Wróbel: Niech Bieńkowska działa i milczy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
24 stycznia 2014, 03:17
Jan Wróbel
Jan Wróbel/Forsal.pl
Myślałem, że rekonstrukcja rządu okaże się mądrzejszym zabiegiem. Nie przeszkadzają mi słowa premier Bieńkowskiej o pogodzie, przeszkadza mi to, że wicepremier(ka) polskiego rządu idzie do telewizji po to, aby odpowiadać na pytanie na temat opóźnionych pociągów.

Nasłuchaliśmy się, jak to premier Tusk wysuwa na pierwszy front walki swoją wunderwaffe, minister o nadzwyczajnych kompetencjach i nadzwyczajnych umiejętnościach, a tu, proszę, ta nieziemska profesjonalistka przychodzi, aby wytłumaczyć się z przyczyn, dla których pociąg nie odjechał. Gdyby jeszcze były to koleje państwowe w potocznym znaczeniu tego słowa, ale nawet i to nie, podzieliliśmy dawne, dobre PKP na 16 spółek. Niezależnych, a jakże. Kiedy przychodzi do ustalania premii. Kiedy lokomotywa stoi, w telewizji pojawia się wicepremier.
Minister Nowak, co by nie powiedzieć o parciu na szkło, od którego nie był wolny, podobnie jak od parcia na szkło zegarka, tłumaczył się rok temu z problemu, było nie było, strategicznego – dlaczego 16 spółek nie może uzgodnić jednego i dobrego rozkładu jazdy. Tak, to była sfera odpowiedzialności ministra, tworzenie warunków dla współpracy samodzielnych podmiotów tworzących polską kolej. Ale marznący deszcz? Deszcze stanowią zagadnienie odpowiednie dla wywijającego piórami szamana, a nie pani wicepremier z Europy Środkowej.

Rozumiem, że pani premier jest zła. Zamiast oceniać jej dorobek, dziennikarze oceniają wierzchołek szczytu góry lodowej – jakieś zdanie czy dwa. Każdy z nas dostaje cholery, kiedy nagotuje przez cały dzień wybornych potraw, a pod wieczór goście zwracają uwagę tylko na to, że dzwonek u drzwi ma śmieszny dźwięk. Kiedy jednak Bieńkowska gromi dziennikarzy za to, że zwracają uwagę na jej kontrowersyjne słowa, to zachowuje się zupełnie nieprzytomnie. W Polsce (żeby tylko!) kontrowersyjne wypowiedzi były i będą dziedziną ochoczo podejmowaną przez Polaków za pomocą mediów albo bez ich pomocy. Pani minister-wicepremier musi to wiedzieć. Gadanie nie idzie jej dobrze, działanie owszem, bardzo dobrze. Wniosek: niech działa dalej, a do gadania o deszczu, zaćmieniu słońca, kolorze wyłogów w kolejarskim mundurze i poziomie mediów wystawi sprawnego w mowie pustaka gładzonego. Nawiasem mówiąc, Bartosz Arłukowicz zaczyna rozglądać się za robotą.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj