Jak zastrzegają banki, musi on być kompletny, a więc zawierać wszystkie wymagane załączniki. Co to oznacza dla klienta? Jeżeli np. planuje zakup prawa do lokalu na rynku wtórnym i jest zatrudniony na umowę o pracę na czas nieokreślony, wraz z wnioskiem powinien dostarczyć dokument tożsamości, zaświadczenie o zatrudnieniu i wysokości uzyskiwanych dochodów na druku bankowym, wyciąg z konta osobistego, na które przelewane jest wynagrodzenie za okres ostatnich 3 lub 6 miesięcy, oraz przedwstępną umowę nabycia nieruchomości.

Zwykle potrzebna jest też wycena nieruchomości (operat szacunkowy). Ale tu banki są elastyczne. – Jeżeli klient nie dysponuje operatem, może go zlecić za pośrednictwem banku. W takim wypadku wystarczy deklaracja klienta i dokonanie odpowiedniej opłaty. Jeżeli nie chce go zlecać za naszym pośrednictwem, przeprocesujemy wniosek na podstawie szacunkowej wartości nieruchomości – deklaruje Agata Chrzanowska, kierująca wydziałem kredytów hipotecznych w Banku Millennium.

Zaciąganie kredytów na 100 proc. wartości nieruchomości będzie możliwe tylko do końca grudnia. Do niedawna nie było jednak jasne, w jaki sposób potraktować klientów, którzy złożą wniosek kredytowy w grudniu, ale nie zdołają podpisać umowy. Wątpliwości rozwiała Komisja Nadzoru Finansowego, która ogłosiła, że wnioski złożone do końca tego roku banki mogą rozpatrywać na dotychczasowych zasadach, mimo że umowy będą podpisywane już w przyszłym roku.

Od stycznia zaś, zgodnie ze znowelizowaną rekomendacją S, banki będą mogły udzielać kredytów w wysokości maksymalnie 95 proc. wartości nieruchomości. Większość klientów, aby pożyczyć pieniądze na mieszkanie, będzie więc musiała mieć wkład własny. Ale w niektórych przypadkach nawet po Nowym Roku będzie można uzyskać kredyt wysokości 100 proc. wartości nieruchomości. – Będzie to możliwe w sytuacji, gdy do zabezpieczenia zadłużenia przedstawią jeszcze inną nieruchomość niż tylko kredytowane mieszkanie. Może to być np. dom rodziców. Znowelizowana rekomendacja S nie mówi bowiem nic o wkładzie własnym. Mówi tylko, że kredyt nie może być wyższy niż 95 proc. wartości przedmiotu zabezpieczenia – twierdzi Michał Krajkowski, główny analityk DK Notus.

W kolejnych latach maksymalny stosunek wartości kredytu do zabezpieczenia będzie jeszcze spadał, by w 2017 r. osiągnąć poziom 80 proc.

>>> Polecamy: