Afera gruntowa: Mnóstwo podejrzanych, mało wyroków i wiele pytań

Ten tekst przeczytasz w 6 minut
20 lipca 2013, 11:01
Nadal nie wiadomo, czy i kto był źródłem przecieku, dzięki któremu Andrzej Lepper uniknął prowokacji CBA. Przypominamy aferę gruntową.

Dziwne przecieki to motyw przewodni kilku krajowych afer korupcyjnych, ale palma pierwszeństwa należy z pewnością do afery gruntowej. Sprawa zaczęła się niemal równo sześć lat temu, w lipcu 2007 r., niespodziewaną dymisją szefa Samoobrony Andrzeja Leppera ze stanowiska wicepremiera i szefa resortu rolnictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. – Jest wystarczająco dużo przesłanek, by sądzić, że Andrzej Lepper jest w kręgu podejrzanych. Chodzi o wielomilionową łapówkę – tłumaczył premier nie tylko obywatelom, lecz także zdumionym kolegom z własnej partii, którzy sądzili, że po aferach z taśmami Beger i seksem za pracę koalicja wypłynęła na spokojniejsze wody.

Okazało się, że zdymisjonowanie Leppera to efekt wielomiesięcznej operacji CBA w związku z podejrzeniem korupcji przy odrolnianiu gruntów należących do Ministerstwa Rolnictwa. Trzy dni wcześniej, 6 lipca, w jej ramach aresztowano dwóch mężczyzn: byłego dziennikarza TVP Piotra Rybę i prawnika Andrzeja Kryszyńskiego, których prokuratura oskarżała o powoływanie się na wpływy w resorcie Leppera. Funkcjonariusze CBA mieli wręczyć im 3 mln zł kontrolowanej łapówki za pomoc w przekwalifikowaniu ziemi w Mrągowie. Ale choć Kryszyński liczył już banknoty, z których jedna trzecia miała, według jego późniejszych zeznań, pójść dla Leppera, bo „poniżej miliona z nim się nie rozmawia”, nagle – po telefonie od Ryby – wycofał się z przyjęcia pieniędzy. Ryba zaś w ogóle nie pojawił się na spotkaniu. CBA uznało więc, że fiasko operacji to wynik przecieku: ktoś ostrzegł Leppera, on z kolei ostrzegł Rybę.

>>> Czytaj też: Afery hazardowe III RP: nie uczymy się na błędach

Choć w mediach krążyły spekulacje, kim mógł być tajemniczy wybawca szefa Samoobrony, nikt nie wskazywał na szefa MSWiA Janusza Kaczmarka, uznawanego za zaufanego człowieka braci Kaczyńskich. Tymczasem 8 sierpnia Kaczmarek został odwołany ze stanowiska, gdyż znalazł się „w kręgu podejrzeń w sprawie przecieku”. Wraz z nim stanowisko utracił jego bliski współpracownik, szef policji Konrad Kornatowski. Wkrótce potem nastąpiła seria spektakularnych zatrzymań: oprócz Kaczmarka ABW zapukała także do drzwi prezesa PZU Jaromira Netzela, byłego już komendanta głównego Kornatowskiego i jednego z najbogatszych biznesmenów Ryszarda Krauzego. Ten ostatni był jednak akurat za granicą. Wszyscy usłyszeli zarzuty składania fałszywych zeznań, a Kaczmarek dodatkowo utrudniania śledztwa w sprawie przecieku, bo prokuratura nie była pewna, czy zdoła udowodnić mu ujawnienie tajemnicy państwowej.

Podczas konferencji prasowej jeszcze tego samego dnia zastępca prokuratora generalnego Jerzy Engelking pokazał nagrania z kamer monitorujących hotel Marriott w Warszawie i przedstawił następującą wersję wydarzeń: 5 lipca w nocy, w przeddzień akcji CBA, Kaczmarek w hotelu dał cynk Krauzemu, ten z kolei poinformował o sprawie swego byłego pracownika, posła Samoobrony Lecha Woszczerowicza. Następnego dnia rano Woszczerowicz widział się z Lepperem, po czym ten wpadł w panikę, zaczął opowiadać o prowokacji i odwołał spotkanie z Rybą, podczas którego miał dostać pieniądze. Jak powiedział prokurator, Kaczmarek zeznał, że poszedł do Marriottu spotkać się z Netzelem, co Neztel potwierdzał. Ich spotkania nie zarejestrowały jednak kamery. Rola Kornatowskiego miała polegać na tym, że ostrzegał innych o działaniach CBA i namawiał szefa PZU do dania alibi swojemu szefowi. Wszyscy zatrzymani zaprzeczali tej wersji, a sam Lepper już wcześniej oświadczył, że o szykowanej przez niego prowokacji został, owszem, ostrzeżony, ale przez... ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Jednak Ziobro często nagrywał prowadzone przez siebie rozmowy i był w stanie wykazać, że został oskarżony fałszywie, za co Lepper miał zresztą później sprawę w sądzie.

>>> Czytaj też: Największe afery III RP: afera Pineiry, czyli jak Żemek „dulary” Glapińskiemu przekazywał

W samej aferze gruntowej Lepper zarzutów nigdy nie usłyszał, w przeciwieństwie do dwóch domniemanych wspólników. Mimo że ostatecznie nie przyjęli oni łapówki, sąd w pierwszej instancji skazał ich za samo powoływanie się na wpływy: Rybę na 2,5 roku więzienia, Kryszyńskiego – który przyznał się do winy – na 45 tys. zł grzywny. Nie jest to jednak ostateczny wyrok, bo po apelacji sprawa została skierowana do ponownego rozpoznania.

Innych skazanych w aferze gruntowej nie było, bo po przegranej PiS w wyborach szybciutko umorzono śledztwa przeciwko domniemanym sprawcom przecieku o akcji CBA. Prokuratura Apelacyjna nakazała też sprawdzenie innych możliwych źródeł przecieku: że pochodził on jednak od Ziobry, ale przy innej okazji, niż wskazał Lepper, że jego mimowolnym sprawcą był Przemysław Gosiewski lub inny jakiś polityk PiS, że Leppera ostrzegli BOR-owcy, którzy zorientowali się, że coś się wokół niego dzieje, i wreszcie – że przecieku w ogóle nie było. Jednak ani prokuratura, ani sejmowa komisja śledcza ds. nacisków, która zajmowała się tą sprawą, nie znalazły odpowiedzi.

I nic dziwnego, jeśli wierzyć najnowszej interpretacji tamtych wydarzeń, którą zaproponował w wydanej właśnie książce Bogdan Święczkowski, szef ABW z czasów afery gruntowej. Jego zdaniem Leppera mogły ostrzec rosyjskie specsłużby, które liczyły, że dzięki temu informacje o nieudanej akcji CBA w resorcie rolnictwa nie wyjdą na jaw, a gabinet Kaczyńskiego nie upadnie. Potrzebowały bowiem spokoju na polskiej scenie politycznej, bo w tym samym czasie na warszawską giełdę miała wejść pewna duża spółka z branży paliwowo-energetycznej i chodziło o jej jak najlepszy debiut. Wszystko mogłoby się udać, gdyby nie to, że Lepper stracił nerwy i „sprawa się rypła”.

Czy okoliczności tajemniczego przecieku zostaną zatem kiedyś wyjaśnione przez śledczych? Byłoby to możliwe, bo sprawa się jeszcze nie przedawniła. Ale czy komuś na tym zależy?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj