Minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz ma w poniedziałek prezentować posłom propozycje zmian w zasadach opłacania składek ZUS przez przedsiębiorców. Składki mają być niższe o ok. 500 zł dla małych i średnich firm, które spełnią łącznie dwa kryteria – przychody do 10 tys. zł i dochód do 6 tys. zł miesięcznie. Eksperci jednak alarmują, że rząd nie mówi wszystkiego.

– Premier Morawiecki reklamuje swoje rozwiązanie jako najlepsze z możliwych. I właśnie dlatego z dużym niepokojem czekam na szczegółowe rozwiązania – stwierdza prof. Jan Klimek ze Szkoły Głównej Handlowej, przewodniczący zespołu ds. ubezpieczeń społecznych Rady Dialogu Społecznego.

Gdzie jest pułapka? Powszechny system emerytalny działa na prostej zasadzie: wysokość świadczenia na starość zależy od kapitału zgromadzonego na indywidualnych kontach w ZUS i OFE. Jeśli jednak w momencie osiągnięcia wieku emerytalnego wyliczone świadczenie okazuje się niższe od ustawowej emerytury minimalnej (obecnie 1100 zł brutto), to ZUS dopłaca do tej wysokości. Ale tylko pod warunkiem osiągnięcia wymaganego stażu: dla kobiet 20 lat, dla mężczyzn – 25 lat pracy.

>>> Czytaj też: Eksperyment z pensją minimalną w Korei Południowej się nie udał. W Polsce skutki mogą być znacznie gorsze

Szkopuł w tym, że jest jeszcze zasada proporcjonalności, na której opiera się cały system. Zgodnie z art. 87 ust. 3 ustawy o emeryturach i rentach przy obliczaniu okresów składkowych miesiące, w których składki były obliczone od podstawy niższej niż minimalna pensja, uwzględnia się tylko częściowo. – Przykładowo: jeżeli składka jest odprowadzana przez cztery miesiące w kwocie wyliczonej od połowy minimalnego wynagrodzenia, to do okresu składkowego nie liczy się czterech miesięcy, lecz tylko dwa – wyjaśnia Bogusława Nowak-Turowiecka, niezależny ekspert ubezpieczeniowy. Analogicznie, jeśli przedsiębiorca przez 20 lat będzie opłacał „preferencyjne” składki, to dla osiągnięcia minimalnej emerytury będzie musiał pracować dłużej, nawet o 10 lat, bo do okresu składkowego zaliczy tylko 10. – Albo na koniec życia dostanie grosze – dodaje ekspertka.

Mniejszy ZUS dla firm to nie tylko korzyści. Jest kilka pułapek

Mali przedsiębiorcy nie wypracują emerytury gwarantowanej przez państwo, jeśli będą opłacać składki od podstawy niższej niż płaca minimalna. Rząd pracuje nad założeniami do kolejnej ulgi dla przedsiębiorców. Tym razem osoby prowadzące małe i średnie przedsiębiorstwa mają opłacać składki od dochodu.

Nowe rozwiązanie

Jak wyjaśnił DGP departament komunikacji Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, nowa propozycja bazuje na rozwiązaniach przyjętych przy małej działalności gospodarczej (MDG), z tym że zmiana obejmie tych przedsiębiorców, którzy w 2019 r. osiągną maksymalnie 120 tys. zł przychodu w skali roku (wobec obecnie obowiązującego progu 30-krotności minimalnego wynagrodzenia). Składki będą opłacane od miesięcznego dochodu.

– I to może być gwoździem do trumny małych firm, bo pojawią się nowe obowiązki biurokratyczne związane z przeliczaniem składek w zależności od przychodu i dochodu firmy. A to wszystko kosztuje – podkreśla Dorota Wanda Wolicka, przedsiębiorca z Wrocławia. – Dodatkowym problemem może być rozliczenie miesięczne. W mojej firmy jest sezonowość. Przez kilka miesięcy w roku mam klientów. Czy to oznacza, że w tym okresie mam płacić wysokie składki, tracąc ulgę? To może lepiej wprowadzić rozliczenie roczne? – pyta.

>>> Czytaj też: Więcej pieniędzy? Ludzie chcą podwyżki płacy, więc ją dostaną [SONDAŻ]

Niska emerytura

Na inne zagrożenia związane z nowym pomysłem rządu zwracają uwagę związkowcy.

– OPZZ krytycznie podchodzi do nowej ulgi. W naszej ocenie obecnie obowiązujące rozwiązania są wystarczające. I nie ma powodu tworzyć nowych – wyjaśnia Bogdan Grzybowski, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej OPZZ, członek Rady Nadzorczej ZUS.

