Bałkany słusznie nazwano kiedyś „miękkim podbrzuszem Europy”. To określenie wciąż jest aktualne, zwłaszcza jeśli chodzi o Bałkany Zachodnie. Biedny rejon sonduje kapitał z Chin. To lepsze niż rewolucja biedaków.

Bałkany to region, do którego zalicza się także Bułgaria, Rumunia, a nawet Grecja, ale częściej nazwę wykorzystuje się głównie dla państw post-jugosłowiańskich (za wyjątkiem Słowenii), dodatkowo dołączają Albanię. Razem tworzą tzw. Bałkany Zachodnie. I to one powinny znaleźć więcej zainteresowania pozostałych Europejczyków.

Chroniczne choroby

Reklama

W niedawnych wyborach w Serbii wygrał kandydat opowiadający się za szybkim przystąpieniem do UE. Wszystkie te państwa, niczym uczestnicy Euromajdanu w Kijowie, marzą o „europejskości”, bo UE kojarzy im się z dobrobytem, socjalnym zabezpieczeniem i wyższym standardem życia, na który bez unijnego wsparcia nie mają szans.

Wszystkie podstawowe dylematy regionu dobrze wyspecyfikował przeprowadzony z inicjatywy Brukseli niedawny szeroki sondaż tamtejszych społeczeństw i firm: „The Balkans Barometer 2015”. Przeciętny poziom zadowolenia z sytuacji społeczno-gospodarczej w regionie sięga ledwie 30 proc. Najniższy jest w ciągle niestabilnej Bośni i Hercegowinie – na poziomie ok. 25 proc., niewiele wyższy w Serbii i Chorwacji – która niedawno do UE przystąpiła – gdzie ledwie przekracza 27 proc.

Nieco wyższy poziom optymizmu notuje się ostatnio w Macedonii oraz Czarnogórze. Pierwsza cieszy się tym, że z powodu wielkiej migracyjnej fali znalazła się w ogniu zainteresowania szerokiej opinii publicznej w całej Europie. Obywatele wierzą, że w ślad za podporządkowaniem się decyzjom Brukseli, zamknięciem granic z Grecją i wstrzymaniem migracyjnej fali, przyjdą unijne fundusze.

Czarnogóra z kolei, to maleńki – zaledwie 622 tys. mieszkańców – a zarazem specyficzny twór, nie będący w strefie euro, a i tak od wielu lat traktujący euro jako własną walutę, podobnie zresztą jak sąsiednie Kosowo. Czarnogóra liczy tym samym na większą integrację, jak też ścisłe związki z nieodległymi, choć położonymi po drugiej stronie morza Włochami.

Za dwa najpoważniejsze, chroniczne, wyzwania całego regionu trzeba uznać wysokie bezrobocie oraz równie wysoki poziom korupcji, powiązany z bardziej lub mniej zorganizowaną przestępczością. We wspomnianym wyżej badaniu, obie pierwsze kwestie zyskały, co znamienne, potwierdzenie w aż 64 i 58 proc.

Stopa bezrobocia w 2015 r. wynosiła odpowiednio: 17,5 proc. w Albanii (a długoterminowa prognoza mówi o 15,65 w roku 2020), 18,3 proc. w Czarnogórze, 17,9 proc. w Serbii, aż 25,5 w Macedonii (ostatnio niewiele spadła) i ok. 35 proc. w Kosowie. Nie są wolne od tej choroby nawet państwa członkowskie UE z tamtego regionu. W styczniu stopa bezrobocia w Chorwacji sięgała 18,5 proc., a w Grecji 24,4 proc., przy czym najbardziej niepokoi ogromna stopa bezrobocia wśród młodych do 24 roku życia, w większości państw regionu przekraczająca nawet 50 proc. To jednoznacznie wskazuje, że mamy tam do czynienia z beczką prochu.

W kontekście nawałnicy z Syrii i Bliskiego Wschodu możliwości emigracji ostatnio się skurczyły się. Już chyba mało kto pamięta, że dokładnie przed rokiem tzw. bałkańską ścieżkę migracyjną otworzyli wcale nie mieszkańcy Syrii czy Iraku, lecz Kosowa oraz Albanii. Dzisiaj odsyłani są oni z państw UE z powrotem do kraju, powiększając jedynie istniejące już tam napięcia.

Korupcja mniej niepokoi Czarnogórców i Macedończyków, najbardziej natomiast obawiają się jej Serbowie, Albańczycy i obywatele Kosowa (większość z nich to Albańczycy). Według renomowanego indeksu percepcji korupcji Transparenty International w 2015 r. sytuacja pod tym względem najbardziej pogorszyła się w Macedonii. Indeks percepcji korupcji (Corruption Perceptions Index, CPI) według ostatniego raportu wynosił odpowiednio: 42 w Macedonii (w pierwszej na liście „czystej” Danii – 91, w Polsce 62), 40 w Serbii, 38 w Bośni i Hercegowinie, 36 w Albanii i 33 w Kosowie.

Pesymizm mieszkańców

Taki stan utrzymuje się od dawna, mamy do czynienia z tendencja trwałą, notowaną od rozpadu Jugosławii, a szans na pozytywną zmianę raczej nie widać. Także i z tego względu, że sytuacja gospodarcza regionu jest kolejnym powodem troski.

Według wspomnianego Barometru, kompletnie niezadowolonych z sytuacji gospodarczej w kraju jest aż 56 proc. mieszkańców Bośni i Hercegowiny i 55 proc. Kosowa. Poziom zadowolenia pod tym względem wszędzie jest nikły, a dwuprocentowy jedynie w Czarnogórze i Macedonii.

Jeśli chodzi o nadzieje na przyszłość, tylko 20 proc. badanych mieszkańców regionu spodziewa się wkrótce poprawy swej własnej sytuacji finansowej, a jedynie 18 proc., że będzie to także dotyczyło ich państwa. Natomiast – co znamienne – pogorszenia sytuacji ekonomicznej kraju spodziewa się aż 46 proc. badanych, a własnych finansów – 32 procent.

W ciągu minionego roku niestety nic istotnego nie zmieniło się od ważnego raportu na temat sytuacji gospodarczej Zachodnich Bałkanów przygotowanego przez MFW pt. „Zachodnie Bałkany: 15 lat transformacji”. Chociaż wyrażono w nim opinię, a raczej nadzieję, że „następne 15 lat powinno być lepsze od minionych 15”. Nie widać ani wejścia na ścieżkę szybszego wzrostu, ani zdecydowanego przeciwdziałania chronicznym bolączkom.

Owszem, patrząc na prognozy MFW już od pewnego czasu należałoby spodziewać się stałego wyższego wzrostu gospodarczego w regionie, rzędu 3, a nawet 4 proc., za wyjątkiem borykających się z poważniejszymi trudnościami Serbii i Chorwacji. Dane za 2015 rok zdają się te prognozy potwierdzać – w Albanii wzrost PKB wyniósł 3,3 proc., 3,7 proc. w Bośni i Hercegowinie (ale ostatnio szybko spada, licząc w porównaniu miesiąc do miesiąca), 3,4 proc. w Kosowie, natomiast w Chorwacji i Serbii oscylował wokół zera.

Te wyniki nie mogą być jednak uznane za zadowalające, bowiem tendencje wzrostowe dość powszechnie uważa się za kruche – filary tego wzrostu są słabe.

Obszar raczej zamknięty

Nadal nie nadchodzą na taką skalę, jak się spodziewano bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Według badań Bałkańskiego Forum Gospodarczego z siedzibą w Atenach, po kryzysie 2008 r. aktywność obcych kapitałów na tych terenach – poza tureckim – zmalała. Zdecydowanie najwyższe powiązania z obcym kapitałem (m.in. rosyjskim), nawet powyżej 20 proc. PKB, notuje się jedynie w Czarnogórze, podczas gdy w innych państwach są one niewielkie, co można udokumentować na przykładzie Macedonii, w której nastąpił spadek BIZ z 506 mln euro w roku 2007, do 337 mln w 2011 roku, zaledwie 107 mln w roku następnym i 270 mln w roku 2013.

Ostatnio Serbia wzbudziła zainteresowanie takich firm, jak Siemens i Microsoft w wysokich technologiach, US Steel w przemyśle ciężkim i francuskiego koncernu Lafarge w budownictwie. Nadal są to jednak bardziej deklaracje, niż konkretne inwestycje. Rozpoczętym projektem jest natomiast inwestycja chińska – to budowa szybkiej kolei łączącej Belgrad z Budapesztem. Chiny, to nowy i ważny gospodarczy gracz w regionie. Ostatnio wykupił resztę greckiego portu w Pireusie.

Wydawało się, że Bałkany doganiają resztę Europy, gdy w początkach drugiej dekady obecnego stulecia średni poziom życia w regionie wzrósł do 28-29 proc. średniego poziomu życia w UE z zaledwie 17 proc. 20 lat wcześniej (według PKB oraz kursu siły nabywczej pieniądza, PPP). Po 2012 r. trend się jednak zatrzymał, co dowodzi niestety, że wcześniej mieliśmy do czynienia nie tyle z faktycznym rozwojem gospodarki, co z powojennym dźwiganiem się z gruzów – dosłownie i w przenośni.

Fakt, że nie widać żadnych inwestycji, które znacząco pobudziłyby gospodarkę powoduje, że jak było biednie, tak jest. I jak było groźnie, tak jest nadal. Nie zmienią tego oddziały wielkich sieci typu Coca Cola czy MacDonalds, dające, owszem, miejsca pracy (raczej niewiele) i częściowo zmieniające szary krajobraz.

Mało kto liczy na zmianę. Jedynie 26 proc. ogółu badanych wierzy w to, że ich rząd działa zgodnie z prawem i przepisami, a w Bośni i Hercegowinie aż 84 proc. badanych uważa, że władze łamią prawo. Niemal nikt z badanych nie wierzy w przejrzystość w działalności administracji, a jeszcze mniej w ich uczciwość. Stąd tęsknota za Europą i normalnością. Badania tamtejszej opinii pokazują, że ludzie chcą handlu i współpracy ze światem zewnętrznym. Są otwarci, ale na ogół pozbawieni iluzji, a nawet nadziei.

Wiadomo, co trzeba zrobić: zacieśnić integrację (regionalną i z UE), wzmocnić inwestycje i dać nowe miejsca pracy, tak bardzo potrzebne, podobnie jak dać większe szanse małym i średnim przedsiębiorstwom. Tyle, że wiedzieć, a robić i móc, to jednak nie to samo.

Mamy na Zachodnich Bałkanach do czynienia z obszarem ekonomicznie słabym i zaniedbanym, a ponadto źle rządzonym. I to wszystko w Europie, raczej obojętnej wokół tego, co się tam naprawdę dzieje. Tymczasem jest pewne, że bez ściślejszych projektów integracyjnych, a także presji ze strony bogatszej Europy sam z tego zaułka nikt nie wyjdzie. Tyle tylko, że zajęta sobą – i migrantami z Bliskiego Wschodu – UE i zachodnia Europa z takimi propozycjami nie wychodzi. Jeśli to się nie zmieni wkrótce mieszkańcy tamtego obszaru zaczną opierać swoje plany na chińskim kapitale.