Zagraniczne banki węgiel zaczynają omijać szerokim łukiem. Tak przynajmniej wynika z licznych deklaracji.  Trend zaczął się kilka lat temu, ale teraz mocno przybiera na sile. Tak bardzo, że zaczyna docierać na polski rynek. O ile do niedawna pojedyncze instytucje  ogłaszały deklaracje odchodzenia od finansowania projektów węglowych, to ich liczba na całym świecie wzrosła do ponad setki. Nadal większość banków nie ma nic przeciwko finansowaniu paliw kopalnych, ale trend postępuje i  zaczyna wkraczać na polski rynek.

Do przełomowych deklaracji należy ta ogłoszona w 2013 roku przez Bank Światowy. To była pierwsza tak duża instytucja finansowa, która ogłosiła koniec udzielania kredytów dla większości projektów węglowych. Finansowanie uzgodnione lata temu nadal jednak trwa, a ekolodzy do tej pory wytykają BŚ większe zaangażowanie w paliwa kopalne niż w projekty dotyczące odnawialnej energii.

Kolejna przełomowa decyzja zapadła w Norwegii. Kilka lat temu kryterium inwestycji w aktywa węglowe wprowadził tamtejszy rządowy fundusz emerytalny. To największy fundusz na świecie, zarządzający bilionem dolarów. Zainwestował w 9 tys. firm w 72 krajach na całym świecie. Nowe kryterium wykluczyło inwestycje w elektrownie i spółki wydobywcze, które opierają co najmniej 30 proc. działalności na węglu energetycznym lub czerpią z niego – bezpośrednio lub pośrednio – 30 proc. i więcej swoich dochodów. Po wprowadzenie „kryterium węglowego” z inwestycji funduszu wypadło 69 spółek, a kolejne kilkanaście trafiło „pod obserwację”. Dla rynku sygnał od tak potężnego gracza był bardzo ważny, w ślad funduszu poszło wiele instytucji finansowych.

Zmiany docierają do Polski

Polskie oddziały dużych europejskich banków przyjmują strategie spółek-matek. To zmienia się powoli. ING Bank Ślaski niemal dwa lata temu zapowiedział, że do końca 2025 roku będzie stopniowo zmniejszał (aż do całkowitej spłaty) dotychczasowe zaangażowania kredytowe, udzielone poszczególnym elektrowniom węglowym. Po 2025 roku nie będzie finansował klientów, których działalność jest zależna od węgla energetycznego w stopniu wyższym niż 5 proc.

W tym roku Santander Bank Polska i mBank ogłosiły, że nie będą finansowały nowych projektów węglowych. Od 1 kwietnia mBank  nie nawiązuje relacji z firmami, w których udział energii elektrycznej z węgla, liczony na podstawie pomiaru mocy wytwórczej, wynosi ponad 50 proc. Bank ten nie angażuje się zresztą mocno w konwencjonalną energetykę, w portfelu jego kredytów energetyka i ciepłownictwo zajmują 1 proc. Zapowiedział, że będzie wspierał projekty OZE, a przykładem jest m.in. kredyt dla Tauronu na ten cel.

Jednocześnie to mBank był w tym roku aranżerem emisji obligacji Enei (na mocy umowy z 2014 r.), a Santander koordynatorem kredytu rewolwingowego Energi. Te dwie spółki mają budować elektrownię Ostrołęka C. Jak pogodzić te dwa sprzeczne sygnały?

>>> Czy gaz jest kolejnym problemem dla banków? Czy odejście od inwestycji w aktywa zawiązane z paliwami kopalnymi się opłaci? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl