Seria jednodniowych strajków przeprowadzonych przez pracowników amerykańskich sieci fast food przypomniała o głodowych pensjach, z których musi wyżyć tak wiele osób w USA.

Z dyskusji na ten temat wyłania się jeden główny wniosek: zyski korporacji są rekordowo wysokie, a udział klasy robotniczej w narodowym dochodzie maleje. Liczby mówią same za siebie. W latach 80. zarobki amerykańskich pracowników stanowiły 66 proc. dochodu kraju. Aktualnie ten udział to jedynie 58 proc. – wynik najniższy od zakończenia drugiej wojny światowej. Dane te pochodzą z Bureau of Labor Statistics i wliczono w nie świadczenia emerytalne i ubezpieczenie zdrowotne, które w tym samym czasie mocno wzrosły.

Reklama

Trudno o te zmiany obwiniać którąkolwiek z partii, ponieważ udział dochodów zmniejszał się zarówno podczas rządów Demokratów jak i Republikanów. Największe spadki zanotowano podczas prezydentury George’a W. Bush’a i Baracka Obamy.

Nie tylko w USA ma miejsce taka sytuacja. Raport sporządzony przez OECD w 2012 oku wykazał, że podobne zjawisko występowało w 26 z 30 rozwiniętych krajów, a udział pracowników w dochodzie narodowym spadł w nich średnio z 66 proc. w latach 90 do 62 proc. w 2009 roku.

Czy jest jakaś zależność między tą tendencją, a gospodarczymi strukturami rozwiniętych krajów, które odbierają pracownikom dochody? Według Międzynarodowej Organizacji Pracy nie jest to słuszne założenie. Badania przeprowadzone przez organizację wykazały, że „problem jest bardziej zauważalny w wielu rozwijających się krajach z dużym naciskiem na Azję i północną Afrykę (...) Dane zebrane w Chinach, Kenii, Korei Południowej, Meksyku i Turcji sugerują, że zmniejszenie udziału pracowników w dochodach tych krajów zaczęło się już w latach 80”.

Wielka recesja też nie jest wytłumaczeniem tego zjawiska. Jeśli miała na nie jakikolwiek wpływ, to raczej hamowała spadek udziału pracowników w dochodzie narodowym. Kryzys finansowy zmniejszył wypłacane dywidendy, a inwestorzy zarabiali mniej na słabnących akcjach. Pensje pracownicze są mniej zmienne niż zarobki korporacji i przychody z inwestycji. W związku z tym spadek udziału pracowników w dochodach kraju był w czasie kryzysu w mniejszym stopniu odczuwalny.

Co więc wpływa na ten spadek? Malejąca liczba członków związków zawodowych w USA może być częścią rozwiązania tej zagadki. Tylko 11 proc. pracowników w USA należy do związków zawodowych. To bardzo mało w porównaniu do lat 50., w których około 35 proc. pracowników sektora prywatnego było zrzeszonych w związkach.

To wciąż w małym stopniu wyjaśnia zjawisko. W Europie udziały pracowników również maleją, a przecież prawie jedna czwarta pracowników jest zrzeszona w związkach zawodowych. Ponadto stowarzyszenia związkowców w Europie mają znacznie większą siłę przebicia niż w USA.

Dużą rolę w tym procesie odgrywają globalizacja i technologia. Z drugiej strony innowacje i łamanie barier handlowych miały też wpływ na zwiększenie wzrostu gospodarczego, a więc i na tworzenie milionów miejsc pracy.

>>> Polecamy również: Rozkwit branży fast-food nie wpłynął na zarobki pracowników McDonald's

Najbardziej intrygującym wytłumaczeniem wydaje się być globalny spadek kosztu kapitału, który doprowadził do tak wielkiego technologicznego postępu. Według Loukasa Karabarbounisa i Brenta Neimana z Uniwersytetu w Chicago, fakt ten odpowiada za połowę utraconych udziałów pracowników w dochodach publicznych w ciągu ostatnich trzech i pół dekad. Od wczesnych lat 80. kapitał stale tanieje. Nie powinno więc dziwić, że pewne czynniki produkcji zamienia się na inne czynniki.
Rezerwa Federalna i polityka niskich stóp procentowych miała zapobiec recesji, ale być może doprowadziła do zachwiania równowago pomiędzy kosztami pracowniczymi a kapitałem.

Jedną z częściej przytaczanych recept na spowolnienie lub odwrócenie opisywanej tendencji jest podniesienie pensji minimalnych. Aktualnie minimalna stawka godzinowa w USA to 7,25 USD. Gdyby aktualna stawka była dostosowana do inflacji w takim stosunku jak ta z 1968 roku (1,60 USD) to musiałaby wynieść 10,74 USD z godzinę.

OECD twierdzi, że taka podwyżka zwiększyłaby udział pracowników w dochodach kraju na krótszą metę, niekoniecznie natomiast w dłuższym okresie. Dlaczego? Ponieważ zwiększenie kosztów pracowniczych zmusiłoby przedsiębiorców do inwestowania w automatyzację. Pracownicy straciliby na takiej tendencji.

Inne rozwiązania, takie jak zwiększenie inwestowania w edukację, redystrybucja podatków i większa sieć ubezpieczeń społecznych, również nie są w pełni satysfakcjonujące. Być może jeśli wzrost gospodarczy powróci do regularnego poziomu, to bank centralny będzie mógł porzucić ideę zerowego oprocentowania. Być może wtedy pracownicy na świecie nie będą wydawali tak mało konkurencyjni względem kapitału.