Ogromne zasoby surowców, metale ziem rzadkich, powstający dopiero rynek na towary, usługi, najszybciej rosnąca dziś klasa średnia – Afryka posiada niezwykły potencjał wzrostu, jest ziemią obiecaną dla wielkiego biznesu, który z uwagą przygląda się jej rosnącym gospodarkom. Obok państw upadłych, jak Somalia, Sudan Południowy, Republika Środkowoafrykańska, czy Czad, działają również kraje, których PKB rozwijały się kilka lat temu w tempie ponad 16 proc., jak w Angoli, dziś wyprzedzanej przez Mozambik. Ich rosnąca zamożność i stabilizująca się sytuacja polityczna podwyższa atrakcyjność inwestycyjną Afryki w oczach inwestorów. Przed tym Kontynentem jest jeszcze dużo pracy, wiele lat nadrabiania zaległości, budowania dróg przez kraje i mostów między zwaśnionymi często sąsiadami, jednak pojawiły się już pierwsze sygnały tego, co Afryka może jeszcze dokonać.

Pekin od wielu lat rozwija kontakty gospodarcze z Afryką, oferował już ogromne inwestycje infrastrukturalne, buduje drogi, udziela pożyczek i grantów. Jednak same pieniądze nie wystarczają, by budować silne więzi wzajemnej sympatii, mniej zależne od grubości portfela jednej ze stron. Zgodnie z definicją amerykańskiego badacza Josepha Nye’a, soft power jest zdolnością uzyskiwania tego, czego się chce, raczej dzięki atrakcyjności niż przymusowi lub pieniądzom.

Jak trafnie sformułował to "The Economist", rosnący nacisk Chin na zdobywaniu życzliwości partnerów, czyli właśnie soft power, wskazuje na to, że zależy im na wykorzystaniu tych platform do zdobywania kluczowych geopolitycznych sojuszników i eksportować swój model gospodarczy i wartości. Najważniejszym celem jednak może okazać się ten, by Afrykanie chcieli zwracać uwagę na Chiny, a nie robili tego tylko wtedy, gdy im się to opłaca i potrzebują kolejnej inwestycji. Gra toczy się więc o rząd dusz, wyjątkowo nie portfeli, choć eksperci już od kilku lat ostrzegają, że większe oddziaływanie Chin w tych regionach może zagrozić pozycji Stanów Zjednoczonych. 

>>> Czytaj też: Strategiczna walka o Czarny Ląd. Chiny wygrały już batalię o Afrykę?

Liczą się nie tylko fakty, ale też dobra opinia

Chiny stanęły do wyścigu ze Stanami o miano supermocarstwa i kluczowym zagrożeniem, paradoksalnie, może okazać się nie siła ekonomiczna, ale diametralna zmiana obrazu Chin na arenie międzynarodowej, zwłaszcza wśród państw rozwijających się. Na zdobycie sympatii Afrykanów Pekin rzuca ogromne pieniądze oraz nową władzę – współczesne media.

Chińska agencja informacyjna i seriale podbijają kontynent.
Amerykanie przez lata byli mistrzami w propagowaniu stylu życia, wartości politycznych, gospodarczych i ogólnie pojętej marki kraju. Na dodatek, nie mają w Afryce kolonialnych doświadczeń, co ułatwia im pracę. Soft power każdego kraju zależy bezpośrednio od atrakcyjności proponowanych przez niego rozwiązań. Chińczycy starają się więc z całych sił przekonać swoich kontrahentów, że oni również „są fajni”.

Mimo, że Chiny pozostają wciąż w tyle za Stanami Zjednoczonymi pod względem popularności na czarnym kontynencie, to i tak są tam lubiani najbardziej na świecie. Według Pew Research Global Attitudes Project, w Europie jedynie 28 proc. Niemców czy Włochów lubi Chińczyków. Tymczasem średni poziom sympatii do Państwa Środka w Afryce sięga… 72 proc.

Co do wartości gospodarczych – Chiny już są drugim inwestorem w Ghanie i Kenii, czwartym partnerem Nigerii i piątym Senegalu, wspierają tam również mocno rozwój infrastruktury. Nie bez przyczyny we wspomnianym raporcie przez mieszkańców tych krajów zostały ocenione najwyżej.

>>> Czytaj też: Europa konkuruje z Chinami o życzliwość Afryki. Daje 107 mln euro na rozwój, będą kolejne

Co się składa na chińskie soft power

Nic tak skutecznie nie głosi wartości w łatwo przyswajalny sposób, jak kultura. Nie tylko kultura wysoka, ale też popularna, kino, muzyka, literatura, a także symbol naszych czasów – opery mydlane. Silna ich obecność wpływa na skuteczność miękkiej siły. Chiny uważają, że zachodnie media utrzymują monopol na informację w tym regionie i narzucają negatywny ton na temat chińskich motywacji gospodarczych.

