Prawybory w przemysłowym stanie Michigan pokazały, jak wielkim wyzwaniem dla Hillary Clinton jest przekonanie do siebie białych robotników, którzy we wtorek poparli jej rywala, krytyka globalizacji Berniego Sandersa.

Była szefowa dyplomacji przegrała we wtorek w Michigan z senatorem z Vermont, Sandersem, zaledwie 1,7 pkt proc. i dzięki ogromnemu zwycięstwu w odbywających się tego samego dnia prawyborach w Missisipi i tak zdobyła we wtorek więcej nowych delegatów na lipcową konwencję Demokratów niż Sanders.

Pozostaje więc faworytką wyścigu o prezydencką nominację Demokratów. Ale wynik w Michigan był szokiem dla amerykańskich komentatorów i powinien być też wielkim dzwonkiem alarmowym dla jej sztabu. Po pierwsze Clinton przegrała z Sandersem w tym dużym, przemysłowym stanie, mimo, że sondaże wskazywały, iż wygra z nim przewagą nawet 20 pkt proc. Już sam ten fakt powinien rodzić wątpliwości, jak pójdzie jej w innych, leżących w tym samym regionie Środkowego Zachodu i także dość przemysłowych stanach jak Ohio czy Illinois. Te stany głosują już 15 marca i zgodnie z sondażami Clinton ma w nich przewagę nad Sandersem.

"Sanders udowodnił, że nie tylko wciąż żyje, ale jest niebezpieczny i Clinton musi po raz kolejny przemyśleć swoją kampanię, aby poprawić słabości i zapewnić sobie zwycięstwo" - ocenił główny polityczny korespondent portalu "Politico" Glenn Thrush.

>>> Czytaj też: PiS traci najważniejszego sojusznika. Amerykanów

Antyglobalizacyjna retoryka

Ale jeszcze większe zaniepokojenie w sztabie Clinton powinna wywołać analiza wyborców z Michigan. Sondaże exit polls wskazują bowiem, że na 74-letniego, mało znanego jeszcze rok temu senatora, masowo zagłosowały nie tylko osoby młode poniżej 30 roku życia, które są mu wierne od początku prawyborów, ale także przedstawiciele białej klasy robotniczej. Trafiła do nich antyglobalizacyjna retoryka przedstawiającego się jako socjalista senatora, a zwłaszcza jego krytyka międzynarodowych porozumień handlowych. Sanders ciągle powtarzał na wiecach w Michigan, że doprowadziły one do delokalizacji z USA wielu fabryk i tym samym likwidacji rodzimych miejsc pracy.

Zgodnie z badaniami exit polls senator z Vermont wygrał z Clinton wśród tych wyborców z Michigan, którzy uważają, że wolny handel jest szkodliwy dla amerykańskich miejsc pracy stosunkiem głosów 56 do 43 proc. Pokonał też Clinton wśród członków związków zawodowych.

Związany ze stanowym uniwersytetem w Michigan oraz dziennikiem "Wall Street Journal" Dante Chinni zwrócił uwagę w środę w radiu NPR na pewne podobieństwo wyborców Sandersa ze zwolennikami lidera republikańskiego wyścigu prezydenckiego, outsidera politycznego Donalda Trumpa. To też osoby białe, którym w ostatnich latach gorzej się powodzi, za co obwiniają globalizację. "Boją się, że przegrywają w obecnej sytuacji gospodarczej USA" - powiedział Chinni.

Pytanie, jakie zapewne stawiają sobie teraz ludzie ze sztabu Clinton, brzmi, czy ci sfrustrowani wyborcy poprą byłą pierwszą damę w powszechnych wyborach, czy też raczej przeniosą swe głosy na Trumpa, jeśli Clinton przyjdzie się zmierzyć z miliarderem w listopadowych wyborach prezydenckich. "To dobry moment dla Clinton, by się zastanowić, jak dotrzeć do tych wyborców i mieć ich po swojej stronie, jeśli chce wygrać wybory. Więc może Michigan jest dla niej dobrym doświadczeniem" - wskazał Chinni.

>>> Czytaj też: Pozycja Trumpa w USA się umacnia. Sanders pokonuje Clinton w Michigan

Kontrowersyjny wolny handel

Problem Clinton polega na tym, że będzie mało wiarygodna, jeśli zacznie krytykować wolny handel z taką siłą jak Sanders. Choć sprzeciwiła się kilka miesięcy temu nowemu, wynegocjowanemu przez administrację Baracka Obamy transpacyficznemu porozumieniu handlowemu (tzw. TPP), to wywołało to głównie złośliwe uwagi, że zachowuje się koniunkturalnie, bo przecież wspierała negocjacje TPP będąc jeszcze w rządzie Obamy sekretarzem stanu USA. Przede wszystkim jednak Sanders wytyka jej, że poparła porozumienie NAFTA o strefie wolnego handlu USA z Meksykiem i Kanadą, wynegocjowane w latach 90. za prezydentury jej męża Billa Clintona. Krytycy tego porozumienia utrzymują, że w jego wyniku amerykański sektor przemysłowy stracił 5 mln miejsc pracy od 1994 roku.

Przegrana w Michigan to dla Clinton zła wiadomość także dlatego, że bardzo chciała zająć się już strategią na listopadowe wybory prezydenckie. Wyraźnie dało się to odczuć w jej ostatnich wystąpieniach, w których ostro krytykowała republikańską retorykę w kampanii. Tymczasem Sanders zmusza ją, by wciąż koncentrować się na prawyborach Demokratów. Po Michigan "odzyskał wiatr w żaglach", a fakt, że zbiera w ostatnim czasie mnóstwo pieniędzy od swych zwolenników, pozwala mu na prowadzenie agresywnej kampanii jeszcze bardzo długo - oceniła w NPR reporterka polityczna "Washington Post" Matea Gold.

Tymczasem Clinton nie może go zbyt krytykować, by nie zrazić do siebie zwolenników senatora. "Pewne jest, że aby wygrać wybory prezydenckie, Clinton będzie potrzebowała wyborców Sandersa" - podkreślił Chinni.

>>> Czytaj też: Donald Trump jak Adolf Hitler? Ostra wypowiedź prezydenta Meksyku