Polska nie ma, szczęśliwie, tradycji terrorystycznej, ale nasze położenie może kusić terrorystów jako miejsce szkoleń, odpoczynku i kraj tranzytu. Po tym jak terroryści zaatakowali najpierw Francję, a potem Belgię, zastanawiamy się czy grozi nam tego typu niebezpieczeństwo i skąd terroryści biorą pieniądze na swoje akcje.
Żołnierze GROM podczas defilady pojazdów wojskowych w czasie obchodów święta Wojska Polskiego, 15 sierpnia 2014. / PAP
Reklama

- W Polsce zagrożenie terrorystyczne jest niskie, ale to nie znaczy, że jest równe zeru – powiedziała Aleksandra Zięba. Polska nie ma, szczęśliwie, tradycji terrorystycznej, ale zdaniem politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, to położenie Polski może najbardziej kusić terrorystów, głównie jako miejsce szkoleniowe i kraj tranzytu. W niewielkiej skali wprawdzie, ale mamy w kraju ekstremizm prawicowy i lewicowy. Śledzące poczynania rodzimych „działaczy” służby zaobserwowały też ich współpracę z innymi krajami – wymieniali się doświadczeniami, organizowali obozy treningowe, czy zaopatrzenie.

- Trochę bagatelizujemy kwestię zagrożenia terrorystycznego w Polsce - skomentował major Jacek Kowalik, były dowódca grupy operacyjnej jednostki GROM, dziś szef Grupy Reagowania Antykryzysowego. - Myślę, że jesteśmy jednym z państw, które w przyszłości mogą się stać celem dla grup terrorystycznych. Nie możemy wykluczyć, że wywiad organizacji terrorystycznych nie robi u nas rozpoznania - dodał. Jego zdaniem, Polska nie była do tej pory "na tapecie" działaczy terrorystycznych, ponieważ korzystali oni z naszych służb medycznych, odpoczynku, potrzebowali bezpiecznego miejsca w Europie. Dodatkowo, dobre warunki dla ich działań zostawił nam poprzedni ustrój, gdy w Polsce studiowało wiele osób z krajów arabskich. - Wiele osób mówi dobrze po polsku, czasem nawet założyli tu rodziny. Mogą łatwo zmylić wywiad - przyznał major. - Do Polski łatwo przyjechać, łatwo tu przebywać turystycznie i biznesowo, dlatego myślę, że nasz wywiad ma dużo pracy.

Jaki jest stopień zagrożenia terrorystycznego w Polsce na tle Europy?

Oficjalnie jednak Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nisko ocenia zagrożenie terrorystyczne. W 2013 r. prowadzono 7 spraw związanych z przestępstwami o charakterze terrorystycznym, ale głównie dotyczyły one finansowania terroryzmu. Także w opublikowanym w listopadzie raporcie Global Terrorism Index 2014, który ocenia terroryzm międzynarodowy, Polska zajęła 124 miejsce na 162 państwa.

Jak wygląda zagrożenie terrorystyczne w Europie? Z danych Europolu wynika, że najbardziej narażone na ataki są od lat Hiszpania, Francja i Wielka Brytania. W statystykach, które zliczają ataki przeprowadzone oraz te, którym udało się zapobiec, w latach 2006 - 2013 przoduje Francja z 1160 atakami i Hiszpania, gdzie odbyło się 1082 ataki. To 85 proc. wszystkich ataków w Europie w tym czasie.

- Ani Hiszpania, ani Francja nie odrobiły moim zdaniem pracy domowej - powiedział major Kowalik - Uważam, że jesteśmy dużo lepiej przygotowani pod względem merytorycznym i sprzętowym. Najlepiej jednak przygotowane są Stany Zjednoczone i Wielka Brytania - stwierdził.

Mimo niskiego zagrożenia, zwiększono liczbę patroli na terenie Warszawy, o czym ustami rzecznika informował media rzecznik Komendanta Stołecznego Policji Mariusz Mrozek. Policja ma zwracać szczególną uwagę na miejsca o dużym natężeniu ruchu - dworce, stacje metra, lotnisko. Zabezpieczane są też ambasady i urzędy. Dodatkowo policjanci cały czas prowadzą szkolenia z zagrożenia terrorystycznego w szkołach ponadgimnazjalnych i na uczelniach.

