którą zaaprobował Parlament Europejski, jest mowa o utworzeniu jednolitego mechanizmu nadzorczego (SSM) w połowie 2014 r. Europejski Bank Centralny przejmie nadzór nad największymi bankami w strefie euro. W przypadku pozostałych będzie go sprawował przy wsparciu dotychczasowych nadzorów krajowych. W projekcie są też zapisy na temat przekazania do EBC uprawnień dotyczących wydawania licencji na działalność bankową oraz wyrażania zgody na ewentualne fuzje banków. Co ważne dla Polski, z założenia SSM ma obejmować kraje strefy euro, ale mechanizm ten będzie otwarty dla pozostałych państw, jeżeli zdecydują się na przystąpienie do bliskiej współpracy.

Drugi filar, którym zajęła się Komisja, to kwestie związane z uporządkowaną likwidacją banków, co wzbudzało kontrowersje. KE proponuje, by utworzyć specjalną agencję, która będzie decydować, czy dany bank ratować, czy likwidować. Ona też rozstrzygnie, w jaki sposób restrukturyzować bank, czyli np. które zobowiązania umarzać i jakie aktywa wydzielać z bilansu. W zarządzie tej instytucji znajdą się zapewne przedstawiciele EBC oraz nadzorów krajowych, ale byłaby od nich niezależna. Jej decyzje dotyczyć będą tylko tych banków, które będą podlegać jednolitemu nadzorowi EBC.

Najwięcej problemów jest z trzecim filarem: wspólnym systemem gwarancji depozytów. W pierwotnych propozycjach KE była mowa o utworzeniu wspólnego funduszu, do którego dokładałyby się wszystkie kraje należące do unii, skąd pokrywane byłyby straty klientów upadłych banków. W dokumencie, który dzisiaj przedstawi KE, te propozycje mają się znaleźć ponownie. – To dziwne, zważywszy, że takie pomysły nie spotkają się z dobrym odzewem – komentują unijni eksperci. Od dawna protestują przeciw temu niektóre kraje, z Niemcami na czele. Uznają, że sytuacja, w której wszyscy muszą płacić za błędy jednego kraju, jest nieuczciwa. Pretekstem do bojkotowania tej propozycji jest jej niezgodność z traktatami. Nie przewidują możliwości, by kraje wzajemnie się finansowały.