Ludzie od zawsze wyobrażali sobie świat bez pracy, świat, w którym można rozwijać swoje pasje i zainteresowania, jednocześnie nie troszcząc się o swój byt. Takim miejscem był raj. Jednak sielanka nie trwała zbyt długo i ludzie zostali wygnani z Edenu na skutek grzechu pierworodnego. Od tego czasu człowiek musi pracować w pocie czoła, aby przetrwać. Dzisiaj jako ludzkość rozwinęliśmy się do tego stopnia (w zasadzie to tylko najbogatsze kraje), że nieśmiało wysuwane są pomysły, abyśmy my sami, jako ludzie stworzyli sobie raj, a przynajmniej jego namiastkę.

Pomysłem, który ma nas do tego przybliżyć jest bezwarunkowy dochód podstawowy (BDP), który ma za zadanie zapewnić pieniądze każdemu, bez względu na jakiekolwiek uwarunkowania. Temat jest niezwykle gorący, ale dyskutujący często nie do końca rozumieją idę BDP, dlatego tak istotnym jest całościowe zrozumienie tego pomysłu i ocena jego sensowności. Dyskusja jest naprawdę bardzo zażarta, ponieważ stykają się w niej dwa przeciwstawne poglądy. Z jednej strony mamy ludzi, którzy wierzą w lepszą naturę człowieka, za sprawą której jest on ciekawy świata i chce rozwijać swoje zainteresowania. Z drugiej strony mamy zwolenników słów św. Pawła „kto nie pracuje niechaj i nie je”, którzy podkreślają znaczenie nie tyle pracy samej w sobie, co pojęcia sprawiedliwości utożsamianego z poglądem „żeby coś mieć trzeba na to zapracować”. Może być zaskakujące, ale ideę BDP mogą popierać również liberałowie, a nie tylko zwolennicy lewicy.

W ostatnim czasie dyskusja zdecydowanie się nasiliła, co było spowodowane zebraniem podpisów, dzięki którym do 2019 roku w Szwajcarii ma odbyć się referendum, w którym obywatele zadecydują, czy są za bezpośrednim dochodem podstawowym w kwocie 2500 franków miesięcznie (kwota może wydawać się astronomiczna jak na Polskie warunki, ale w Szwajcarii nie są to jakieś wielkie pieniądze). Również w Unii Europejskiej w ostatnim czasie powstała inicjatywa, która zachęca do prowadzenia BDP w kwocie 1000 euro miesięcznie. W Polsce zwolennikiem BDP jest m.in. Ryszard Kalisz, według którego gwarantowane świadczenie powinno plasować się w wysokości 1000 zł dla każdego obywatela.

Reklama

Sam pomysł bezwarunkowego dochodu podstawowego nie jest nowy. Twierdzenie, że udział w dochodzie społecznym powinien mieć każdy dorosły obywatel, wysunął już Thomas Paine [1737- 1809]. Jeden z Ojców Założycieli USA argumentował, że ziemia była pierwotnie własnością całej ludzkości, dlatego jej właściciele powinni być opodatkowani na rzecz wspólnoty. Z tych funduszy pochodziłoby „odszkodowanie” za brak udziału w ziemi, które otrzymywaliby wszyscy obywatele. Według Paine’a „istnieją takie transfery, do których mamy prawo nie ze względu na przeszły wkład, ani też dlatego, że jesteśmy w potrzebie, ale po prostu na mocy naszego członkostwa w pewnej społeczności”. Argumentacja „terytorialna” była również używana przez Charlesa Fouriera- płodnego francuskiego socjalistę utopijnego. W 1848 roku, podczas gdy Karl Marx kończył Manifest Komunistyczny, Fourier opublikował rozwiązanie kwestii socjalnej, w którym uzasadniał wprowadzenie „dywidendy terytorialnej", przyznawanej każdemu obywatelowi na mocy równego prawa własności do terytorium narodowego. Współczesnym przykładem zastosowania BDP jest Alaska, w której od 1982 roku każdemu obywatelowi, który mieszka w Alasce od przynajmniej roku, jest wypłacana dywidenda w wysokości około 2000 dolarów rocznie.

Czym naprawdę jest bezwarunkowy dochód podstawowy?

BDP jest to model finansów publicznych zakładający, że każdy obywatel, niezależnie od swojej sytuacji materialnej, otrzymuje od państwa określoną ustawowo kwotę pieniędzy, za którą nie jest wymagane jakikolwiek świadczenie wzajemne (płatność transferowa). Dochód ten, bez innych form zarobku czy pomocy społecznej, zapewnić ma możliwość minimum egzystencji, a każdemu członkowi społeczeństwa, pieniężny udział w całkowitym dochodzie tego społeczeństwa, bez sprawdzania jego potrzeb. To świadczenie ma jeszcze jeden istotny wymiar: prowadzić będzie do zwiększenia jednostkowej wolności człowieka.

Idea dochodu podstawowego opiera się na trzech podstawowych zasadach, jakimi są: bezwarunkowość, powszechność oraz indywidualny charakter. Jest on bezwarunkowy w tym sensie, że od jednostki, która ten dochód otrzymuje, nie jest wymagane ani żadne określone przeszłe lub obecne zachowanie, ani też zobowiązanie co do przyszłego postępowania. Jest powszechny, ponieważ wypłacany winien być wszystkim obywatelom i obywatelkom, a nie tylko grupie, spełniającej określone kryterium (np. niski dochód, odpowiednie miejsce zamieszkania czy płeć). Zasada powszechności nie zawsze jest jednak realizowana w sposób pełny, gdyż bierze się pod uwagę możliwość zmniejszenia lub zwiększenia świadczenia z uwagi na określony wiek (np. zarówno dla osób niepełnoletnich, jak i przekraczających wiek emerytalny wysokość świadczenia może być mniejsza lub większa niż dla pozostałej części populacji).

Indywidualność dochodu podstawowego polega zaś na tym, że postuluje się jego wypłacanie jednostkom, a nie rodzinom czy innym grupom.

Warto rozpocząć dyskusję na temat bezpośredniego dochodu podstawowego od zauważenia, że w pewnym sensie wcale nie jest to zupełna fantastyka, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Większość krajów europejskich wprowadziła po II wojnie światowej jakiś rodzaj gwarantowanego dochodu minimalnego. Uprawnienia do świadczeń tego rodzaju zawsze są jednak uwarunkowane mniej lub bardziej surowymi kryteriami trzech rodzajów: 1) jeżeli starający się o świadczenie jest zdolny do pracy, to powinien być gotowy do jej podjęcia lub też wzięcia udziału w szkoleniu, jeżeli zostaną mu zaoferowane; 2) zasiłki wypłacane są tylko tym, którzy nie mają dochodów z innych źródeł, albo są one niższe niż oficjalna granica ubóstwa; 3) ważne jest i to, czy dana osoba mieszka i utrzymuje się sama, czy też prowadzi wspólne gospodarstwo domowe z innymi osobami, których sytuacja ma wówczas znaczenie. Zwolennicy BDP nie negują sensowności takich zasad, ale chodzi im o coś innego. Podstawowy dochód dla każdego ma spełnić dwa główne cele, które można określić jako: wolność i bezpieczeństwo.

Wolność i bezpieczeństwo

Te dwa słowa najlepiej obrazują to o co chodzi zwolennikom BDP. Co istotne te wartości podkreślają dychotomiczną argumentację sympatyków BDP, ponieważ z jednej strony mamy do czynienia z hasłami liberalnymi, związanym z zwiększeniem wolności, a z drugiej mamy hasła związane z zabezpieczeniem egzystencji (zmniejszenia jej niepewności), które utożsamiane są z postulatami lewicy. Co być może zaskakujące, ale obie te myśli sobie nie zaprzeczają, jest wręcz odwrotnie i zwolennicy BDP argumentują, że bezpieczeństwo socjalne jest niezbędnym warunkiem do zaistnienia wolności.

Jest niezbędne, ponieważ potrzebujemy pieniędzy, aby zapewnić sobie byt. Nie ma problemu, kiedy mamy dużo pieniędzy i jesteśmy zabezpieczeni przeciwko przeciwnościom losu. Jednak niewielu ludzi ma na tyle oszczędności, by móc przeżyć kilka miesięcy bez podejmowania pracy. Nie chodzi tutaj, że nie chce się nam pracować, ale o to, że nie możemy pozwolić sobie na to, żeby przestać zarabiać pieniądze, bo gdybyśmy przestali, to nie mielibyśmy środków, aby przetrwać. Ten stan rzeczy powoduje, że większość z nas musi drżeć na myśl, że straci prace i w konsekwencji nie będzie miała z czego się utrzymywać. W pewnym stopniu jesteśmy jak chomik w klatce, który musi ciągle biegać, bo jeżeli przestanie, to straci równowagę i się poobija. To poczucie niepewności jest bardzo niebezpieczne, powodując ogromny dyskomfort psychiczny. My jako ludzie wcale nie jesteśmy tak elastyczni, jak chciałaby widzieć nas współczesna ekonomia i potrzebujemy stabilności. Nie możemy ciągle zamartwiać się, czy będziemy mieć pieniądze na utrzymanie rodziny.

Dzięki BDP mamy zabezpieczenie na wypadek, gdybyśmy nie mogli pracować. Nie chodzi jednak tylko o tego rodzaju wypadki. BDP daje nam również możliwość komfortu, dzięki któremu możemy np. odejść z pracy, która nas nie satysfakcjonuje i mieć czas na znalezienie nowej pracy. Takie zabezpieczenie socjalne sprawia, że pozycja pracowników wzrasta w stosunku do pracodawców, którzy często, dzięki swojej sile, są w stanie wykorzystywać pracowników, właśnie ze względu na strach przed utratą pracy.

Praca, a raczej jej brak, to jeden z większych problemów dotykających bogate kraje Zachodu. Pomimo znacznego wzrostu dobrobytu, miliony Europejczyków na próżno szukają pracy. Nie ma potrzeby przekonywać kogokolwiek co do ogromnych kosztów społecznych, które generuje bezrobocie. BDP dałby tym ludziom większe możliwości dokształcenia się i znalezienia odpowiedniej pracy. Można argumentować, że istnieją programy pomocowe dla bezrobotnych, ale często są one nieskuteczne i bardzo kosztowne. Jak stwierdził jeden z największych propagatorów BDP Philippe Van Parijs „dawanie leniwym jest tańsze”.

Chodzi mu o to, że cały system pomocy socjalnej jest niewydolny, gdyż z założenia ma pomóc ludziom stanąć na nogi, jednak wielu beneficjentów, traktuje pomoc socjalną jako permanentny stan i wyspecjalizowało się tak, aby jak najwięcej „wyciskać” z państwa. Bezwarunkowy dochód podstawowy spowodowałby, że cały ten wielki system opieki społecznej nie byłby potrzebny.

Mając zapewnione bezpieczeństwo dochodowe (pamiętajmy, że nie chodzi o kwoty, które zapewnią nam wygodne życie klasy średniej), zdobędziemy wolność jako pracownicy i jako ludzie. Szczególnie odnosi się to do pracowników najsłabiej wykształconych i wykwalifikowanych, którzy muszą dosłownie podejmować się każdej pracy, aby przetrwać. Dzięki BDP pozycja najsłabszych pracowników wzrośnie i firmom będzie ciężej ich wykorzystywać ( w Polsce głównie poprzez „umowy śmieciowe”).

Kolejnym argumentem za BDP, być może nieco utopijnym jest to, że dzięki zapewnionemu bezpieczeństwu, ludzie będą mieli możliwość zwiększyć swoją kreatywność i zająć się rozwojem własnej osoby. Idąc za linią tej argumentacji, wolność od strachu przed brakiem zapewnienia sobie egzystencji, może spowodować, że ludzie znajdą czas na myślenie o innych rzeczach, często niedocenianych w systemie kapitalistycznym, takich jak własne pasje, rodzina, czy przyjaciele. To wyzwolenie od przymusu ekonomicznego, ma spowodować, że człowiek będzie mógł żyć pełniej, lepiej wykorzystując swoje umiejętności.

Ważne w argumentacji na rzecz wolności jest zrozumienie, że człowiek ma prawo decydować o sobie, dlatego też dochód musi być bezwarunkowy w tym sensie, że dana osoba ma prawo nim dowolnie rozporządzać. Z tego powodu nie do przyjęcia są różnego rodzaju bony na żywność, które mają zabezpieczyć przed tym, że beneficjenci pomocy wydadzą pieniądze na alkohol i inne używki.

Tak wiele zastrzeżeń…

Pierwszym i najoczywistszym zarzutem w stronę bezpośredniego dochodu podstawowego jest to, że jest niezwykle kosztowny. Zwolennicy BDP pokazują, że jego wprowadzenie jest możliwe i przedstawiają wiele sposobów, aby zebrać na to pieniądze. Pieniądze zawsze się znajdą, tylko skądś trzeba je najpierw wziąć i powstaje pytanie, czy w tym przypadku ma to sens. Na razie mało, który kraj mógłby sobie realnie pozwolić na wprowadzenie BDP. Dlatego też jest to na razie melodia przyszłości i kraje będą musiały stać się naprawdę bardzo bogate, by pozwolić sobie (abstrahując od efektywności takiego sposobu) na wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego.

Jednak największą dyskusję, wywołuje to, że wyobrażamy sobie pana Zbyszka, który dostając swoje 1000 zł, będzie leżał do góry brzuchem, oglądając telewizję i popijając browary. Tacy ludzie istnieją i nikt nie polemizuje z tym stanem rzeczy (osobnym tematem jest dlaczego ludzie tak robią). Jednak większość osób nie rzuci pracy, by żyć za 1000 zł (a nawet i za dużo więcej). Wynika to z tego, że człowiek wcale nie pracuje tylko dla pieniędzy. Mamy potrzeby osiągnięcia sukcesów, zdobycia uznania, czy po prostu chcemy być szanowani za naszą pracę. Dlatego też bezwarunkowy dochód podstawowy nie ma na celu sprawić, żeby ludzie przestali pracować, a jeżeli czasami tak się stanie, no cóż i bez tego tacy ludzie istnieją. Tylko, że koszty ich działań mogą mieć negatywny wpływ na społeczeństwo (kradzieże, żebractwo).

Jednak ten widok pijaka czy ćpuna, który korzysta z publicznych pieniędzy bardzo mocno tkwi w głowie. Ludziom ciężko pogodzić się z tym, ze ktoś będzie ćpał i pił za ich pieniądze. Jesteśmy nauczeni, że trzeba na coś zapracować, aby z tego korzystać i tutaj przebiega największa linia, dzieląca zwolenników i przeciwników bezpośredniego dochodu podstawowego, a jest nią odpowiedź na to co jest sprawiedliwe, a co nie.

„Dlaczego powinniśmy karmić surferów”

To tytuł szeroko komentowanego artykułu, napisanego przez Philippe Van Parijs, w którym analizuje on zasadność, dawania pieniędzy na przykładzie surfera, palącego trawkę. W polskich warunkach taką „rolę” miałby, przywoływany wcześniej leniwy mężczyzna, oglądający telewizję, popijając piwa. Głównym argumentem przeciwko dawaniu takiej osobie bezwarunkowego dochodu podstawowego, jest brak wzajemności wymiany. Co oznacza, że dostaje pieniądze, na które nie zasłużył, bo nic nie musiał zrobić, aby je otrzymać. Na idei wzajemności jest zbudowany cały nasz zachodni system myślenia, w którym w zamian za nasze umiejętności, ciężką pracę, otrzymujemy zapłatę. W Stanach Zjednoczonych wiara, że wszystko zależy od nas samych jest bardzo silna (każdy może być jak Bill Gates). Dużo silniejsza niż w Europie, w której tylko 1/3 osób uznaje, że ktoś jest biedny, bo jest leniwy, przy 2/3 takich odpowiedzi w Ameryce. Oczywiście wiara we własne możliwości jest dobra, bo zachęca do ciężkiej pracy i pobudza ambicję, jednak nie staje się przez to prawdziwa. Powstaje pytanie o to, czy naprawdę w 100% to tylko nasza zasługa, co osiągnęliśmy, a ten któremu się nie powiodło, sam zgotował sobie taki los?