Zdaniem majora Jacka Kowalika Polska musi się obecnie liczyć z możliwością zagrożenia prorosyjskich separatystów, - Nie mamy zbyt dobrych stosunków z Rosją i oficjalnie, mocno popieramy Ukrainę. Osoby, które są po stronie separatystów, widzą, co się dzieje w Polsce. To mogą być prowokacje naszych służb, jak w krajach nadbałtyckich - zauważył.

Kilka lat temu polskie środowisko muzułmanów wzięło udział w projekcie badawczym, zorganizowanym przez instytut psychologii PAN oraz Wyższą Szkołę Policji w Szczytnie. Jego celem było rozpoznanie, przeciwdziałanie i zapobieganie zjawisku radykalizacji poglądów religijnych wśród wyznawców islamu w Polsce. Przebadano w nim ponad pół tysiąca polskich muzułmanów, głównie pochodzenia tatarskiego, Czeczenów oraz arabskojęzycznych cudzoziemców, zwykle studentów. Okazało się, że największym potencjałem rozwoju zagrożenia ekstremizmu religijnego wykazało się drugie pokolenie Czeczenów. Wszystkie grupy jednak wykazały dla przemocy znikome poparcie.

>>> Czytaj też: W ciągu kilku godzin potrafili sparaliżować Estonię. Rosyjscy i chińscy hakerzy rządzą cyberprzestrzenią

Jak terroryści zostają terrorystami?

Po ostatnich wydarzeniach nie tylko eksperci, ale i zwykli ludzie zadają sobie pytanie – co prowadzi człowieka do zaangażowania się w terroryzm. Jak zauważa Aleksandra Zięba, nieprzewidywalność ataków, jak zamachy ISIS, Al-Qa’idy oraz pojawianie się wciąż nowych form terroryzmu, utrudnia analizę tego zjawiska. Jeszcze niedawno nie był znany cyberterroryzm, zagrożeniem przyszłości jest prawdopodobnie terroryzm nuklearny.

Eksperci od tej problematyki poszukują wszelkich odstępstw w procesie stawiania się terrorystą. Chodzi tu nie tylko o choroby psychiczne, ale też o wszelkiego rodzaju traumy, poszukiwanie swojej tożsamości, upokorzenia, kalectwo społeczne, ekonomiczne. Jednak na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. – Miliony ludzi żyje we frustrujących warunkach – skomentowała Aleksandra Zięba. – Wielu więcej wydaje się, że są nieszczęśliwi. Ale ani jednych, ani drugich nie skłania to do stosowania przemocy politycznej – zauważyła.

Często uważa się, że takie zjawiska, jak brak demokracji, brak wolności obywatelskich, gwałtowna modernizacja czy wpływ ideologii ekstremistycznej przyczynia się do powstawania grup terrorystycznych. Eksperci badają proces „stawania się” terrorystą, jednak dróg prowadzących ludzi do tego celu jest zbyt wiele. Zdaniem dr Zięby, próba badania terroryzmu jako jednolitego problemu, jest niestety raczej naiwna. Zauważa jednak, że istnieje mechanizm psychologiczny, który uruchamia zachowanie człowieka wchodzącego na tę ścieżkę – chodzi o motywację i wiarę w słuszność celów danej organizacji.

Aleksandra Zięba podkreśla, że terroryzm jest procesem, a człowiek nie rodzi się terrorystą, ale w pewnych okolicznościach się nim staje. Dodaje, że nie wiadomo, kto w procesie radykalizacji sięgnie po przemoc polityczną, które wydarzenie popchnie do akcji zbrojnej. Człowiek zaczyna się początkowo angażować - powodowany przymusem, sprowokowany lub w wyniku własnej decyzji, jednak ta droga nie musi się zakończyć udziałem w ataku.

>>> Czytaj też: Rosja uderzy w kraje bałtyckie? ISIS podpali Bliski Wschód? Oto wydarzenia, które mogą wstrząsnąć światem

Czym jest atak terrorystyczny

Po ataku na paryską redakcję satyrycznego magazynu Charlie Hebdo, media i eksperci alarmowali o ataku terrorystycznym. Czym różni się jednak atak terrorystyczny od zwykłego napadu?

- Ataki mają spowodować panikę wśród społeczeństwa, destabilizację życia społecznego - wyjaśnił redakcji Forsal major Jacek Kowalik. - Nie muszą to być wybuchy - dodał.

>>> Czytaj na następnej stronie



Celem terrorystów nie jest dokonanie napaści samej w sobie, jest to jedynie drastyczny środek manipulacji. Aleksandra Zięba wyjaśnia, że atak terrorystyczny jest nakierowany na wywołanie reakcji państwa poprzez oddziaływanie na opinię publiczną. Od momentu ataku status terrorystów zaczyna podlegać specjalnym normom wrogów publicznych.

Ataki mają silny wpływ na politykę państwa, ich bezwzględność może wpłynąć na zaostrzenie norm i systemów bezpieczeństwa. Zapewnienie większego bezpieczeństwa wiąże się nieuchronnie z ograniczaniem wolności obywatelskich, co szybko budzi niezadowolenie. Takie rozwiązania odbijają się na zwykłych ludziach, którzy narażani są na związane z podwyższoną kontrolą nieprzyjemności - wzmożone patrole na ulicach, drobiazgowa kontrola pasażerów i bagażu na lotniskach - to może wywołać poczucie zagrożenia. A wyborcy, którzy czują się zagrożeni, mogą zmienić preferencje polityczne.

Dobrym przykładem, jak poczucie zagrożenia może kierować wynikami wyborów, jest reakcja Hiszpanów na zamachy w Madrycie w 2004 r. Jak wyjaśnia politolog Aleksandra Zięba, wydarzenia te zdyskredytowały rządzącą Partię Ludową, a głównym postulatem konkurencyjnej Socjalistycznej Partii Robotniczej Jose Zapatero było wycofanie wojsk hiszpańskich z Iraku. Zapatero wygrał wybory i niejako – spełnił żądania terrorystów.

Skutki ataków mogą być jednak nie tylko polityczne. Akty terrorystyczne przynoszą także znaczne straty finansowe. Skutkiem ataku na infrastrukturę krytyczną są zakłócenia w dostawie energii lub wody pitnej. Terroryzm morski, czyli ataki na tankowce i statki pasażerskie, prowadzi do podwyższenia kosztów transportu morskiego, ze względu na wysokie koszty ochrony i ubezpieczenia. Ataki na samoloty prowadzą do spadku liczby pasażerów i w efekcie nawet bankructw linii lotniczych. Takie doświadczenia mogą też prowadzić do zaburzeń posttraumatycznych. Po atakach może dochodzić do napięć kulturowych i religijnych, wzrostu agresji wobec obcokrajowców lub dyskryminacji wybranych grup społecznych.

Jak widać, działania terrorystów mogą mieć szeroki wpływ na społeczeństwo, mimo że bezpośrednio dotyczyły względnie niewielkiego grona, jak w wypadku paryskiego ataku – dwunastu ofiar napadu w redakcji Charlie Hebdo i ich rodzin. Dr Aleksandra Zięba wyjaśnia, że syndrom „CNN live” i robienie spektakli medialnych z tragedii ofiar sprzyja terrorystom, nie władzy. Ich działalność jest ściśle powiązana z przekazem medialnym – jeśli nikt o tym nie napisze, kto by się o ich zamachu dowiedział? Terroryzm bez mediów by nie istniał, tłumaczy ekspert i przypomina, że wskazywała już na to nawet Margaret Thatcher. Brytyjska żelazna dama stwierdziła: „Demokracje muszą znaleźć sposoby unicestwienia terrorystów poprzez odcięcie tlenu publicity, od którego są one uzależnione”.

Jak jest finansowany terroryzm?

Mimo, że terroryzm kojarzy się z działaniem w ukryciu, może mieć legalne źródła finansowania. - Napastnicy mogą przeznaczać na ten cel środki z działalności gospodarczej, handlu nieruchomościami, ropą, złotem, żywnością, a nawet dochodami z inwestycji giełdowych, wyjaśnia dr Zięba.

Pierwszą myślą, która się nasuwa, są jednak źródła nielegalne, a coraz częściej – cyberprzestępczość. - Cyberbezpieczeństwo...czy ma pani program antywirusowy na smartfonie? – spytała dr Zięba. - Jeśli tak, jest pani jedną z nielicznych – dodała, wyjaśniając, że w ten sposób najczęściej finansuje się działalność kryminalną. Terroryzm to też finansowanie, szkolenie, logistyka i propaganda, rekrutacja, na co potrzebne są środki.

