Zarabiasz przyzwoitą pensję, ale pomimo tego żyjesz od jednej wypłaty do następnej? Jeżeli tak, to jesteś zapewne częścią rosnącego segmentu Amerykanów o wysokich przychodach i skromnych aktywach.

Puste saldo bankowe wcale nie musi być tożsame z przynależnością do najniższych szczebli drabiny społecznej - pisze portal Quartz.com. Znaczna część wyższej klasy średniej w USA nie ma żadnej finansowej poduszki bezpieczeństwa oraz jest zatrważająco nieprzygotowana do przejścia na emeryturę. Całe lata po zakończeniu kryzysu finansowego grupa ta nadal „szamocze” się finansowo, narażając tym samym krajową gospodarkę na wstrząsy.

Średni dochód gospodarstwa domowego w Stanach Zjednoczonych to ok. 55 tys. dol. rocznie. Jeżeli ktoś zarabia powyżej tej kwoty i w dodatku mieszka w regionie USA z niskimi kosztami życia uważa się, że dobrze prosperuje. To tyle jeśli chodzi o zarobki, ale co tak naprawdę posiada ta grupa? Rezerwa Federalna przeprowadziła badania na temat konsumenckich finansów które pokazują, jak duże finansowe aktywa posiadają gospodarstwa domowe (osoby w wieku 40-55 lat) plasujące się w dwóch grupach dochodowych: 50-75 tys. dol. oraz 75-100 tys. dol. Do aktywów finansowych zalicza się wszystkie aktywa, jakie posiadają gospodarstwa domowe poza domami, samochodami oraz majątkami firm, co oznacza że obejmują wszystkie fundusze emerytalne.

Reklama

>>> Czytaj też: Pani utrzymuje pana. Oto nowy model polskiej rodziny

Okazuje się, że nawet relatywnie dobrze zarabiająca osoba (z dochodami sięgającymi 100 tys. dol.), która pracowała przez wiele lat ma tylko 70 tys. dol. oszczędności. Czyli kwotę, która jest mniejsza niż przeciętna roczna pensja. Około 25 proc. osób należących do wyższej klasy średniej posiada w aktywach jedynie 17,5 tys. dolarów. Niewielkim pocieszeniem jest to, że ten stan rzeczy występuje od dawna. Warto jednak zaznaczyć, że na początku lat 90. poziom oszczędności był jeszcze niższe, co można wyjaśnić duża popularnością w latach 80. tzw. planów 401(k). Chodzi o rodzaj emerytalnego planu oszczędnościowego w USA (odpowiednik polskiego III filaru). W latach 90. firmy przestały we własnym zakresie finansować pracownikom tej formy wsparcia emerytalnego, wobec czego zostali oni zmuszeni do wzięcia ciężaru oszczędzania na własne barki.

Tutaj właśnie tkwi szkopuł. Dane ukazujące poziom aktywów gospodarstw domowych po odliczeniu pieniędzy z kont emerytalnych pokazują, że wyższa klasa średnia nigdy wcześniej nie była tak „biedna”. O ile osoba zarabiająca w przedziale 75-100 tys. dol. rocznie miała w połowie lat 90. średnio prawie 30 tys. dol. w aktywach tego typu (poza kontami emerytalnymi), w 2012 roku było to niewiele powyżej 10 tys. dol. Ten sam trend dotyczy osób znajdujących się w niższym dochodowym segmencie. Znaczna część oszczędności ląduje oczywiście w planach 401 (k). Poleganie niemal w zupełności na kontach emerytalnych nie jest jednak dobrą strategią, bowiem są to mało płynne aktywa i ich wycofanie z kont jest obarczone karami.

>>> Czytaj też: Bezrobocie w USA najniższe od 2008 roku

Obrazu mizerii finansów Amerykanów dopełnia zadłużenie. Wskaźnik zadłużenia pokazuje, jaki jest stosunek zadłużenia osób w stosunku do ich aktywów. Dla osób z grupy 75-100 tys. wskaźnik ten wzrósł od 1990 do 2010 z ok. 20 do ponad 40 proc. Obecnie dla obu grup dochodowych zadłużenie kształtuje się w granicach 40 proc. Większość jego jest powiązana z kosztami mieszkania oraz w coraz większym stopniu z pożyczkami studenckimi. Kryzys na rynku hipotecznym pokazał, że bardzo ryzykowne jest lekceważenie potrzeby posiadania finansowej poduszki bezpieczeństwa.

Uważa się, że wydatki konsumpcyjne są podstawą amerykańskiej gospodarki. To prawda, ale tylko przy założeniu, że są przewidywalne i stabilne. Trudno o tym myśleć, jeśli nie ma się pieniędzy w „skarpetach”.