Rośnie fala pozwów o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału, które banki kierują do sądów przeciwko frankowiczom. Choć ZBP nie ma jeszcze danych dotyczących skali tego zjawiska, gdyż ten proces dopiero się rozpoczął, to o pozywaniu klientów o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału informował np. bank Millenium.

Zdaniem Tadeusza Białka, pozywanie frankowiczów o zwrot kapitału i zwrot wynagrodzenia za korzystanie z kapitału przez wyrok Sądu Najwyższego jest formą obrony roszczeń banków w związku z wyrażonym przez Sąd Najwyższy sposobem liczenia 3-letniego terminu przedawnienia od zakwestionowania przez klientów klauzul w umowach na skutek złożenia pozwów przez tych klientów. W jego ocenie, te pozwy nie mają wpływu na proces zawierania ugód, w szczególności wobec tych klientów, którzy nie są w sporze sądowym z bankiem.

Reklama

Wiceprezes ZBP ocenił, że składanie tych pozwów przez banki jest konsekwencją orzeczenia Sądu Najwyższego w składzie siedmiu sędziów z maja br, "w którym wyrażono wyżej wspomniany termin liczenia przedawnienia, ale także przychylono się do teorii dwóch kondykcji, zamiast teorii salda przy zwrocie wzajemnych roszczeń stron, gdy upadnie umowa".

Majowa uchwała SN, której nadano moc zasady prawnej, podtrzymała wcześniejsze stanowisko tego sądu, iż w przypadku unieważnienia umowy o kredyt walutowy do rozliczenia banku i klienta ma zastosowanie tzw. zasada dwóch kondykcji, a nie przeciwstawiana jej teoria salda. To oznacza, że każde roszczenie zarówno kredytobiorcy jak i banku o wydanie wzbogacenia należy traktować oddzielnie i niezależnie od drugiego. (Zgodnie z teorią salda obowiązek zwrotu obciąża tylko tę stronę, która uzyskała większą korzyść).

SN orzekł także w maju, że bank może żądać zwrotu świadczenia od chwili, w której umowa kredytu stała się trwale bezskuteczna, a bezskuteczność staje się definitywna, kiedy należycie poinformowany konsument nie wyraził zgody na abuzywne postanowienia lub sprzeciwił się skorzystaniu z ochrony przed nieważnością umowy.

"Niestety - mimo naszych wielokrotnych ostrzeżeń, iż jest to kompletnie nieżyciowe i niekorzystne także dla sądów rozwiązanie - SN przychylił się do teorii dwóch kondykcji zamiast teorii salda, którą sądy wcześniej preferowały ze względu na ekonomikę procesową. W rezultacie tej decyzji oraz w związku z tym, że postanowiono, iż trzyletni termin przedawnienia roszczeń banków liczy się od momentu złożenia przez klienta oświadczenia, że nie zgadza się na dalsze utrzymywanie umowy w związku z klauzulami abuzywnymi, banki muszą bronić swoich racji na drodze procesu" - podkreślił Białek.

Zdaniem wiceprezesa ZBP sytuację, w której klienci wytoczyli pozwy przeciwko bankom, należy rozumieć jako zakwestionowanie istnienia klauzul denominacyjnych lub indeksacyjnych w umowach.

"Pozew przerywa bieg przedawnienia. Działania banków, jak wspomniałem, są konsekwencją uchwały SN z maja. Ta uchwała starała się być oczywiście racjonalna, przekreślając jednocześnie jakieś absurdalne wizje mieszkania za darmo, ale spowodowała też kłopoty operacyjne, opowiadając się za przyjęciem nieżyciowej, akademickiej teorii dwóch kondykcji, która przede wszystkim jest szkodliwa dla samych sądów, bo praktycznie podwaja liczbę pozwów" - zaznaczył Białek.

Zdaniem wiceprezesa ZBP działania sądowe banków to "proces całkiem niezależny od procesu zawierania ugód, który toczy się już w wypadku kilku banków, a kolejne rozważają przystąpienie do niego".

"Przedstawianie ugód klientom na masową skalę to skomplikowana operacja pod względem logistycznym, operacyjnym i prawnym, więc nie dzieje się to z dnia na dzień. Ten proces nabiera tempa i mamy nadzieję, że coraz więcej banków i klientów będzie do niego przystępować" - zaznaczył Białek.