Centra danych mnożą się na potęgę. Już teraz serwery, na których działają modele pogodowe, te, które zasilają rynki finansowe i przechowują statusy na Facebooku, pochłaniają około 1 proc. światowej energii elektrycznej. Do końca dekady mogą one zużywać nawet 20 proc. Jak pisze redakcja Quartz, duża część tej energii (około 40 proc.) marnuje się na chłodzenie maszyn. Operatorzy centrów każdego roku wydają miliardy dolarów (i miliardy litrów wody) na systemy chłodzenia.

A przecież można lepiej wykorzystać całe to zmarnowane ciepło: ogrzać domy i firmy, które w przeciwnym razie korzystałyby z paliw kopalnych. W ciągu ostatniej dekady naukowcy nieraz wzywali miasta do „recyklingu ciepła”, które jest produktem ubocznym z farm serwerowych w celu obniżenia kosztów i emisji dwutlenku węgla.

Niektóre miasta posłuchały. W 2010 roku w Helsinkach zainstalowano ogromne centrum danych w nieczynnym schronie przeciwbombowym i podłączono do miejskiego systemu ciepłowniczego wystarczającą ilość ciepłej wody, aby ogrzać 1 tys. mieszkań. W tym samym roku paryskie serwery komputerowe zaczęły ogrzewać pobliskie arboretum. W 2011 roku Winnipeg Sun zaczęło wykorzystywać ciepło z centrum danych do ogrzewania swoich biur.

Do tej pory pomysł ten nie był szeroko realizowany, ponieważ spadające ceny paliw i bariery logistyczne ograniczyły motywację ekonomiczną do ponownego wykorzystania ciepła odpadowego. Jednak wznowienie zobowiązań korporacji w zakresie zrównoważonego rozwoju oraz działania mające na celu wprowadzenie serwerów bezpośrednio do budynków, które muszą być ogrzewane, mogłyby przyspieszyć ten proces.

Reklama

Jak zaznacza redakcja Quartz, ciepło jest trudne do przetransportowania. Łatwiej jest ponownie wykorzystać ciepło odpadowe w takich krajach jak Finlandia, gdzie systemy ciepłownicze są powszechne, a infrastruktura do pompowania ciepłej wody w mieście już istnieje. Wiele miast nie dostarcza jednak ciepła jako komunalnego źródła energii. Nawet w Seattle, które posiada ciepłownictwo komunalne na niektórych obszarach, Amazon musiał położyć nowe rury łączące jej kampus z pobliskim centrum danych, kiedy w 2017 roku uruchomił własny projekt recyklingu ciepła.

Są też inne przeszkody. „W dzisiejszych czasach gaz ziemny jest tak tani, że ogrzewanie pomieszczeń nie jest aż tak dużym kosztem” – skomentował Clinton Andrews, profesor polityki miejskiej w Rutgers, który kieruje uniwersyteckim Center for Green Building. Wielu operatorów centrów danych zamiast próbować zarobić na sprzedaży ciepła pobliskim firmom lub miejskim przedsiębiorstwom, wolało zbudować swoje serwery w mroźnych miejscach, takich jak dno morza lub koło podbiegunowe. Jednak wstrząsy związane z dostawą paliw kopalnych oraz podatki węglowe podnoszą ceny energii i sprawiają, że ciepło odpadowe staje się coraz bardziej gorącym towarem.

W czasie, gdy korporacje powinny mieć większą kontrolę nad swoim wpływem na środowisko, zaprojektowanie centrum danych w celu odprowadzania ciepła bezpośrednio do szybko topniejącej arktycznej pokrywy lodowej może nie być najlepszym PR-owym posunięciem. Więcej firm może pójść w ślady Facebooka, który właśnie zakończył projekt ogrzewania 6 900 domów w Odense w Danii przy użyciu gorącej wody z farmy serwerów, którą zbudował w pobliżu. Facebook oświadczył, że program ten był częścią wysiłków, by osiągnąć cele zrównoważonego rozwoju.

Francuska firma Qarnot instaluje małe serwery bezpośrednio w domach i firmach klientów. Tak zwane „piece do przetwarzania danych” i „kotły do przetwarzania danych” mogą ogrzać pomieszczenie lub podgrzać wodę do dowolnej temperatury, wykonując określoną liczbę obliczeń. Do tej pory Qarnot zainstalował 1 500 grzejników i 10 kotłów, które działają jako rozproszone centrum danych. Firma wynajmuje swoją moc obliczeniową klientom bankowym, takim jak BNP Paribas oraz studiom animacji, np. Illumination Mac Guff. Model biznesowy Qarnot w marcu przyniósł 6,5 mln dolarów, ale raczej nie zastąpi scentralizowanych centrów danych, które zazwyczaj budowane są w odległych obszarach, gdzie energia elektryczna jest najtańsza. Serwery te znajdują się zbyt daleko od dużych miast, aby odprowadzać ciepło do systemów ciepłowniczych. Ale nawet tam, jak mówi Andrews, bystry przedsiębiorca może znaleźć sposób na wykorzystanie marnotrawnego ciepła do celów komercyjnych. Jako przykład „symbiozy przemysłowej” podaje np. hodowanie ryb – akwakultura wymaga ciepła, by utrzymać zbiorniki z rybami we właściwej temperaturze.

„Pieniądze leżą na stole dla tych, którzy potrafią je wykorzystać” – dodaje Andrews. „Ciepło odpadowe jest marnotrawstwem i w interesie wszystkich powinno być jego ograniczenie na konkurencyjnym rynku”.