John Maynard Keynes nazwał złoto reliktem barbarzyństwa i czynił wiele, aby od tego reliktu odejść. Uwolnienie się gospodarki od złota nastąpiło z chwilą upadku systemu z Bretton Woods, długo po śmierci Keynesa. Od tego czasu minęło ponad 40 lat, a złoto wydaje się być w niezłej kondycji.

W maju banki centralne podpisały kolejne (czwarte) porozumienie regulujące obrót złotem. Wszystko zaczęło się ponad 15 lat temu. Zniechęcone niskimi cenami złota, niektóre banki centralne zaczęły wyprzedawać swoje rezerwy. Czyniły to w sposób zupełnie nieskoordynowany i aby zapobiec dalszym spadkom, we wrześniu 1999 r. podpisano tzw. pierwsze porozumienie waszyngtońskie regulujące i precyzujące ilość dopuszczanego do sprzedaży złota. Wielu uznaje je za przełomowe.

Jeszcze w sierpniu 1999 r. cena złota zbliżała się do poziomu 250 dol., tylko po to, aby pod koniec września rozpocząć swój początkowo powolny, a z czasem coraz bardziej przyspieszający marsz w górę. Zachęcone sukcesem, banki centralne zaczęły odnawiać pierwotne porozumienie co pięć lat. Słowo „odnawiać” nie jest zbyt precyzyjne, gdyż każde kolejne porozumienie wnosiło poprawki do wcześniejszych wersji, ale główne przesłanie się zmieniało: banki centralne koordynują swoje działania.

Teraz, w 2014 roku, wszyscy zwracają uwagę nie tylko na skoordynowany charakter działań, lecz także na to, że banki centralne nie będą sprzedawcami znaczącej ilości złota. Echa tego porozumienia wydają się dość krótkotrwałe, bo większość analityków zaczyna się interesować rynkiem złota, ale zupełnie z innych powodów. Owszem, chodzi o jeden bank centralny, ale nie o jego aktywność na rynku złota, tylko o jego wpływ na rynek złota.

Reklama

>>> czytaj cały tekst na www.obserwatorfinansowy.pl