Wsparcie rodziny jest konstytucyjnym obowiązkiem państwa, a działania prorodzinne powinny mieć przede wszystkim długookresowy charakter. W ostatnich latach wprowadzono: nowe świadczenie rodzicielskie, przyznawane na zasadach analogicznych do urlopu macierzyńskiego i rodzicielskiego, zasadę „złotówka za złotówkę”, udogodnienia związane z urlopem ojcowskim, kartę dużej rodziny, zwiększono wymiar urlopu macierzyńskiego do 52 tygodni – to istotne. Instrument 500+ stanowi ważny element składowy całościowego i długofalowego wsparcia dla polskich rodzin.
Oceniłem pozytywnie kierunek tego programu, ale jednocześnie stawiam pytania i uwagi dotyczące na przykład progu dla rodziców dzieci z niepełnosprawnością – w projektowanych rozwiązaniach w przypadku gdy w rodzinie jest tylko jedno dziecko powyżej 16. roku życia, dostęp do świadczenia wychowawczego zależy od stopnia jego niepełnosprawności. Dzieciom ze stopniem umiarkowanym i znacznym świadczenie będzie przysługiwało, gdy dochód nie przekracza 1200 zł na osobę w rodzinie, natomiast dzieci ze stopniem lekkim traktowane są jak dzieci zdrowe – im świadczenie będzie przysługiwało, gdy dochód nie przekracza 800 zł na osobę w rodzinie. Tak nie powinno być. Wszystkie dzieci z niepełnosprawnością, niezależnie od stopnia, powinny mieć takie same szanse. Każde dziecko w rodzinie ma tę samą wartość.
Pisze do mnie w tej sprawie wiele osób, także dzieci. Mam pytania od dziecka, któremu zmarł tato, a próg dochodowy matki lekko przewyższa ten założony przez ustawę. Sytuacja takiej rodziny też wymaga wsparcia. A co z rodzinami wielodzietnymi, w których najstarsze dziecko osiąga pełnoletniość i nadal pozostaje na utrzymaniu rodziców? Osobną – ale równie ważną kwestią – pozostaje konieczność urealnienia pomocy rodzinom wychowujących jedno dziecko, poprzez podwyższenie progów dochodowych osobom uprawnionym do alimentów.
Nie ma dzieci gorszych i lepszych, wszystkie dzieci są równe i należy im się równe traktowanie.
Do szpitali psychiatrycznych często trafiają dzieci, z którymi nie radzą sobie wychowawcy w placówkach pieczy zastępczej. To nie rozwiązuje problemu, bo nawet jeśli takie dziecko zostanie przetrzymane przez jakiś czas, to nie nabierze subordynacji. Taki człowiek musi nauczyć się żyć w społeczeństwie, a społeczeństwo – żyć z nim.
Bardzo często jest trudno na drodze kontrolnej stwierdzić, czy kwalifikacja jest odpowiednia, żeby dziecko było w szpitalu. Natomiast faktycznie są sytuacje, w których szpital mówi: moglibyśmy wypisać pacjenta, ale nie mamy dokąd. W przypadku, który opisywaliśmy, szpital dostał odmowę przyjęcia młodego człowieka z ponad 20 innych placówek! To ogromny problem.
Jeśli młody człowiek ma zaburzenia zachowania, to powinien trafiać w miejsca specjalizujące się w takiej terapii. Ich brakuje. Zwróciłem uwagę ministra pracy i polityki społecznej na problem niewystarczającej liczby rodzin zastępczych zawodowych specjalistycznych oraz placówek opiekuńczo-wychowawczych typu specjalistyczno-terapeutycznego. Napisałem w tej sprawie także do marszałków województw, bo to w ich kompetencjach jest stymulowanie powstawania takich ośrodków. To łączy się z innym problemem – mamy też za mało rodzin zastępczych w ogóle.
Wciąż 20 tys. dzieci przebywa w placówkach, a w I półroczu 2015 r. – jak wynika z informacji MRPiPS – zostało przeszkolonych tylko 184 kandydatów na członków rodziny zastępczej zawodowej. Szczególnie dramatyczna jest sytuacja małych dzieci, które w ogóle nie powinny do domów dziecka trafiać. To, że się w nich znajdują, jest złamaniem ustawy o wspieraniu rodziny. Zwracałem na to systematycznie uwagę, poprosiłem też o interwencję w tym zakresie Najwyższą Izbę Kontroli.
On ma już prawie 18 lat, do szpitala trafił, kiedy miał 15. Po naszej interwencji wiemy, że dostanie mieszkanie chronione. Natomiast to nie rozwiązuje problemów innych dzieci w podobnej sytuacji. Dużym problemem z dziećmi przebywającymi nie tylko w szpitalu, lecz w ogóle w pieczy zastępczej jest to, że po opuszczeniu placówki nie są przygotowane do życia w społeczeństwie. W moim odczuciu przygotowanie do usamodzielnienia się powinno zacząć się wtedy, kiedy młody człowiek trafi do pieczy zastępczej. Tak jak w rodzinie biologicznej – powinien być wychowywany do tego, żeby być samodzielnym dorosłym. Dlatego przy RPD powołano zespół ds. usamodzielniania, chcemy stworzyć zestaw standardów dotyczących tego, co powinien umieć wychowanek, kiedy wychodzi z placówki. Podobny problem jest zresztą w przypadku bezdomności dzieci. Tam też jak najszybciej trzeba pomóc rodzinom w usamodzielnianiu.
Dzieci stanowią 5,2 proc. ogólnej liczby bezdomnych, czyli jest ich prawie 2 tys. Trudno tu jeszcze mówić o tendencji, ale w ciągu ostatnich dwóch lat odsetek dzieci wśród bezdomnych zwiększył się o 0,2 proc. Większość z nich żyje razem z rodzicem w ośrodkach dla bezdomnych, więc mają zapewniony dach nad głową i ciepły posiłek. To jednak nie wystarczy. To nie jest rozwiązanie problemu. Rodzicowi powinna być zaoferowana pomoc w kierunku wychodzenia z bezdomności. Placówka dla bezdomnych nie jest miejscem dla dziecka. Trafiają tam dorośli, którzy często są chorzy psychicznie, z różnymi uzależnieniami. Mogą być dla dzieci nie tylko złym wzorcem, lecz wręcz stwarzać dla nich zagrożenie.
Nawet kilka lat. Przebywają w nich nie tylko dzieci wprowadzone w bezdomność, ale też takie, które już rodziły się w czasie pobytu matki w ośrodku. W Polsce do tej pory mówiliśmy o dziedziczeniu biedy, teraz – jeśli te dzieci będą zostawać w ośrodkach dla bezdomnych – będziemy mówić o dziedziczeniu bezdomności. To jest zjawisko jeszcze groźniejsze.
