Resorty skarbu i kultury rozmawiają o przyszłości Polskich Nagrań i Polskiego Wydawnictwa Muzycznego – potwierdza Katarzyna Kozłowska, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa. – Chcemy zabezpieczyć posiadane zasoby zaliczane do dziedzictwa narodowego – mówi i zastrzega, że dziś nie jest rozważane przekazanie spółek do Ministerstwa Kultury, lecz tylko zasobów uznanych za najbardziej wartościowe. Jeżeli resorty dojdą do porozumienia, prawa do zasobów wniesione zostaną do nowej instytucji kultury, czyli zakładu o charakterze publicznym, finansowanego także ze środków publicznych.

Maciej Babczyński, rzecznik prasowy ministra kultury i dziedzictwa narodowego, zdradza, że resortowi najbardziej zależy na szybkim zabezpieczeniu zasobów Polskich Nagrań, które są w likwidacji.

Polskie Nagrania pod obecną nazwą funkcjonują od 2005 r., jednak ich historia sięga dwudziestolecia międzywojennego. Spółka zajmuje się działalnością wydawniczą w segmencie fonograficznym, obrotem prawami autorskimi i pokrewnymi oraz usługami związanymi z obróbką dźwięku. Roczne przychody z tej działalności wynoszą ok. 3 mln zł. W 2011 r. (to najnowsze dane) Polskie Nagrania miały ponad 200 tys. zł zysku netto.

Trzy razy wyższe przychody roczne notuje Polskie Wydawnictwo Muzyczne, nasze najstarsze i największe wydawnictwo muzyczne. Ta spółka też zarabia, choć niewiele, bo tylko kilkadziesiąt tysięcy rocznie. I nie na płytach, jak Polskie Nagrania, lecz na wydaniu nut, książek i obrocie prawami autorskimi.

Przedstawiciele PWM nie chcą spekulować w sprawie planowanych przez resorty przekształceń. Jerzy Sławek, syndyk Polskich Nagrań, zastrzega, że firma musi najpierw przejść przez postępowanie likwidacyjne. Dopiero potem Skarb Państwa jako właściciel będzie mógł realizować wobec niej własne plany. Polskie Nagrania dysponują majątkiem wycenianym na ok. 20 mln zł. – Nieuregulowane wierzytelności to tylko ok. 10 proc. tej wartości – twierdzi syndyk.

Reklama

Sławek nie chce zdradzić, komu firma zalega z płatnościami. MSP potwierdza jednak, że syndyk ma do zapłacenia ok. 2 mln zł, z czego największa część powinna trafić do spadkobierców Anny German.

Polskie Nagrania mają prawa do 34 tys. utworów muzycznych. – To bardzo wartościowe aktywa i można na nich dobrze zarabiać. Trzeba jednak wiedzieć, jak nimi zarządzać – podkreśla Piotr Kabaj, szef prywatnej wytwórni Pomaton EMI.

W tym kontekście podaje przykład Anny German. Pomaton wydał niedawno składankę jej utworów, sprzedając na fali popularności telewizyjnego serialu 25 tys. egzemplarzy krążka. Firma kierowana przez Kabaja szykuje się teraz do nowego wydania składanki, a jeszcze rok temu z trudem mogła znaleźć 2 tys. chętnych na takie nagrania. Według Kabaja nie należy wykluczać, że w przyszłym sezonie sercami Polaków zawładnie artysta z lat 50. czy 60., do którego prawa mają Polskie Nagrania. Sprzeciwia się jednak kojarzeniu ochrony dziedzictwa narodowego z instytucjami państwowymi. Pomaton takie katalogi, jak te posiadane przez Polskie Nagrania chroni np. w Czechach i nikt jak do tej pory nie narzekał, że są one tam w jakiś nadzwyczajny sposób zagrożone.