Do tej pory przynajmniej trzy linie lotnicze zawiesiły loty do Wenezueli, częściowo dlatego, że rząd winien jest przewoźnikom 3,3 mld dolarów, których przewoźnicy potrzebują do opłacenia kosztów operacyjnych. Rząd zasugerował spłatę zadłużenia obligacjami rządowymi i tańszym paliwem, ale małą ilością gotówki. To z pewnością w cudowny sposób wzniesie znowu samoloty w powietrze.

W tarapatach są również producenci samochodów. Toyota Motor Corp. wstrzymuje produkcję w Wenezueli, a Ford Motor Co. ogranicza wytwórczość. W kraju, w którym mieszka blisko 29 milionów ludzi, w ubiegłym miesiącu sprzedano zaledwie 722 samochody.

Dyrektor finansowy Forda Robert Shanks umniejszał ten problem, mówiąc Bloombergowi w ubiegłym tygodniu, że „kontrola cen i bardzo ograniczona i nierówna podaż walut obcych potrzebnych na finansowanie produkcji wpłynęły negatywnie na wydajność”. Tak negatywnie, że w ubiegłym miesiącu Chrysler, Ford i General Motors nie wyprodukowały w Wenezueli żadnego samochodu.

Firmom nie jest przy tym dużo lepiej niż gazetom. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy 12 gazet zostało zamkniętych, a ponad tuzin może wstrzymać publikację, jeśli rząd nie sprzeda im wystarczającej ilości waluty zagranicznej, by zapłacić za importowany papier. Sytuacja jest tak zła, że nawet gazeta VEA, tuba rządowa, może wkrótce przestać się ukazywać.

Bez papieru nie ma gazet

Hashtag #SinPapelNoHayPeriodico (#BezPapieruNieMaGazet) stał się wśród Wenezuelczyków zbiorowym okrzykiem rozpaczy na Twitterze. We wtorek setki pracowników gazet należących do związków, włącznie z dostawcami rządowymi, wyszły na ulice domagając się importu papieru, skandując „Powiedzcie prawdę, kraj zbankrutował”. Następnego dnia co najmniej 50 tys. demonstrantów maszerowało w Caracas, stolicy kraju, rozgniewanych faktem mieszkania w państwie bogatym w zasoby naturalne, gdzie niedobory produktów są normą. Podczas protestów zginęły trzy osoby.

>>> Przeczytaj o krajach, które dziś wpadają w kryzys. Kraje PIGS wychodzą z kryzysu, teraz zaczynają straszyć CATS.

Protestujący mają rację. Rezerwy walutowe banku centralnego spadły w ubiegłym miesiącu do poziomu najniższego od 10 lat. Wenezuelczycy chętni do chronienia swoich pieniędzy przed roczną inflacją sięgającą 56 proc. unikają kontroli kapitału, by wyprowadzić za granicę tyle dolarów, ilek tylko mogą. Prezydent Nicolas Maduro lubi myśleć o tym jako o "wojnie ekonomiczniej”, ale dla ludzi otrzymujących wypłatę na miejscu, ucieczka kapitału jest podstawą zdrowego rozsądku.
W ubiegłym miesiącu Maduro wywołał panikę gdy zlikwidował Cadivi, urząd administracji walutami. To jedynie zwiększyło popyt na dolary. Dolar na czarnym rynku kosztuje dziś 84,2 bolivary, tj. 13-krotność oficjalnego kursu.

Kraj bez pomysłu na swoje pieniądze

Głównym problemem jest korupcja i złe zarządzanie przez państwo dochodami z ropy. Rafael Ramirez, wenezuelski car energetyczny i wicepremier ds. gospodarczych, trafił w sedno podczas ostatniego wywiadu w telewizji: „Zobaczyliśmy, jak wiele mieliśmy dolarów, ale nie było planu na ich wykorzystywanie”. Ramirez powiedział, że „przynajmniej 30 proc. dolarów wypłaconych przez rząd zostało wykorzystane niezgodnie z pierwotnym celem."

Komentarz Ramireza spowodował takie zamieszanie, że felietonista gazety El Nacional Alberto Tyszka słusznie opisał je w swojej niedzielnej kolumnie jako „prawdopodobnie najbardziej bezwstydne wyznanie rządu w ostatnich czasach”. Rządowa retoryka sugeruje, że nikt w administracji Maduro nie rozumie różnicy pomiędzy tworzeniem wartości a niszczeniem jej. W najlepszym razie lewicowi przywódcy Wenezueli i ich zwolennicy mówią po prostu, że rząd musi być bardziej wydajny.

Jordan Rodriguez, reporter z lewicowej stacji telewizyjnej TeleSUR, w artykule w gazecie Correo del Orinoco poparł ślubowanie Madury, by znacjonalizować więcej firm: „Zróbmy tak, ale pod warunkiem, że założymy, że jedynym uznawanym argumentem będzie wydajność”. Po piętnastu latach u władzy powinno być już jasne, że skuteczność nie znajduje się w rządowym DNA.

Wenezuelski rząd próbował i nie zdołał powtórzyć tego, co firmy robią dla gospodarki. Veniturato, wenezuelska spółka joint venture z Iranem produkująca samochody, wyprodukowała w 2012 roku nie więcej niż 3 595 pojazdów, inaczej mówiąc – mniej niż 10 samochodów dziennie. Według ostatnich danych oznacza to spadek o 14 proc. w stosunku do 2011 roku.

Gdzie państwo nie może, tam.. zapłaci sektor prywatny

Naturalną odpowiedzią rządu wenezuelskiego na błędy w państwowym planowaniu jest żądanie więcej od prywatnego sektora. Polar, największy krajowy producent żywności, powiedział w ubiegłym miesiącu, że produkcja może ucierpieć, jeśli rząd nie sprzeda firmie 463 mln dolarów w walutach obcych, których Polar potrzebuje na spłaty swoich zagranicznych dostawców. Państwowa agencja informacyjna AVN zasugerowała więc, żeby właściciel Polara, Lorenzo Mendoga, osobiście przejął długi firmy. Mendoga „według Forbesa posiada prywatną fortunę wartą 4 mld dolarów”, argumentuje AVN w artykule.

>>> Czytaj więcej o kondycji gospodarczej Wenezueli i jej sąsiadów. Coraz mniej ubogich w Ameryce Łacińskiej

Gdy trudności gospodarcze narastają, wenezuelski rząd organizuje szczyty by dyskutować o problemach, wobec których nie podejmuje się jednak żadnych działań. Ubiegłotygodniowe seminarium pn. „Maksymalna Wydajność Socjalistyczna” dla 120 państwowych przedsiębiorstw jest dobrym przykładem. Ramirez, który wygłosił mowę powitalną, napisał na Twitterze: „musimy skoncentrować siły produkcyjne państwa” by osiągnąć „zrównoważony wzrost kraju”. 

Z najwyższą inflacją na ziemi, szerzącą się przemocą, spadkiem produkcji ropy naftowej i kulejącym sektorem prywatnym, Wenezuela wydaje się być na zrównoważonej ścieżce do gospodarczej ruiny.