Zwolennicy BDP często nie tyle podważają, co zadają pytania o to, czy zasługujemy na swój los. Trzeba pamiętać jak wiele nie zależy od naszych wysiłków. Dobrze ten stan rzeczy pokazuje eksperyment psychologiczny, który został wykorzystany przez Michela Sandela, jednego z najbardziej znanych, współczesnych filozofów. Podczas dyskusji na temat sprawiedliwości, zapytał on studentów Harvardu o to, kto z nich jest najstarszym z rodzeństwa. Okazało się, że prawie każdy podniósł rękę, co miało uświadomić, że nie do końca wszystko co osiągnęliśmy, zależy od nas samych. Nasze życie i to kim jesteśmy, jest wypadkową naszych genów, wychowania, środowiska w którym żyjemy i są to czynniki, które są loterią, ponieważ nie mamy na nie wpływu. O ile większość z nas rozumie i akceptuje do pewnego stopnia wielość czynników, które wpływają na to kim jesteśmy, to mało kto, potrafi przeciwstawić się ostatniemu filarowi, który warunkuje czyjeś zasługi, którym jest ciężka praca. Jeden z największych filozofów XX wieku John Rawls zwrócił uwagę, że nawet ciężka praca, jest wynikiem loterii genetycznej i wcale nie jest naszą zasługą. Niektórzy po prostu potrafią się zmobilizować do ciężkiej pracy, a inni nie.

Akceptacja tego toku myślenia nie oznacza, że powinniśmy zrównać wszystkich i dać każdemu po tyle samo (tyranię równości znakomicie przedstawił futurystyczny pisarz Kurt Vunnegut w satyrze „Harrison Bergeron”). Chodzi o to, żeby zwrócić uwagę na to, że nie wszystko zależy od nas, więc nie powinniśmy być tacy pewni co do swoich zasług i oceniania na tej podstawie innych. Znając te zależności, możemy zrozumieć gorzej uposażonych życiowo i w miarę możliwości im pomóc, do czego może przyczynić się bezwarunkowy dochód podstawowy.

Jeszcze jednym argumentem w tej dyskusji jest godność człowieka. Być może trąci to patosem, ale niektórzy przyrównują bezwarunkowy dochód podstawowy do niewolnictwa, w tym sensie, że za kilkaset lat ludzie będą uważać, że czasy kiedy pozwalaliśmy ludziom cierpieć z powodu nędzy, będą traktowane jako coś nie do pomyślenia. Tak jak dzisiaj traktujemy czasy niewolnictwa, które kiedyś też wydawały się czymś „normalnym”.

Mieć ciastko i zjeść ciastko

Idea bezwarunkowego dochodu podstawowego jest niewątpliwie czymś nad czym warto dyskutować, bo pomysł ten podaje w wątpliwość ład, który do tej pory wytworzyliśmy. BDP ma siłę przebicia i z pewnością pobudzi wielu ludzi, którzy znajdą w nim możliwość nawet jeżeli nie zmiany dzisiejszego systemu, to przynajmniej znacznej jego poprawy. Jednak na razie jest to tylko utopia, która zderza się z realnym światem w kwestiach finansowych. System ten kosztowałby ogromne pieniądze, co łatwo wyliczyć. Wystarczy pomnożyć liczbę obywateli przez wartość bezwarunkowego dochodu finansowego (W Polsce byłyby to koszty na poziomie 482 mld zł rocznie, przy obecnych wydatkach budżetowych w wysokości 343 mld zł). Aby wprowadzić ten system trzeba byłoby zrewolucjonizować działalność państwa, które musiałoby znacznie zwiększyć swoje wpływy budżetowe.

Idea zapewnienia wszystkim bezpieczeństwa jest piękna, ale powstaje pytanie, czy bardziej skuteczne nie byłoby ulepszenie obecnych systemów pomocy społecznej? W każdym razie BDP to melodia przyszłości i najwcześniej przekonamy się o jej działaniu w 2050 roku, jeżeli Szwajcarzy w referendum opowiedzą się za bezwarunkowym dochodem podstawowym. Wydaje się, że to najlepszy z możliwych krajów, w którym taki eksperyment społeczny można przeprowadzić.