Najczęściej podrabiane są leki na potencję. Ale coraz większy udział w rynku podróbek mają preparaty onkologiczne, przeciwastmatyczne i antybiotyki. Już co dziesiąta hospitalizacja – jak wynika z danych Naczelnej Rady Aptekarskiej – wynika z niewłaściwego przyjmowania leków lub zażywania podróbek.

Podrabia się niemal wszystko, czego szukają ludzie i co jest drogie w tradycyjnej sprzedaży. Handel kwitnie głównie w internecie. Najczęściej paraapteki mające swoje oficjalne siedziby w Bangladeszu lub Vanuatu mają strony internetowe w europejskich językach. Część witryn niewiele różni się od stron profesjonalnych, legalnie działających w Polsce aptek wysyłkowych. Polskie służby o kłopocie wiedzą od dawna. Sęk w tym, że wiedza i chęć działania nie przekładają się na efekty.

Związane ręce

„Z uwagi na fakt, że strony, na których znajdują się przedmiotowe oferty sprzedaży, są rejestrowane poza granicami RP, nie jest możliwe uzyskanie danych oferentów w oparciu o art. 20c ustawy z 6 kwietnia 1990 r. o Policji (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 161 ze zm. – red.). Ponadto w zakresie blokowania ogłoszeń w sieci Internet, dotyczących sprzedaży m.in. leków psychotropowych, odurzających czy podrobionych, Policja nie posiada przewidzianych prawem środków do zamykania stron internetowych czy wstrzymywania poszczególnych ogłoszeń” – wskazuje w odpowiedzi na poselską interpelację Jarosław Zieliński, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji. Mówiąc wprost: albo nie wiemy, kto sprzedaje Polakom podrabiane leki, albo – nawet gdy wiemy – niewiele możemy zrobić. Marnym pocieszeniem jest to, że z podobnymi kłopotami zmagają się służby w innych państwach członkowskich UE. Z danych publikowanych przez Interpol wynika, że większość rynku fałszowanych leków to działalność międzynarodowych zorganizowanych grup przestępczych. Dla nich Polska jest jedynie jednym z miejsc zbytu nielegalnego produktu.

Związane ręce ma również administracja skarbowa. Większość fałszywych leków przybywa do Polski w małych paczkach, adresowanych na osoby fizyczne. Często w polu nadawcy wpisany jest podmiot chiński, amerykański albo brazylijski, a nie z Vanuatu. Tym samym przesyłki z fałszywymi lekami na pierwszy rzut oka są dla celników nie do odróżnienia od innych paczek. Rozwiązaniem byłoby sprawdzanie wszystkich paczek przylatujących do Polski z zagranicy. Ale, rzecz jasna, to nierealne. Ani nie ma na to środków, ani nie byłoby to akceptowalne społecznie z uwagi na prawo do prywatności.

Ludzka naiwność

– Nie da się administracyjnie zwalczyć głupoty i naiwności – twierdzi Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. Jego zdaniem, choćby ustawowo wprowadzić rejestr domen zakazanych dla paraaptek, na wzór tego stosowanego w branży hazardowej w stosunku do nielegalnych bukmacherów, nie udałoby się zwalczyć procederu. Bowiem na miejscu jednego wykrytego podmiotu powstawałyby trzy nowe.

– Trzeba cały czas tłumaczyć ludziom, że nie ma czegoś takiego jak specjalistyczny lek za pół ceny, a różnica wynika tylko z tego, że w Vanuatu jest tańsze prowadzenie punktu sprzedaży. Trzeba też wyjaśniać, że nie jest tak, że każdy z nas rozpozna sfałszowany lek. Wielu fałszywek na pierwszy rzut oka nie są w stanie rozpoznać specjaliści – tłumaczy Marek Tomków. I dodaje, że trzeba również podkreślać, że zażywanie sfałszowanych leków to śmiertelne niebezpieczeństwo.

Profesor Zbigniew Fijałek z WUM wyjaśnia, że ponad jedna trzecia sfałszowanych leków w ogóle nie zawiera substancji czynnej. Te leki – wbrew temu, co przekazują media, wskazując na śmiertelne zagrożenie przez medykamenty skażone narkotykami – są najgroźniejsze. Chorzy pacjenci bowiem w praktyce przerywają terapię farmaceutyczną, co w przypadku wielu schorzeń kończy się dramatycznie. Mniej więcej 20 proc. podróbek zawiera nieprawidłową dawkę substancji czynnej. Trudno się dziwić, gdyż wiele fabryk podróbek do produkcji leków wykorzystuje betoniarki. Pozostałe fałszywki najczęściej mają tańszą i gorszą substancję czynną niżeli znajduje się w oryginalnym produkcie i na opakowaniu.

W styczniu główny inspektor farmaceutyczny oraz komendant główny policji podpisali porozumienie o współpracy obu instytucji w zakresie naruszeń prawa związanych z wytwarzaniem, importem i obrotem produktami leczniczymi, substancjami czynnymi oraz sfałszowanymi produktami leczniczymi. W ramach porozumienia strony zobowiązały się do wzajemnego przekazywania informacji istotnych dla skutecznego przeciwdziałania, ścigania oraz zwalczania nielegalnych praktyk uczestników rynku farmaceutycznego. Ponadto na mocy podpisanego dokumentu inspekcja farmaceutyczna wraz z policją mogą organizować wspólne szkolenia i narady w celu podniesienia poziomu wiedzy dotyczącej nielegalnych zjawisk występujących na rynku farmaceutycznym. Jak jednak nieoficjalnie usłyszeliśmy od dobrze zorientowanych osób, ani w inspekcji, ani w policji nikt nie wierzy w to, by udało się zwalczyć proceder przysyłania do Polski fałszywych leków kupowanych w internecie.

>>> Czytaj też: Fiskus coraz częściej blokuje konta. Eksperci są pod wrażeniem skali zjawiska