Dla Pekinu kluczowa jest więc zmiana narracji. Chińskie media wchodzą do Afryki w chwili, gdy zachodnie agencje raczej ograniczają swoją obecność tutaj. Według raportu The Economist, agencja informacyjna Xinhua już pięć lat temu zwiększyła do ponad 20 liczbę swoich redakcji, działa także China African News Service. Dziś państwowa Xinhua jest ważnym źródłem informacji w wielu państwach Afryki. W 2012 powstała afrykańska filia chińskiej telewizji CCTV, której siedzibą jest Nairobi, stolica Kenii. Jak doniosły jest to fakt, świadczy to, ze jest to pierwsza taka placówka na zewnątrz Chin.

Pekin ma więc w Afryce swoją agencję informacyjną, telewizję, a także, oczywiście, prasę. Ukazuje się tam państwowy dziennik China Daily. Ogromne znaczenie w regionie, w którym liczba analfabetów często przekracza 30 proc., ma oczywiście radio. Chińskie radio obecne jest tam od 2006 roku, pierwszą redakcję również otworzono w Nairobi. Program nadawany jest po angielsku, suahili oraz chińsku. Ostatnio uruchomiono także programy na żywo w nigeryjskim Lagos oraz Harare, stolicy Zimbabwe.

Jako kolejne źródło kultury Economist wskazuje tasiemcowe seriale, opery mydlane, które propagują współczesny, chiński styl życia. Należy do nich “Golden days of a daughter-in-law”, czyli “Złote dni synowej”, przetłumaczony na suahili już w 2011 r., pokazywany w Tanzanii. Ogromne znaczenie oper mydlanych dla zdobywania dusz podkreśla fakt, że nawet prezydent Chin, Xi Jinping, wspomniał o innym serialu podczas wizyty w Tanzanii. – „Doudou i jej teściowe” pomaga tanzańskiej widowni poznać radości i troski zwykłej chińskiej rodziny – stwierdził, a publiczność miała mu przerwać oklaskami. Warto zauważyć, że językiem suahili posługuje się około 50 mln ludzi, używany jest w Kenii, Tanzanii, Demokratycznej Republice Konga oraz Ugandzie. Filmy mogą więc spokojnie migrować.

Przed chińskimi dziennikarzami i artystami wciąż jednak daleka droga. O ile sympatię dla Chin wyraża w Afryce ponad 70 proc. mieszkańców, to tylko jedna trzecia lubi chińską kulturę – muzykę, film czy telewizję. Ogromnym uznaniem natomiast, według Economista, cieszy się technologia z Państwa Środka.

Afryka, mapa Fot. Shutterstock

Afryka, mapa Fot. Shutterstock

źródło: ShutterStock

Bardzo mądrym krokiem jest wskazywane też przez wielu ekspertów – odmienne podejście Chin do Afryki. Oficjalnie, Pekin nie traktuje krajów tego kontynentu protekcjonalnie. Natomiast dla Stanów Zjednoczonych i Europy Afryka długo była bardziej odbiorcą pomocy, niż równorzędnym partnerem do rozmów. To zmieniło się dopiero w tym roku, gdy zorganizowano pierwszy szczyt USA-Afryka. Przeważa opinia, że było to wydarzenie ważne (bez precedensu), ale spóźnione o dekadę. Unia tym razem wcześniej się zorientowała i zorganizowała podobny szczyt już w 2007 r. Na tej mecie pierwsze były jednak Chiny, ich współpraca handlowa, inwestycyjna i edukacyjna została określona w strategii podczas Forum Współpracy już w 2006 r.

Zdobywanie sympatii, otwieranie redakcji, fundowane stypendia – mogą uwodzić. Chińczycy słyną jednak z pragmatyzmu, a reklamowanie kraju kosztuje. Nie sposób więc nie pytać, jaki cel za tym stoi, czy ktokolwiek jest w stanie wydawać miliony dolarów dla samej życzliwości. A jeśli odpowiedź brzmi – nie, kolejnym pytaniem może być, do czego obywatelom Państwa Środka jest życzliwość mieszkańców najbiedniejszego kontynentu na Ziemi. I jakie jeszcze nieodkryte i niesprzedane surowce posiada Afryka.

Na skuteczność „miękkiej siły” wpływają też działania samego rządu danego państwa. Jeśli działania polityczne stoją w jawnej sprzeczności z głoszonymi wartościami, może powstrzymywać wzrost wpływów, mimo wysiłków. Dobrym przykładem jest niewysoki poziom sympatii dla Chin w Europie, ze względu na jak niewielkie poszanowanie praw człowieka w Chinach oraz postrzeganie ich jako silnego konkurenta gospodarczego. Natomiast amerykański model demokracji jest wprawdzie silnym źródłem atrakcyjności Stanów Zjednoczonych, ale nie w oczach mieszkańców niektórych regionów świata, jak Ameryki Łacińskiej, Afryki czy Azji.

>>> Czytaj też: Etiopianowa fabryka świata. Nawet Chiny przenoszą tu swoją produkcję