Stymulacja to za mało. Świat potrzebuje reform strukturalnych

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
6 listopada 2014, 15:58
Długi, kredyty
Długi, kredyty/ShutterStock
Od sześciu lat kraje wysoko rozwinięte próbują pobudzić gospodarkę do szybszego wzrostu. Nietypowe działania banków centralnych i rządów zadziałały, ale tylko doraźnie.

Zwłaszcza Europie potrzebne są głębokie reformy strukturalne, o nie jednak będzie trudno, bo muszą je przeprowadzić poszczególne kraje, a nie unijna centrala.

Gdy wybuchł kryzys finansowy rządy i banki centralne uznały, że największym zagrożeniem jest głęboka recesja, taka, jaka wystąpiła w USA i Europie w latach 30. XX w. By jej zapobiec gwałtownie zwiększyły wydatki budżetowe, chcąc wzmocnić słabnący popyt konsumentów i przedsiębiorców. Banki centralne USA, Wielkiej Brytanii, Japonii i strefy euro zaczęły prowadzić niekonwencjonalną politykę. Pożyczały na niski procent bankom komercyjnym, kupowały rządowe obligacje, a nawet prywatne papiery dłużne. Wszystko po to, by obniżyć niemal do zera oprocentowanie kredytów i podnieść ceny akcji, które gwałtownie załamały się po upadku banku Lehman Brothers we wrześniu 2008 roku.

>>> Czytaj też: Polityka Orbana przyniosła skutki? Dla Węgier to "era stabilności i przewidywalności"

Dzięki działaniom rządów i banków centralnych recesja była płytsza i trwała krócej niż w latach 30 XX w. Dość szybko doszło też do odwrócenia sytuacji na rynkach akcji. W czasie Wielkiej Depresji spadki na nowojorskiej giełdzie trwały (z przerwami) od września 1929 r. do lipca 1932 r. Indeks Dow Jones Industrial Average (DJIA) stracił w tym czasie niemal 90 proc. wartości (spadł z 381,17 do 41,22 pkt). Poziom z września 1929 r. giełda osiągnęła ponownie dopiero w 1955 r. Podczas ostatniego kryzysu finansowego bessa trwała od maja 2008 r. do lutego 2009 r. DJIA stracił w tym czasie 50 proc. wartości i nadrobił straty do marca 2012 r. W końcu października 2014 r. był prawie o 30 proc. wyższy niż w szczytowym momencie przed kryzysem finansowym. Straty akcjonariuszy i ciułaczy w latach 30. rozciągnęły się na całe pokolenie. Ostatnia bessa, choć głęboka, szybko zamieniła się w hossę (niestety nie dotyczy to giełdy warszawskiej, której indeksy są dziś o ponad 30 proc. niższe niż we wrześniu 2007 r., gdy osiągały maksima).

Stymulacja gospodarki przyniosła więc doraźnie pozytywne efekty. Miała też jednak niekorzystne skutki uboczne. Doprowadziła do wzrostu zadłużenia USA i strefy euro, a także rozregulowania rynków finansowych na skutek sztucznego obniżania stóp procentowych. To jeden z powodów niskiego obecnie wzrostu gospodarczego.

>>> Czytaj cały tekst na www.obserwatorfinansowy.pl

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj