Polski rynek gazu jest najgorszy w Unii Europejskiej

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 czerwca 2020, 06:02
Polska jest w czołówce państw UE, jeśli chodzi o utrudnianie życia uczestnikom rynku gazu. Mamy podwójne koncesje, obowiązek magazynowy, obowiązek dywersyfikacji, obligo giełdowe. Inne kraje dają sobie radę bez tego.

Takie wnioski płyną ze studium, sporządzonego na zamówienie DG Energy (Generalnego Dyrektoriatu ds. Energii Komisji Europejskiej).

Głównym zadaniem studium jest identyfikacja barier, komplikujących wejście na lokalne rynki gazu, które - jak wiadomo, mają odegrać znaczącą rolę w procesie transformacji i dekarbonizacji. I od razu Polska ląduje na przysłowiowym widelcu: jest jedynym krajem w Unii, który wymaga licencji (koncesji) na obrót gazem z zagranicą. I rzeczywiście, w polskim porządku prawnym mamy dwa rodzaje koncesji: OPG na obrót paliwami gazowymi w kraju, oraz OPZ - na obrót z zagranicą.

Jak jest w innych państwach członkowskich? Najwięcej, bo po osiem krajów wymaga albo jednaj koncesji zintegrowanej, albo prostego zgłoszenia działalności. W sześciu państwach Unii, w tym w Niemczech, Belgii, Finlandii i Danii w ogóle nic nie trzeba. Traderzy, którzy nie handlują produktami dostarczanymi bezpośrednio do klienta, jedynie rejestrują się w wirtualnym punkcie obrotu. Jeżeli mają w ofercie fizyczną dostawę towaru, dostęp do sieci gazowej dostają bezpośrednio od operatora przesyłowego (TSO), bez zawracania głowy regulatorowi.

W raporcie ocenia się, że wymóg posiadania dodatkowej koncesji na obrót z zagranicą wygląda na przesadny w stosunku do ochrony interesu publicznego.

Dotkliwa bariera obowiązku magazynowego

Studium pochyla się też nad słynną „ustawą magazynową”, którą zresztą Komisja Europejska już nas ściga. Autorzy raportu przypominają, że szczęśliwy posiadacz koncesji OPZ, jeśli chce rzeczywiście handlować, musi trzymać rezerwy obowiązkowe gazu w wysokości średniego 30-dniowego importu oraz mieć zdolność dostarczenia ich w ciągu maksimum 40 dni.

Wskazuje się też na wymogi dywersyfikacji, określone w tzw. rozporządzeniu dywersyfikacyjnym. W przypadku importu przez tradera, do 2022 r. nie więcej niż 70 proc. towaru może pochodzić z jednego źródła.

Szczególnie w przypadku Polski wygląda to na środek hamowania handlu transgranicznego, a związek miedzy bezpieczeństwem dostaw a dodatkowymi wymaganiami jest trudny do zrozumienia - czytamy w raporcie.

Bezpieczeństwo dostaw dotyczy głównie odbiorców końcowych. Nawet jeśli sprzedawca hurtowy nie wywiąże się ze zobowiązań, zwykle nie ma bezpośredniego wpływu na dostawy do nich - podkreśla się.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: wysokienapiecie
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj