Okres kryzysu może być okazją nie tylko do przetestowania nowych form organizacji pracy, zarządzania i komunikacji wewnątrz firmy. To także dobry moment na zweryfikowanie stosowanych rozwiązań i przemodelowanie roli pracodawcy, menedżerów i pracowników. Prawidłowa relacja między tymi ostatnimi zapewnia motywację do działania w ramach organizacji. To tylko przykładowe zagadnienia debaty moderowanej przez dziennikarza DGP Łukasza Guzę.

Zdaniem uczestników dyskusji podstawowym wyzwaniem dla organizacji pracy w czasie pandemii był ograniczony bezpośredni kontakt między członkami zespołów, lub nawet jego brak, oraz konieczność nagłego, powszechnego i przymusowego stosowania pracy zdalnej. Izabela Kielczyk, psycholog biznesu, podkreśliła, że ta szczególna sytuacja zweryfikowała oceny i potrzeby zatrudnionych. Początkowe zainteresowanie możliwością świadczenia obowiązków z domu i pozytywne aspekty takiego rozwiązania ustąpiły miejsca potrzebie bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami i uczestniczenia we wspólnym działaniu. Dlatego wydaje się, że wyłączna praca zdalna nie zastąpi w przyszłości stacjonarnego wykonywania obowiązków. Pożądany wydaje się za to model hybrydowy, w którym obowiązki służbowe częściowo są wykonywane poza firmą, a częściowo w jej siedzibie.

Jolanta Wiewióra, dyrektor zarządzający z pionu HR i komunikacji Banku Gospodarstwa Krajowego podkreśliła, jak istotny dla motywacji pracownika i relacji na linii zatrudnieni-firma okazał się bezpośredni kontakt. Rola zatrudniającego jest w tym względzie bardzo istotna, bo to firma powinna być zainteresowana organizacją pracy i komunikacją wewnętrzną w sposób, który zachęca personel do działania i rozwoju zawodowego. W tym zakresie istotne są też czynniki zdrowotne, bo wyłączna praca zdalna może przyczyniać się do poczucia osamotnienia i negatywnie wpływać na stan psychofizyczny pracowników. Firmy zmieniają więc także swoją dotychczasową praktykę dotyczącą benefitów, których celem jest przecież wzrost zadowolenia z miejsca pracy przekładający się na większą motywację.

Pandemia i wywołany nią kryzys przyczyniły się też do zmian w modelu zarządzania zespołami. Podkreślił to prof. Piotr Wachowiak, rektor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, dyrektor Instytutu Zarządzania. Wskazał m.in. na zmieniającą się rolę menedżerów, których zadaniem nie jest jedynie zarządzanie i nadzór, ale także dbałość o właściwie relacje w zespole i zadowolenie z pracy. Sytuacja wywołana pandemią jeszcze bardziej uwidoczniła, że muszą oni już nie tylko być „empatyczni”, ale wręcz „sympatyczni”, a skuteczne zarządzanie wymaga elastyczności i zainteresowania także sferą emocji.

W trakcie dyskusji podjęte zostały też wątki dotyczące m.in. kwestii bezpiecznej organizacji pracy, w tym w szczególności w formule zdalnej, oraz konieczności lepszego dopasowania obecnych przepisów o zatrudnieniu do sytuacji kryzysowych.

ŁUG

------------------------------

Zdrowe jedzenie się opłaca

Programy lokalne wspierane przez centralne rozwiązania – to działania, które mogą poprawić kondycję Polaków uznali uczestnicy debaty „Zdrowa żywność inwestycją w zdrowe społeczeństwo”, moderowanej przez Klarę Klinger, dziennikarkę DGP

Jak wyliczał prof. Mirosław Jarosz, były dyrektor Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie, 8 mln zł może uratować zdrowie 80 tys. dzieci. Takie wnioski płyną z realizacji szwajcarsko-polskiego programu współpracy „Zachowaj równowagę”, promującego poprawę odżywiania w szkole. Przeprowadzenie ewaluacji projektu wykazało, że jego efekty były wymierne: o 10 proc. spadł odsetek dzieci sięgających codziennie po słodkie napoje, o 50-60 proc. udało się zwiększyć ich aktywność fizyczną, o 19 proc. wzrosła liczba osób jedzących śniadania, a o 14 proc. spadła liczba dzieci jedzących codziennie słodycze. To wszystko doprowadziło w szkołach podstawowych do ogólnego zmniejszenia odsetka nadwagi i otyłości o 3 proc., czyli u 8 tys. dzieci. Aby to osiągnąć edukatorzy pracowali nie tyko z dziećmi i rodzicami, ale także z nauczycielami, dyrektorami szkół, pracownikami stołówek. Zmieniano jadłospisy w stołówkach, w sklepikach szkolnych, dzieci miały porady dietetyczne, a także nowy przedmiot w szkole o zdrowiu.

Jak mówił prof. Jarosz, to oznacza, że gdyby rząd dał 8 mln czyli 10 razy więcej niż było w programie szwajcarskim, można by uchronić 10 razy więcej dzieci czyli 80 tys. Jego zdaniem powinno się wprowadzić do szkół przedmiot nauka o zdrowiu.

Marek Borowski, prezes zarządu Federacji Polskich Banków Żywności, przyznał, że najważniejsze jest dotarcie do wszystkich osób zaangażowanych w proces żywienia dzieci – od kucharek przez nauczycieli po rodziców. – Bardzo ważne, żeby działał element edukacji, tak aby uczniowie mogli również edukować swoich rodziców, którzy spożywają niekoniecznie takie produkty, jakie powinni – mówił Borowski. Podkreślał, że system dożywienia – bo taka jest nazwa programu w Polsce – powinien nazywać się system żywienia. Bo jak zdaniem, takie postawienie sprawy stygmatyzujemy te grupy, które korzystają z pomocy. – Powinniśmy zadbać w polskich szkołach, żeby wszystkie dzieci jadły jeden lub dwa zdrowe posiłki. I w ten sposób zdrowe nawyki weszłyby w życie, na tym zyskałoby społeczeństwo, ale cała gospodarka – podkreślał Borowski.

Ks. Marcin Iżycki, dyrektor Caritas Polska tłumaczył, że przykładem dobrych praktyk są programy lokalne. Dzielił się doświadczeniami pomocy żywnościowej Caritas Polska, m.in. Spiżarni Caritas, dzięki której w ubiegłym roku do potrzebujących trafiło ponad 6,6 tys. ton żywności odebranej ze sklepów. Opowiedział również o inicjatywach realizowanych w ramach ekologicznego projektu Caritas Laudato si’, inspirowanego encykliką papieża Franciszka pod tym właśnie tytułem. Podkreślił znaczenie mądrej pomocy żywnościowej, opartej na zdrowych produktach. – Zmienia się skład paczek żywnościowych, coraz więcej miejsca zajmuje w nich żywność nieprzetworzona, owoce i warzywa – przypomniał. Zwrócił też uwagę na lokalny wymiar działań łączących ekologiczne przesłanie z ideą pomocy żywnościowej. Jako przykład podał warsztaty pt. „Słoik św. Franciszka”, prowadzone w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, podczas których dzieci, wykorzystując warzywa pochodzące z ogrodów parafian, przygotowywały posiłki dla osób samotnych, chorych, znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Jak zaznaczył, działania w skali mikro są bardzo ważne, bo pozwalają na generowanie przykładów, które mogą być następnie implementowane na szeroką skalę.

Wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Ryszard Bartosik przekonywał, że przede wszystkim trzeba postawić i wspierać polskich przedsiębiorców, którzy mogą pomóc w dostarczaniu zdrowej żywności.

KLK

------------------------------

Coraz trudniej o specjalistów

Igor Klaja, właściciel marek 4F i Outhorn, w rozmowie z Grzegorzem Osieckim z DGP mówił o pozyskiwaniu kapitału ludzkiego i wskazał wyzwania, z jakimi branża odzieżowa będzie musiała zmierzyć się po pandemii

Igor Klaja, właściciel marek 4F i Outhorn / Materiały prasowe

Odwieczny dylemat między optymalizacją kosztów, a troską o pracownika w obliczu pandemii firma OTCF, która zarządza markami 4F i Outhorn, rozwiązała inaczej niż konkurenci z branży. W zeszłym roku obyło się tam bez masowej redukcji etatów. – Nie powinno się szukać oszczędności przez zwolnienia pracowników. My redukowaliśmy koszty gdzie indziej. Zrezygnowalismy np. z wielu planowanych kampanii marketingowych – mówił Igor Klaja. Właściciel 4F stwierdził, że zwalnianie pracowników to droga na skróty. Zwłaszcza w sytuacji gdy w branżach odzieżowej i obuwniczej rynek pracodawcy praktycznie nie istnieje, a o wykwalifikowanych specjalistów jest coraz trudniej. – Wciąż mamy do czynienia z rynkiem pracownika. Zapotrzebowanie na kapitał ludzki w branży odzieżowej, szczególnie w e-commerce i IT jest tak ogromne, że mamy spore problemy, żeby wypełnić braki kadrowe – wskazał.

Młodzi nie boją się wyjechać

Przyczyn tego zjawiska przedsiębiorca upatruje w ewolucji systemu wartości post-millenialsów oraz skutkach pandemii, które uczyniły rynek pracy jeszcze bardziej przystępnym dla młodych pracowników.

– Pokolenie Z ma zupełnie inny sposób myślenia. Jest bardziej świadome swojej wartości i nie ma problemu z wyjazdem z Polski. Ze względu na swoje uniwersalne kompetencje może pracować niemal w każdym kraju świata i z tego przywileju będzie korzystać. To powoduje, że konkurencja w pozyskiwaniu dobrych pracowników staje coraz większa – ocenił.

Zdaniem Igora Klai upowszechnienie pracy zdalnej przyspieszy także tendencje zatrudnienia w zagranicznych firmach nawet bez konieczności wyjazdu. Szef 4F prognozował również, że część osób znajdzie alternatywne formy zatrudnienia i zarabiania pieniędzy, bo młodzi ludzie są bardziej świadomi i zaczynają inwestować np. w kryptowaluty. – Etyka pracy zaczyna być zagrożona. Bo po co iść do biura na osiem godzin, jak można zainwestować w DogeCoina, który potrafi wzrosnąć w ciągu paru dni o 400 proc.?

Dbać o pracownika

Według twórcy 4F i Outhorn, chcąc więc utrzymać pracowników w firmie trzeba będzie się mocno postarać, bo lista wymagań wobec przyszłego pracodawcy jest coraz dłuższa. – Młode osoby chcą pracować przy ciekawych projektach, które dają fun i szanse samorozwoju. Motywacja płacowa też jest ważna, choć sama w sobie już nie wystarczy. Trzeba również pokazać swoim pracownikom jasną ścieżkę rozwoju, zbudować wzajemne zaufanie oraz poczucie stabilności – wyliczał Igor Klaja. Dodał też, że pandemia nieodwracalnie zmieni rynek. – COVID to nie przeszkoda, tylko fakt, który się zdarzył. Trzeba tę nową sytuację wykorzystać, bo pojawiają się nowe nisze. Aby jednak odnieść sukces najważniejsi są pracownicy, którym trzeba zapewnić bezpieczeństwo zatrudnienia – zakończył.

BACH

Materiały prasowe
Materiały prasowe