– Kolejne zmiany dodatkowo komplikują system ubezpieczeniowy dla przedsiębiorców. I chociaż są oczekiwane przez małe i średnie firmy, to niosą z sobą niebezpieczeństwo, że takie osoby nie zgromadzą składek wymaganych do wypłaty minimalnej emerytury – podkreśla Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, członek Rady Dialogu Społecznego.

Zdaniem ekspertów sprawa jest poważna, bo z dotychczasowych ulg można było korzystać tylko przez ograniczony czas (patrz: grafika). A nie wiadomo, jak będzie w przypadku nowego rozwiązania.

– To nieodpowiedzialność rządu, że zachęca prowadzących działalność do niepłacenia składek – dodaje Bogdan Grzybowski. – Ubezpieczeni powinni mieć świadomość tego, że im wyższe składki – tym wyższa emerytura, i odwrotnie. Im składka mniejsza – tym potem mniejsze świadczenie.

Radość z obniżki

Ale to nie koniec zmian. Jedną ze spraw, które wymagają szybkiego rozwiązania, jest obowiązkowy ryczałt przy opłacaniu składek na ZUS.

– W tej chwili zrobiono znaczący krok w tym kierunku – wyjaśnia DGP Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców. – W ramach zaproponowanej przez premiera Mateusza Morawieckiego zmiany, nazwanej „ZUS plus”, ok. 250 tys. przedsiębiorców będzie mogło zapłacić składkę proporcjonalnie do dochodu. Jednak pozostałych 950 tys. nadal będzie rozliczać się ryczałtem. Dlatego będę robić wszystko, żeby został zniesiony ryczałt dla wszystkich prowadzących działalność gospodarczą, bowiem tak naprawdę jest to zabójstwo dla firm – dodaje.

Adam Abramowicz zwraca uwagę, że z jednej strony państwo zachęca Polaków do zakładania własnej działalności, ale po upływie 2,5 roku przedsiębiorcy muszą się zmierzyć z koniecznością opłacania składek liczonych od 60 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego. I wówczas okazuje się, że nie każdy z prowadzących szczególnie mikro firmy ma pieniądze na tak dużą daninę. Co więc byłoby najlepszym rozwiązaniem?

– Małe i średnie firmy powinny mieć możliwość opłacania składek w zależności od dochodu – podkreśla Adam Abramowicz. – Gdyby przyjąć proporcję, podobną do tej, jaka obowiązuje dzisiaj w przypadku pracowników na etatach i umowach zlecenia, to przy wysokich dochodach właściciele firm mogliby zapłacić wyższe składki, niż obecnie płacą przy zryczałtowanym ZUS. Ale i na to jest sposób. Można ograniczyć maksymalną składkę np. do wysokości obecnego ryczałtu, podobnie jak jest z 30-krotnością dla pracowników – dodaje.

Innym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie systemu niemieckiego, polegającego na dobrowolności opłacania składek. W takim przypadku na przedsiębiorcę spadnie obowiązek zapewnienia sobie w przyszłości emerytury. Minister Abramowicz zwraca uwagę, że obecny system emerytalny zachęca do płacenia składek. I to od każdego przedsiębiorcy zależy, jaką w przyszłości będzie mieć emeryturę.

– Nie można nadal utrzymywać represyjnych rozwiązań, że ZUS ma prawo sprzedać mieszkanie przedsiębiorcy tylko po to, żeby pieniądze w ten sposób uzyskane wpłacić na jego konto, z którego w przyszłości, jeżeli dożyje pod mostem, będzie mu wypłacana emerytura – podkreśla minister Abramowicz.

Dodatkowe oszczędzanie

Na inny aspekt problemu zwraca uwagę Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

– Konieczna jest kampania informująca o tym, że obowiązuje zasada proporcjonalności przy ustalaniu wysokości emerytur. A niskie składki nie wystarczą do otrzymania godnego świadczenia – zauważa Marek Kowalski. – Jednocześnie przedsiębiorcy powinni sami decydować o tym, że oszczędności wynikające z opłacania niższych składek przeznacza na dodatkowe ubezpieczenia emerytalne – dodaje.

I dlatego Federacja Przedsiębiorców Polskich proponuje, żeby obliczanie wysokości składek na ubezpieczenia społeczne z tytułu działalności gospodarczej było proporcjonalne do dochodu.

– Ale należy wprowadzić limit, żeby suma składek nie przekroczyła 3500 zł miesięcznie – dodaje Marek Kowalski.

>>> Czytaj też: Pieniądze uciekają z Polski. Z powodu rajów podatkowych tracimy rocznie 4 mld zł