Główny Urząd Statystyczny podał we wtorek, że sprzedaż detaliczna w cenach stałych w czerwcu 2020 r. spadła o 1,3 proc. w ujęciu rocznym, a w ujęciu miesięcznym wzrosła o 8,4 proc. Sprzedaż detaliczna w cenach bieżących spadła w ubiegłym miesiącu o 1,9 proc. rdr.

"Szczegóły odczytu przynoszą kilka zaskoczeń w stosunku do naszych założeń. Po pierwsze, lepszy wynik zanotowano w sprzedaży samochodów (-6,4 proc. wobec 12 proc. r/r). Po drugie, nieznacznie wolniej w czerwcu spadała sprzedaż żywności i paliw (różnice rzędu 1 pkt. proc.). Po trzecie, sprzedaż odzieży i obuwia okazała się być wyraźnie słabsza od naszych prognoz (spadek o 3,7 proc. r/r wobec prognozy wzrostu o 7 proc. r/r). Wreszcie, delikatnie zaskoczyła na plus kategoria Pozostałe (-6,3 proc. r/r wobec prognozy -10 proc. r/r)" - napisał w komentarzu ekspert Piotr Bartkiewicz z zespołu Analiz i Prognoz Rynkowych Banku Pekao.

Zdaniem Bartkiewicza, "dane za czerwiec pokazują w sposób wyraźny, że odbicie sprzedaży detalicznej jest obecnie napędzane w największym stopniu przez sprzedaż dóbr trwałego użytku – dość powiedzieć, że dynamika sprzedaży mebli i sprzętu RTV i AGD była w ostatnim miesiącu najwyższa od kwietnia 2019 r."

Ekspert Pekao podkreślił, że czerwcowe dane potwierdzają wnioski, które można było wysnuć już miesiąc temu.

"Odbicie w sprzedaży detalicznej po okresie zamrożenia gospodarki pozostaje V-kształtne i nie straciło nic ze swojej dynamiki po początkowym okresie realizacji popytu odroczonego. Sprzyja temu stosunkowo dobry stan rynku pracy, zabezpieczenie dochodowe w postaci różnego rodzaju świadczeń i brak realizacji najgorszych epidemicznych scenariuszy w Polsce. Efekt to V-kształtna trajektoria zarówno nastrojów konsumenckich, jak i wydatków sklepowych" - przekazał.

Reklama

Jak wskazał, w przypadku konsumpcji prywatnej największą niewiadomą pozostają wciąż usługi konsumenckie, na temat których w oparciu o dane miesięczne nie można zbyt wiele powiedzieć.

"Monitoring naszych wewnętrznych danych transakcyjnych wskazuje jednak na to, że typy wydatków, co do których spodziewaliśmy najtrwalszego wpływu epidemii (usługi hotelowe, transport lotniczy, turystyka), charakteryzuje obecnie najwolniejszy wzrost w stosunku do epidemicznego dołka z połowy kwietnia" - czytamy w komentarzu.

Bartkiewicz podkreślił, że mimo lepszych od oczekiwań czerwcowych odczytów produkcji przemysłowej oraz sprzedaży detalicznej Pekao nie zdecydowało się na rewizję ich prognoz dotyczących tempa wzrostu polskiego PKB w II kw. 2020.

"Skala niepewności dotycząca aktywności sektorów usługowych, w których spodziewane jest znaczące załamanie w II kw. 2020, a na temat których niewiele możemy powiedzieć w oparciu o miesięczne dane, jest wysoka. Dlatego dalej zakładamy spadek polskiego PKB w II kw. 2020 w tempie dwucyfrowym (-10,3 proc. r/r) przy spadku konsumpcji o 12 proc. r/r (z ryzykiem w górę) i jeszcze głębszym załamaniu inwestycji (o 14 proc. r/r)" - przekazał Bartkiewicz.

Jak dodał, Pekao zakłada także, że realizacja odroczonego popytu zagranicznego po otwarciu europejskich granic przełożyła się na pozytywny wkład do PKB eksportu netto. "W całym 2020 r. prognozujemy spadek PKB o 4,4 proc." - napisał.