Elektrownie płacą za trucie
Słynny, odmieniany przez wszystkie przypadki system ETS (Europejski System Handlu Emisjami) zmusza firmy do płacenia za emisję dwutlenku węgla. W polskiej debacie publicznej o ETS stało się szczególnie głośno, gdy do systemu włączono elektrownie.
Początkowo – od wejścia Polski do UE – elektrownie otrzymywały darmowe uprawnienia. Wszystko zmieniło się 1 stycznia 2020 roku. Stare bloki węglowe, emitujące sporo zanieczyszczeń, musiały zacząć płacić, co znacząco podniosło rachunki za prąd. Wraz z coraz bardziej nieopłacalnym wydobyciem surowca, czyli węgla, to właśnie ETS przyczynił się do konieczności zmian w systemie elektroenergetycznym.
Gdzie trafiają pieniądze?
Politycy prawicy w całości odrzucają ETS, argumentując, że polski miks energetyczny opiera się na węglu, a opłata uderza w gospodarstwa domowe. Na początku sierpnia Przemysław Czarnek, kandydat na premiera z PiS, złożył projekt ustawy o wyjściu Polski z ETS. Czarnek sprzeciwia się nowelizacji ETS, która od 2028 roku ma objąć także emisje z transportu.
Warto dodać, że pieniądze z handlu emisjami wracają następnie do budżetów państw członkowskich. W latach 2013–2025 do Polski z tego tytułu trafiło aż 141 mld zł. To ok. 90 proc. wszystkich opłat wpłaconych przez podmioty z Polski. Reszta trafia do wybranych krajów (także do Polski) w ramach funduszy mających wyrównywać różnice rozwojowe.
Według Forum Energii tylko za opłaty ETS z 2025 roku Polska otrzymała 17,1 mld zł. Na co zostały wydane te pieniądze?
Elektrownia i CPK za pieniądze z węgla
Najwięcej – aż 5,1 mld zł – zostało przeznaczone na transport publiczny. Z informacji, jakie pozyskało Forum Energii, wynika, że są to środki, które trafiły na wsparcie „niskoemisyjnej mobilności i przeciwdziałanie wykluczeniu komunikacyjnemu”.
Poza tym sporą kwotą (2,9 mld zł) wsparto przemysł energochłonny. Środki przekierowano wprost na rekompensaty dla firm za zbyt wysokie ceny energii. Chodzi o podmioty, które mogłyby „uciec” z kraju i rozpocząć produkcję w innym miejscu tylko ze względu na wysokie koszty związane z emisją.
Co ciekawe, środki z ETS wspierają także dwie największe polskie inwestycje. Na budowę elektrowni jądrowej przeznaczono 4,6 mld zł, natomiast na szeroko rozumiany projekt CPK – 2,3 mld zł. W przypadku tej trudniejszej inwestycji chodzi nie tylko o wsparcie budowy lotniska, ale przede wszystkim o dofinansowanie budowy niezwykle kosztownej sieci kolejowej.
Pozostałe środki zostały przekierowane do Funduszu Modernizacyjnego. Wykorzystano je m.in. na ocieplenie budynków, ale także na rozbudowę i modernizację sieci ciepłowniczych oraz magazyny energii.
Pieniądze powinny trafić gdzieś indziej?
„Forum Energii wskazuje na brak strategicznego podejścia w ich redystrybucji. Fundusze nie są kierowane w sposób priorytetowy do sektorów najbardziej obciążonych kosztami emisji, które najpilniej potrzebują wsparcia w transformacji” – czytamy w komunikacie organizacji.
Organizacja domaga się utworzenia Funduszu Transformacyjnego. Postuluje, by trafiało tam ok. 50 proc. środków z emisji. Miałyby one wspierać inwestycje, które realnie przyczynią się do redukcji kosztów energii dla odbiorców końcowych.
Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.
Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".