Żyłą złota może też być handel narkotykami, dziełami sztuki, kamieniami szlachetnymi, a także handel ludźmi lub organami, potrzebnymi do przeszczepów. Jak wyjaśnia ekspertka, finansowanie może odbywać się również przez państwa, organizacje lub instytucje charytatywne, a nawet indywidualnych ofiarodawców. – Bogaci obywatele Arabii Saudyjskiej często określani są jako „bankomaty terrorystów” – zauważa dr Zięba. Dodaje, że przestępcy uciekają się do prania pieniędzy, przemycania ich, sięgają po czeki i przelewy pieniężne, używają także kart kredytowych i debetowych, często kradzionych.

Polskie służby śledzą podejrzane transakcje. Za wyłapywanie przychodów, które mogą pochodzić z przestępstw, odpowiada Generalny Inspektor Informacji Finansowej, który działa przy pomocy Departamentu Informacji Finansowej Ministerstwa Finansów. W 2013 r. GIIF skierował do Centrum Antyterrorystycznego ABW dziewięć powiadomień o transakcjach podejrzanych o finansowanie terroryzmu. Ta niewielka liczba podejrzanych transakcji potwierdza niski stopień zagrożenia terroryzmem w Polsce, na jaki wskazuje na swojej stronie ABW. Obowiązuje dziś poziom podstawowy, czyli „brak informacji wskazujących na zagrożenie terrorystyczne w RP”.

Kto jest w Polsce odpowiedzialny za zwalczanie terroryzmu?

- W Polsce świetnie przygotowaną jednostką antyterrorystyczną jest GROM - stwierdził major Kowalik. - Ma 25 lat doświadczenia, wyszkolenie przez Amerykanów. Ta jednostka jest w pełni gotowa, by zwalczać aktywnie terroryzm. Nasz wywiad i kontrwywiad przeszedł przemianę, potrzebuje jeszcze czasu. Bije nas też brak podziału kompetencji między poszczególnymi służbami. Warto uprościć procedury i przepisy działania służb. Walka z terroryzmem nie polega na tym, by czekać na efekt końcowy, ale by zapobiegać - stwierdził były dowódca grupy operacyjnej GROM.

W Polsce nie przyjęto ustawy antyterrorystycznej, która pozwoliłaby na wypracowanie spójnej definicji terroryzmu, wprowadzenia odpowiedniej kategorii wydarzeń, czy też naszkicowanie wyraźnego podziału kompetencji pomiędzy odpowiednimi służbami. - Wciąż za dużo osób jest zaangażowanych w proces decyzyjny - tłumaczy major Kowalik. - Chodzi o wspólne dowództwo, jedną osobę, które będzie podejmować decyzję. W zbieranie informacji na temat działalności terrorystów zaangażowany jest wywiad, kontrwywiad, ABW. W tzw. małe zatrzymania zaangażowana może być nawet policja. Problem polega na tym, że wiele służb wchodzi sobie nawzajem w kompetencje. Koordynacja przyniosłaby dużo lepszy efekt - stwierdził ekspert.

Zwalczaniem terroryzmu zajmują się obecnie różne służby, podległe pod różne ministerstwa. Jednostką wojskową jest GROM, Formoza, AGAT, oddziały specjalne żandarmerii wojskowej. Swoje oddziały antyterrorystyczne ma też policja, ABW, podległe pod MSW.Obecnie współpraca między służbami opiera się na ustawie z 2002 r. o Agencji Bezpieczeństwa i Agencji Wywiadu oraz innych aktach wykonawczych. – Pozostałe służby zaangażowane w systemie przeciwdziałania terroryzmowi są zmuszone zawierać specjalne porozumienia, by ułatwić wymianę informacji – dodała dr Zięba. Jej zdaniem, specjalna ustawa mogłaby nadać uprawnienia koordynatora w tym zakresie Centrum Antyterrorystycznemu ABW.

Jak informuje na swojej stronie agencja, CAT pracuje 7 dni w tygodniu. Nawet bez ustawy, CAT działa jako koordynator pozostałych służb. Do pracy w nim są oddelegowani żołnierze, policjanci, straż graniczna, funkcjonariusze BOR, Agencji Wywiadu, Służby Wywiadu oraz Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Celnej. To właśnie z CAT współpracują też główne instytucje państwowe, które również są elementem krajowego systemu ochrony antyterrorystycznej. Mowa tu o Rządowym Centrum Bezpieczeństwa, MSZ, straży pożarnej, wojsku i żandarmerii wojskowej, a także wspomnianym już GIIF.