Rosja traci swobodę ruchów w Syrii
Najważniejszymi rosyjskimi przyczółkami w Syrii są baza lotnicza Chmejmim koło Latakii oraz punkt logistyczny rosyjskiej marynarki w Tartusie nad Morzem Śródziemnym. Pierwsza stała się głównym zapleczem rosyjskiego lotnictwa po rozpoczęciu interwencji w obronie Baszara al-Asada w 2015 r. W Tartusie rosyjska flota mogła uzupełniać zapasy i prowadzić naprawy bez konieczności powrotu do macierzystych baz.
W 2017 r., gdy rosyjska interwencja przechyliła szalę wojny na korzyść Asada, Moskwa zabezpieczyła swoją obecność na dziesięciolecia. Obiekty przekazano jej bezpłatnie na 49 lat, z możliwością automatycznego przedłużenia tego okresu. Rosjanie otrzymali dużą swobodę działania na zajmowanych terenach. W Tartusie mogli jednocześnie przyjmować do 11 okrętów.
Nowe warunki zasadniczo zmieniają pozycję Rosjan. Chmejmim i wojskowa część Tartusu mają zostać przekształcone we wspólne rosyjsko-syryjskie centra szkoleniowe. Damaszek przejmie cywilne lotnisko w Latakii, a także komercyjne nabrzeże, magazyny i inną infrastrukturę portową w Tartusie. Reorganizacja ma potrwać trzy miesiące. Część rosyjskich żołnierzy pozostanie na miejscu, ale ich liczby nie ujawniono.
Cios w rosyjski "Afrykański ekspres"
Znaczenie obu obiektów wykracza daleko poza Syrię. Tartus jest jedynym rosyjskim punktem remontowo-zaopatrzeniowym dla marynarki wojennej na Morzu Śródziemnym. Chmejmim służył z kolei jako punkt przerzutowy dla ludzi i sprzętu kierowanych do Afryki.
Przez Syrię zaopatrywano rosyjskie siły działające m.in. w Libii, Sudanie, Mali, Republice Środkowoafrykańskiej i Burkina Faso. Dlatego ten szlak ochrzczono mianem "Afrykańskiego ekspresu". Jak zauważa Radio Swoboda, ograniczenie dostępu do syryjskich lotnisk i portów może zmusić Rosjan do wyboru dłuższych, droższych i bardziej podatnych na zakłócenia tras.
Jednym z możliwych rozwiązań jest zwiększenie rosyjskiej obecności we wschodniej Libii, kontrolowanej przez Chalifę Haftara, dowódcę Libijskiej Armii Narodowej i wieloletniego sojusznika Moskwy.
Nawet prowojenni rosyjscy blogerzy wojskowi nie przedstawiają nowej umowy jako sukcesu. Jak opisuje Radio Swoboda, traktują ją raczej jako sposób na "zachowanie twarzy" i uniknięcie najgorszego dla Kremla scenariusza – całkowitego wycofania wojsk z Syrii.
Po Asadzie role się odwróciły
Jeszcze kilka lat temu taki układ byłby trudny do wyobrażenia. Rosja uratowała reżim Asada przed upadkiem, a w zamian dostała w Syrii wyjątkowo uprzywilejowaną pozycję. Wszystko zmieniło się w grudniu 2024 r., gdy Asad został obalony i uciekł do Moskwy.
Nowe władze Ahmeda asz-Szary rozpoczęły wtedy negocjacje w sprawie przyszłości rosyjskich baz. Trwały aż 18 miesięcy. Jednocześnie Damaszek zaczął odbudowywać stosunki z Zachodem i państwami arabskimi, a Turcja zwiększała swoje wpływy w Syrii.
– Turcja nie jest już drugorzędnym graczem w polityce regionalnej – ocenia w rozmowie z Radiem Swoboda Wasilij Siemionow, rosyjski analityk wojskowo-polityczny i orientalista. Ankara była jednym z głównych sponsorów sił, które obaliły Asada, a dziś jest największym partnerem handlowym nowych władz w Damaszku.
Moskwa uniknęła więc najgorszego – nie musi opuszczać Syrii. Trudno jednak mówić o zwycięstwie. Dziesięć lat temu Putin ratował Asada i urządzał się w jego kraju na dziesięciolecia. Dziś to nowe władze w Damaszku mówią Rosjanom, na jakich warunkach mogą zostać.
Redaktor Forsal.pl. Absolwent politologii na Uniwersytecie SWPS, z zamiłowania historyk. W przeszłości związany z Polskim Radiem, Wirtualną Polską, dziennikiem „Polska The Times” oraz miesięcznikiem „Nasza Historia”. Publikował również w Gazeta.pl i „Newsweek Historia”. Były wieloletni współpracownik Ośrodka „Karta” i Muzeum Getta Warszawskiego. Autor pierwszej pełnej biografii gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego - „Decyzje ‘Bora’. (Auto)biografia Tadeusza Komorowskiego - kawalerzysty, olimpijczyka, dowódcy, wodza i premiera”.
