Piąta runda negocjacji rozpoczęła się wczoraj. Eksperci z Polski i Rosji znaleźli kompromis w kilku kwestiach, ale wciąż nie jest pewne, czy uda im się podpisać porozumienie. „Liczymy na to, zdając sobie jednocześnie sprawę, że nie będzie łatwo” - stwierdził uczestniczący w negocjacjach wiceminister Jerzy Szmit.

„Mam nadzieję, że te długie rozmowy, które są niezwykle ważne nie tylko dla transportu, ale dla całych gospodarek Polski i Rosji, doprowadzą do szczęśliwego zakończenia” - dodał szef polskiej delegacji.

Od prawie 3 tygodni rosyjskie ciężarówki nie mogą wjechać do Polski, a polskie do Rosji. Trwająca drugi dzień kolejna runda negocjacji ma zażegnać kryzys, który paraliżuje pracę przewoźników obu krajów.

Polscy kierowcy choć liczą straty, to jednak cierpliwie czekają na wynik negocjacji. „Wiedzą, że i tak Rosjanie wciąż utrudnialiby im pracę, manipulując przepisami i uszczuplając liczbę zezwoleń” - tłumaczą osoby z kręgów dyplomatycznych.

>>>Czytaj więcej: Zapłacą 6000 proc. więcej za paliwo. Nadal będzie najtańsze na świecie

Reklama

Tymczasem Rosjanie próbują różnymi drogami, omijając Polskę, przedostać się do krajów zachodniej Europy. Jeśli nie liczyć kilku tysięcy kilometrów objazdu przez półwysep Skandynawski, to jedyna droga jaka im pozostała wiedzie przez bałtyckie porty Litwy, Łotwy i obwodu kaliningradzkiego.

Przez Ukrainę już się nie da, bowiem Kijów między innymi w geście solidarności z Warszawą, zablokował tę możliwość. W odwecie Rosjanie zamknęli swoją granicę dla ukraińskich ciężarówek. Za kryzys transportowy rosyjscy politycy obwiniają Polskę. Twierdzą, że nasz kraj domaga się zbyt dużej liczby zezwoleń na przejazdy przez ich terytorium.

Tymczasem polskie Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa oświadczyło, że to strona rosyjska radykalnie zmniejsza roczne kwoty zezwoleń, aby wyeliminować zagranicznych przewoźników ze swojego rynku.