Na krzepnięciu amerykańskiej gospodarki zyskują głównie najbogatsi - udział najbogatszego 1 proc. we wzroście dochodów wyniósł 95 proc., a skala rozwarstwienia należy do najwyższych od początku XX wieku.

Rosnące PKB, coraz wyższe dochody firm, lepsze dane z rynku pracy, S&P 500 na kolejnych rekordowych poziomach – krzepnięcie amerykańskiej gospodarki jest oczywiste, czego kolejnym efektem jest zbliżające się ograniczenie programu QE3.

Jednak kto jest największym beneficjentem obecnego ożywienia? Próbę odpowiedzi na to pytanie podjęło dwóch ekonomistów: Emmanuel Saez z Berkeley oraz Thomas Piketty z Paris School of Economics. W swoim najnowszym opracowaniu dotyczącym nierówności dochodowych w Stanach Zjednoczonych analizują minione dwa lata, w których amerykańska gospodarka zaczęła dźwigać się z recesji.

Reklama

>>> Czytaj też: 5 rocznica upadku Lehman Brothers: jak wygląda świat po kryzysie finansowym?

W latach 2009-2012 przeciętny dochód przypadający na gospodarstwo domowe wzrósł o 6 proc. Jednak na rozpoczętym w 2009 roku ożywieniu nie wszyscy skorzystali w równym stopniu. Dochody 1 proc. najbogatszych Amerykanów wzrosły od tego czasu o 31,4 proc., podczas gdy w przypadku pozostałych 99 proc. gospodarstw domowych wzrost wyniósł zaledwie 0,4 proc.

Recesja i odbicie

W czasie recesji w latach 2007-2009 realny dochód amerykańskich rodzin spadł o 17,4 proc. – był to największy dwuletni spadek dochodów od czasów Wielkiej Depresji z lat 30. Dochody najbogatszego 1 proc. Amerykanów skurczyły się w tym czasie najmocniej, bo aż o 36,3 proc., dzięki czemu ich udział w łącznym dochodzie spadł z 23,5 proc. do 18,1 proc.

Jednak, jak wynika z opracowania Seaza i Piketty’ego, był to spadek tymczasowy i nie odwrócił trwającego od lat 70. trendu polegającego na wzroście udziału najbogatszych w całkowitym dochodzie.

Bogacenie się najbardziej zamożnych w czasie wychodzenia z kryzysu nie jest rzeczą nową – podobna sytuacja miała miejsce w czasie wszystkich okresów ożywienia następujących po okresach recesji. Fenomenem jest jednak skala zjawiska – udział najbogatszych we wzroście dochodów nie był większy od początku lat 90.

>>> Czytaj też: Nierówności społeczne: udział klasy robotniczej w dochodach maleje

W czasie tzw. ekspansji Clintona trwającej w latach 1993-2000 udział najbogatszego 1 proc. w całkowitej zmianie dochodów wyniósł 45 proc. Podczas tzw. ekspansji Busha (nastąpiła po recesji z 2001 roku) udział ten wyniósł 65 proc. Z kolei w trakcie ostatnich dwóch lat wzrost dochodów najbardziej zamożnego percentyla stanowił aż 95 proc. całkowitego wzrostu dochodów.

Nierówności na poziomie najwyższym od stu lat

Udział najbogatszego 1 proc. gospodarstw domowych w całkowitych dochodach wynosił w 2012 roku 22,5 proc. Poszerzając tę grupę do 10 proc. najbogatszych zauważymy, że ich udział w dochodach wynosi aż 50,4 proc. – to wartość najwyższa od 1917 roku, z którego pochodzą pierwsze dostępne dane. W 2012 roku do najbogatszych 10 proc. należały gospodarstwa domowe z rocznym dochodem przekraczającym 114 tys. dolarów, natomiast najbogatszy 1 proc. rodzin dysponował dochodem przekraczającym 394 tys. dolarów.

Autorzy zauważają pewną prawidłowość – opierając się na danych historycznych stwierdzają, że zmniejszanie się nierówności w dochodach w czasie recesji jest tylko tymczasowe – chyba, że wprowadzone zostaną drastyczne regulacje i polityka fiskalna opisana na powstrzymanie „odbicia” dochodowych nierówności. Tego typu środki zostały przedsięwzięte po Wielkiej Depresji w czasie polityki gospodarczej znanej pod nazwą New Deal i doprowadziły do względnie trwałego zmniejszenia nierówności dochodowych – trend ten został odwrócony dopiero w latach 70.

W odróżnieniu od długotrwałego spadku nierówności po Wielkiej Depresji, poprawie kondycji gospodarki po kryzysach ostatnich dwóch dekad towarzyszył powrót do większych nierówności – a nawet ich nasilenie.

Nasilenie się nierówności w ostatnich kilku latach może być wyjaśnione kilkoma czynnikami. Mając w perspektywie zwiększenie obciążeń podatkowych w 2013 roku, wiele firm decydowało się przesunąć wypłaty dywidend na rok 2012, co zwiększyło przychody akcjonariuszy. Ale to niejedyny powód, czego autorzy badania dowodzą wyłączając z analizy zrealizowane zyski kapitałowe. Mówiąc bardziej ogólnie, zamożne gospodarstwa domowe po prostu zyskały na giełdowych zwyżkach – udziały w spółkach posiada blisko połowa gospodarstw domowych, natomiast w rękach 10 proc. najbogatszych znajduje się aż 90 proc. wszystkich walorów.

Saez i Piketty upatrują przyczyn rosnącego rozwarstwienia w odejściu od polityki wprowadzonej w czasach New Deal i II wojny światowej – zakładającej progresję podatkową, istnienie silnych związków zawodowych, a także większą rolę firm w zapewnianiu pracownikom świadczeń socjalnych. Zdaniem autorów zmniejszenie rozwarstwienia w dochodach rodzin w Stanach Zjednoczonych wymaga zastosowania mieszanki reform instytucjonalnych i podatkowych.

>>> Czytaj też: Europa wychodzi z kryzysu z wrogością dla imigrantów

Opracowanie wraz z metodologią badania znaleźć można tutaj. Autorzy zastrzegają, że dane za 2012 rok są wstępnymi prognozami i zostaną zaktualizowane w styczniu 2014 roku.

Realny wzrost dochodów według grup dochodu w latach 1993-2012 / Forsal.pl