Manipulacja ma długą tradycję. Jej współczesna odmiana korzeniami sięga czasów propagandy sukcesu PRL

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 września 2020, 13:38
Propaganda
<p>Propaganda</p>/ShutterStock
Któż zna się lepiej na robieniu propagandy od ludzi, którzy przez dekady zjedli na niej zęby? Dlatego w nowych czasach spuścizna po starych specach znów jest w cenie.

Poważne media zajmowały się kiedyś przekazywaniem informacji, oddzielając je od opinii i dbając o wiarygodność źródeł. Ideowa linia redakcji nie mogła wpływać na prawdziwość udostępnianych wiadomości, ponieważ obawiano się utraty zaufania odbiorców (od koloryzowania rzeczywistości były brukowce). Zbytnie spoufalanie się z jakąś partią oznaczało sprowadzenie się do roli jej organu medialnego, a to groziło nadszarpnięciem wiarygodności. Tak było od połowy XX w. i to tylko w krajach demokratycznych.

Te standardy są już przeszłością. Polaryzacja społeczeństw oraz scen politycznych, a także pojawienie się mediów społecznościowych przyniosły radykalną zmianę. Tradycyjne media zamiast pełnej palety informacji zaczęły przekazywać ich wybiórczą interpretację. Ów wybór zależy od opcji politycznej, na którą się pozycjonują, oraz grona dobrowolnie zamykających się w informacyjnej bańce odbiorców. W efekcie chodzi nie o informację, lecz o utwardzanie ścian własnej medialnej bańki, by zamknięci w niej ludzie nie zaglądali do innych, obcych ideowo baniek.

W tym procesie Polska nawet wyprzedza Zachód, bo stare standardy wolności słowa nie zdążyły się nad Wisłą dobrze zakorzenić, a uczynienie z mediów publicznych tuby propagandowej rządu przyśpieszyło te zmiany. W rodzącej się obecnie nowej normalności bezcenne okazują się doświadczenia oraz dorobek takich osób, jak promowany ostatnio przez opiniotwórcze tytuły Jerzy Urban. W czasach komunistycznego reżimu wraz z kolegami doskonalił on umiejętność takiego operowania informacją, by odbiorca nie silił się na samodzielne myślenie.

Dziennikarstwo polityczne

Redaktor Mieczysław F. Rakowski w latach 70. często powtarzał podwładnym, że dziennikarz musi być również politykiem i rozpatrywać to, co pisze, pod kątem politycznych priorytetów oraz skutków. Jako że był jednocześnie członkiem Komitetu Centralnego PZPR, redaktorem naczelnym organu prasowego partii – tygodnika „Polityka” – i posłem na Sejm, nikt w redakcji nie wątpił, iż wytyczne szefa są jak najbardziej uzasadnione. Komentując je w swoim dzienniku, sławny wówczas krytyk filmowy Krzysztof Mętrak notował: „Dziennikarstwo jest demagogią. Dlatego o Jerzym Urbanie mówią «świetny dziennikarz»”. Do osoby czołowego publicysty „Polityki” nie żywił przy tym zbyt ciepłych uczuć. „Kreatura grająca po stronie komunistów” – charakteryzował utalentowanego propagandzistę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj