Jak pogodzić statystyczny obraz biednych Chińczyków z obserwowanym wzrostem sprzedaży dóbr do niedawna luksusowych, pyta Obserwator Finansowy i odpowiada, że Mario Cavolo, autor książki „The Big Lie?”, tłumaczy to powszechną akceptacją dla szarej strefy.

Mówi się o Chinach jako o bogatym państwie biednych ludzi. Skąd w drugiej gospodarce świata, lecz według statystyk państwie wciąż biednym, jeżeli chodzi o indywidualną zamożność, ludzie mają pieniądze? Na przykład na nowe samochody, których sprzedaje się tutaj rocznie prawie 20 mln, albo na nowe mieszkania czy domy? Dla kogo powstają pełne drogich marek coraz większe sklepy i galerie handlowe, których sam Pekin ma przynajmniej tyle, co cała Europa? Dla kogo to wszystko, skoro statystyczny Chińczyk jest relatywnie biedny?

Spostrzeżenia te odnoszą się głównie do chińskich miast czy ośrodków przemysłowych, ale to one są w awangardzie rozwoju gospodarczego Państwa Środka. Konkluzja tych potocznych obserwacji musi być taka, że ludzie w Chinach mają o wiele więcej gotówki, niż się nam wydaje.

Podobne wnioski wyciąga mieszkający w Szanghaju pisarz, przedsiębiorca i znawca Chin Mario Cavolo, autor książki „The Big Lie?” („Wielkie kłamstwo?”). Na wziętych prosto z życia przykładach pokazuje, jak działa chińska gospodarka na poziomie indywidualnym. Uważa, że lepsze zrozumienie tego mechanizmu rzuca więcej światła na to, co dzieje się w niej w skali makro.

>>> Czytaj też: To nie koniec greckiej tragedii. Nowy kryzys rozsadzi strefę euro?

Gotówka to gotówka

Cavolo twierdzi, że Chiny nie są tak biedne, jak myślimy, bo oficjalne dane statystyczne nie oddają całej prawdy o tym kraju. Duża część produkcji Chin powstaje dzięki gotówce krążącej w tzw. szarej strefie i jest częściowo wynikiem tamtejszego kultu pieniądza.

Autor „Wielkiego kłamstwa?” uważa np., że nie jest prawdą, jakoby roczny dochód per capita w Chinach wynosił tylko 3,4 tys. dol., a współczynnik nierówności Giniego był dwukrotnie wyższy niż w Stanach Zjednoczonych. Kult gotówki sprzyja w Chinach nadużyciom i szarej strefie, jednak zdaniem autora ma również aspekt pozytywny, ponieważ, co podkreśla w wywiadzie dla portalu China Economic Review, jest ogromną – chociaż umykającą powszechnym analizom – siłą ekonomiczną.

Wartość szarej strefy w Państwie Środka szacowana jest (według Credit Suisse) na 6–10 bln dol. Dla porównania w Stanach Zjednoczonych szara strefa to około 2 bln dol. Jak wielka jest skala szarej strefy w Chinach, widać jeszcze wyraźniej, gdy porównamy ją z nominalną wartością PKB, która w przypadku USA wynosi około 16 bln dol., natomiast w Chinach 9,24 bln dol. (dane Banku Światowego za 2013 r.).

Cavolo odwołuje się w swej książce do prostej dedukcji. Opisuje historie znanych mu osób, których majątek mieści się w przedziale 100–500 tys. dol., choć „nikt nie wie, że mają oni pieniądze”. Zastrzega wprawdzie, iż sięga po dziewięć przykładów, ale są one reprezentatywne nawet dla 80–100 mln przedstawicieli chińskiej klasy średniej (ogółem liczy ona obecnie około 300 mln osób a wiele z nich ma jeszcze więcej).

Autor twierdzi, że trzymanie przez Chińczyków takich sum w gotówce nie jest niczym szokującym. Wynika po prostu z odmiennych zachowań społecznych i odmiennego myślenia na ten temat aniżeli np. w Ameryce. Cały czas – dodajmy – mowa jest o pieniądzach, a nie o posiadanym majątku jako takim.

>>> Czytaj też: Polska zaczyna faktycznie wspierać swoje firmy. Przeszkoli firmy technologiczne i wyśle do USA

Od ulicznego sprzedawcy…

Aby jeszcze lepiej zobrazować sytuację, Cavolo przywołuje obraz ulicznych sprzedawców klusek, pierogów czy szaszłyków, których są w Chinach miliony. Z obserwacji i wyliczeń autora wynika, że wyglądają biednie i tandetnie, zarabiają o wiele więcej, niż powszechnie się uważa. Ocenia, że ich faktyczne miesięczne przychody dochodzą nawet do kilkunastu tysięcy dolarów (sądzę, że najlepsi osiągają więcej, gdyż pracują przez cały tydzień, od rana do nocy).

>>> Czytaj całość artykułu na stronie Obserwatora Finansowego