Holender nie lubi improwizacji, Rosjan trzeba chwalić. Nie tylko język jest barierą w biznesie

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
12 października 2015, 07:25
Klienci, umowa, uścisk dłoni
Klienci, umowa, uścisk dłoni/ShutterStock
Co kraj, to obyczaj - również w biznesie. "Puls Biznesu" pisze o tym, jak trzeba rozmawiać z zagranicznymi partnerami.

Jak mówi gazecie prezes firmy doradczej IPK i ekspert od różnic kulturowych Marek Suchar, z przedsiębiorcą zza wschodniej granicy niczego nie da się załatwić e-mailami, faksami czy nawet przez telefon. Konieczne jest spotkanie. I serdeczna atmosfera, oznaczająca często zatarcie granicy między sferą zawodową a prywatną.

"Puls Biznesu" dodaje, że Niemcy też wolą kontakt twarzą w twarz, ale bardzo formalny. I biada, jeżeli zapomnimy o tytule naukowym klienta. Anglicy z kolei lubią luz i inteligentne dowcipy. A nie cierpią, gdy ktoś zadziera nosa.

Holendrzy - zwraca uwagę doktor Suchar - nie rozumieją i nie cierpią improwizowania na spotkaniach. "Jeśli chcemy, by traktowali nas poważnie, musimy pokazać, że przygotowaliśmy się do rozmowy" - tłumaczy. Zdaniem doktora Suchara, najbardziej zrelaksowanym narodem są Australijczycy, z którymi można dyskutować o wszystkim. Nie obrażą się nawet wtedy, gdy głośno i wyraźnie wyrazimy niezadowolenie z ich usług.

Więcej na ten temat w "Pulsie Biznesu".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj