Opłaca się być europejskim przyjacielem Władimira Putina. Doświadczyła tego Marine Le Pen, szefowa Frontu Narodowego, coraz bardziej liczącej się siły politycznej we Francji - pisze w felietonie Leonid Bershidsky.

Ta francuska partia dalekiej prawicy uzyskała kredyt wysokości 9 mln euro od rosyjskiego banku. Jest to – jak się zdaje – inwestycja Kremla w przyszłość francuskiej polityki.

Front Narodowy, antyimigrancka i antyeuropejska partia, osadzona w bogatej tradycji rasizmu i antysemityzmu, z pieniędzy korzystać potrafi. W 2012 roku, czyli w ostatnim roku, za który są dostępne dane w sprawie finansowania francuskich partii politycznych, Front Narodowy uzyskał 6,2 mln euro – czyli jedną dziesiątą tego, czym dysponowała rządząca obecnie we Francji Partia Socjalistyczna.

Połączenie wielkich państwowych dopłat dla największych partii oraz restrykcji nałożonych na prywatnych donatorów wzmacnia francuski system dwupartyjny, w którym o władzę z Partią Socjalistyczną walczy zazwyczaj centroprawicowa UMP (Unia na rzecz Ruchu Ludowego). Każda siła chcąca przełamać ten duopol potrzebuje zatem pieniędzy.

Marine Le Pen, przewodnicząca Frontu Narodowego, ma nadzieję na zwycięstwo. Jej ugrupowanie uzyskało w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego oraz w wyborach lokalnych bardzo dobre wyniki. Pod pewnymi względami, Le Pen jest dziś najpopularniejszą kandydatką w wyborach prezydenckich w 2017 roku. Co prawda do wyborów jeszcze daleko, a Le Pen może przegrać z największymi siłami na francuskiej scenie politycznej. Wciąż jednak szefowa Frontu Narodowego konsoliduje i wzmacnia swoją pozycję, zaś za uzyskane kredyty chce sfinansować następną kampanię do wyborów regionalnych w 2015 roku.

Francuskie banki nie chciały jednak finansować Frontu Narodowego – być może ze względu na kiepską reputację tej partii, być może dlatego, że nie wierzą jednak w jej zwycięstwo. „Żaden bank nie chce nam dać nawet centa” – skarżył się skarbnik Frontu Narodowego Wallerand de Saint-Just i jednocześnie uzasadniał sięgnięcie po rosyjskie pieniądze.

„Szukamy pieniędzy wszędzie: w Hiszpanii, we Włoszech, w USA, w Azji oraz w Rosji, i w końcu po raz pierwszy nam się udało, ze czego jesteśmy bardzo zadowoleni” – tłumaczyła Marine Le Pen dla francuskiego dziennika „Le Monde”.

To szukanie musiało być faktycznie zakrojone na szeroką skalę, skoro źródłem kredytu dla Frontu Narodowego okazał się mały rosyjski bank w Czechach - First Czech Russian Bank (FCRB), który zakończył 2013 rok z aktywami na poziomie 771 mld dol.

Bank ten w 100 proc. jest własnością rosyjskiego finansisty Romana Popowa, który nie prowadził we Francji żadnych znanych projektów. Popow, zanim w 2002 roku objął stanowisko dyrektora wykonawczego w banku, pracował dla Stroitransgaz, głównego kontrahenta Gazpromu przy budowie gazociągów.

Bank FCRB był kiedyś własnością Stroitransgazu, a do czasu, aż bliski przyjaciel Putina Gienadij Timczenko nie przejął tej firmy, Roman Popow oraz Wiktor Lonrez (dyrektor wykonawczy Stroitransgazu) byli jedynymi udziałowcami banku FCRB.

>>> Polecamy: Nie można zaklinać rzeczywistości. Rosja nie była, nie jest i nie będzie częścią Zachodu

Choć bank FCRB nie ma bezpośrednich powiązań z rosyjskim rządem ani z objętymi zachodnimi sankcjami Rosjanami, kredyt FCRB dla Frontu Narodowego nosi ślady wpływu Kremla.

Wallerand de Saint-Just, skarbnik Frontu Narodowego relacjonował, że rosyjski bank FCRB został mu polecony przez Jean-Luca Schaffhausera, posła Frontu Narodowego do Parlamentu Europejskiego. Schaffhauser zaś ma bliskie powiązania z Moskwą – odwiedził ostatnio Donieck z „misją” obserwacji wyborów przeprowadzonych przez prorosyjskich separatystów. Jak wynika z informacji zamieszonych w serwisie mediapart.fr, osobą kontaktową dla Schaffhausera w Moskwie miał być Aleksander Babakow, prokremlowski biznesmen, który posiada liczne firmy na Ukrainie i znajduje się na liście osób objętych zachodnimi sankcjami.

Kredyt dla zagranicznej partii politycznej rzadko kiedy jest typowym działaniem biznesowym, tym bardziej w sytuacji, gdy bank udzielający pożyczki obsługuje zazwyczaj średni biznes i klientów detalicznych. A zatem dziwne działanie Romana Popowa i udzielenie pożyczki Frontowi Narodowemu może się okazać celową i zrozumiałą inwestycją Władimira Putina.

Rosyjski rząd już nie raz wydawał miliardy dolarów na projekty mające dodać Rosji splendoru, takie jak Olimpiada w Soczi. Jeśli Marine Le Pen przełamie duopol francuskich partii i wygra wybory, Władimir Putin będzie miał ogromną piątą kolumnę wewnątrz Unii Europejskiej.

Z kolei dla samej Marine Le Pen branie rosyjskich pieniędzy nie jest problemem – liderka Frontu Narodowego nigdy nie robiła tajemnicy ze swojego poparcia dla Putina, więc jej wyborcy nie będą tym zaskoczeni.

W tej sytuacji nie ma sensu w powściąganiu się od ujawniania czyjejś lojalności wobec Moskwy. Z kolei otwartość samej Marine Le Pen co do źródeł finansowania jej ugrupowania jest kolejnym powodem dla partii głównego nurtu, aby działały wspólnie i nie dopuściły do wzrostu siły Frontu Narodowego. Oczywiście pod warunkiem, że partie te nie chcą, aby dzisiejszy wpływ Putina na francuską politykę stał się znacznie większy niż jest obecnie.

>>> Czytaj również: Koniec hegemonii OPEC. Do gry wchodzi Rosja, Norwegia i Meksyk

Marine Le Pen / Bloomberg / SERGE-HENRI