Ze względu na przekonanie, że duży może więcej. Że efekty skali pozwolą osiągnąć wyższą rentowność i dadzą wyższą stopę zwrotu właścicielom. Że im większa firma, tym łatwiej będzie jej radzić sobie z konkurencją. Z tego punktu widzenia podejście Skarbu Państwa, który dąży do konsolidacji swoich aktywów, nie budzi więc specjalnego zdziwienia. Zresztą chociaż dziś mamy nową falę połączeń, to samej koncepcji nie wymyślono tam rok czy dwa lata temu. W końcu np. Orlen to też efekt połączenia, tyle że jeszcze z lat 90.
Problem w tym, że o ile w przypadku konsolidacji „prywatnej” głównym motywem jest zwykle perspektywa większych zysków (nawet jeśli z czasem miałaby się okazać iluzoryczna), to przy łączeniu firm pod skrzydłami państwowego właściciela powody mogą być często zupełnie inne. Bywa, że silniejszy musi dopłacić do słabszego. W dużych państwowych koncernach też mamy oczywiście efekty skali. Na przykład więcej pracowników i duże szanse na mocniejsze związki zawodowe. Albo dużych prezesów (tym większych, im dalej są ulokowani od Warszawy). Warto, by pasjonaci konsolidacji to również brali pod uwagę.
>>> Czytaj też: Rząd przyjął "konstytucję dla firm". Co to oznacza dla biznesu?
Redaktor w DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia. Zaczynał w czasie, gdy o stopach procentowych decydował w pojedynkę prezes NBP, czyli w poprzednim tysiącleciu. Pracując w „Dzienniku Gazecie Prawnej” od 2012 r., był twórcą rankingów banków i ubezpieczycieli "Gwiazdy Bankowości" i "Gwiazdy Ubezpieczeń". W tygodniku "Gazeta Bankowa" wymyślił ranking trafności prognoz makroeokonomicznych, który później przeniósł do Gazety Giełdy "Parkiet", gdzie konkurs wciąż ma się dobrze. W 2021 r. nagrodzony Grand Press Economy, w latach 2014 i 2021 laureat Nagrody Dziennikarskiej im. M. Krzaka przyznawanej przez Związek Banków Polskich.
