Wiele wskazuje, że to optymistyczny wariant, bo odczytanie wyroku sąd rozłożył na 30 sesji, które zajmą łącznie około 150 godzin. Dzisiaj musimy się zadowolić jedynie informacją, że małżeństwo P. jest winne.

Sędzia Sądu Okręgowego w Gdańsku Lidia Jedynak musi przeczytać blisko 9 tys. stron wyroku jak książkę, od początku do końca, a wymiar kary jest dopiero w 60. tomie akt, więc akcja będzie się rozgrywała wolno. Najpierw poznamy historię krzywdy wyrządzonej 18 tys. poszkodowanych w piramidzie finansowej. Nie, to nie jest żart. To polski wymiar sprawiedliwości, głęboko „reformowany” przez PiS z ministrem sprawiedliwości, prokuratorem generalnym Zbigniewem Ziobrą na czele.

Sędzia Jedynak swoim wyczynem nie dostanie się do Księgi rekordów Guinnessa, bo rekord czytania ciągłego należy do Nigeryjczyka, który siedział nad książkami ciągiem przez 120 godzin, a ona będzie robiła sobie przerwy. Dlaczego będzie robiła przerwy, da się zrozumieć, trudniej pojąć, dlaczego podjęła decyzję o takim sposobie prezentowania wyroku w sprawie, która budzi wielkie emocje i w której wymiar sprawiedliwości, służby, administracja rządowa wielokrotnie zawiodły. Dodatkowo prokurator wnioskuje aż o 25 lat więzienia, więc napięcie przed ogłoszeniem decyzji sądu jest spore. Oczywiście sędzia powie, że procedura karna nie pozostawia jej wyboru i musi narazić struny głosowe. Jednak znany karnista prof. Piotr Kruszyński twierdzi, że wystarczy sentencja wyroku, ale już za późno, saga Amber Gold będzie czytana w całości, a odcinek 60. zapowiada się najciekawiej.

Obserwując absurdy całej sprawy Amber Gold, warto odnotować słowa wiceministra Marcina Warchoła z ekipy wielkich „reformatorów” wymiaru sprawiedliwości w obecnym rządzie. Stwierdził, że taka metoda prezentacji to nie wina sędziego, prokuratorów czy kogokolwiek innego. – Po prostu przepisy są zupełnie niedzisiejsze. Sytuacja z ogłaszaniem wyroku w sprawie twórców Amber Gold najlepiej pokazuje zasadność projektowanych przez nas zmian w kodeksie postępowania karnego – mówił.

Tyle że do tej pory „reformy” skoncentrowały się na przejęciu Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego czy Krajowej Rady Sądownictwa, na tym, że sędzia ukradł pendrive,a, spodnie, część wiertarki czy 50 zł. Całe to reformowanie jest niczym remont kościoła w filmie „Kler”. Ksiądz, grany przez Roberta Więckiewicza, nie jest zadowolony, że budynek będzie miał nowe rynny. „Chodzi o to, żeby zbierać, nie o to, żeby zebrać i skończyć zbieranie” – mówi. Tak samo jest z „reformami” wymiaru sprawiedliwości – poszkodowani przez Amber Gold ich nie odczuwają, generalnie suweren nic z nich nie ma. Politycy podważają zaufanie do sędziów, sędziowie bronią się mało mądrze i dają wykorzystać w bieżącej wojence rządzących z opozycją.

Prawdziwym testem na sprawność wymiaru sprawiedliwości będzie kolejna sprawa, która skalą przykrywa Amber Gold, czyli afera GetBacku. Straty są większe, poszkodowani liczniejsi, a materia znacznie bardziej skomplikowana. Prokuratura, na którą – od kiedy przejął w niej stery Ziobro – wylewa się kubły pomyj, w sprawie GetBacku działa sprawnie, co nie znaczy, że nie popełnia błędów. Jednak to tylko jeden element wymiaru sprawiedliwości, a poszkodowanym obligatariuszom, akcjonariuszom i certyfikariuszom należy się sprawiedliwość, i to relatywnie szybko. To kwestia zaufania do prokuratury i sądów. Sprawa Amber Gold nie nastraja optymistycznie, bo wymiar sprawiedliwości od początku do końca nie ustrzegł się piramidalnych głupot.

>>> Czytaj też: Ogłaszanie wyroku ws. Amber Gold może potrwać ok. 3 miesięcy