"Z takim fenomenem nie mieliśmy do czynienia od co najmniej 2005 roku, czyli od kiedy NBP publikuje odpowiednie dane" - wskazał ekonomista w opublikowanej w piątek analizie. Jego zdaniem sytuacja taka utrzyma się "co najmniej przez jakiś czas, co sugerują najnowsze dane i prognozy".

Według niego powody są dwa - historycznie najniższe oprocentowanie kredytów i "wzmożona inflacja".

"Najnowsze dane banku centralnego mówią o tym, że przeciętny kredyt hipoteczny spłacany w październiku był oprocentowany na 2,3 proc. Dla porównania inflacja w październiku była wyższa (3,1 proc. wg danych GUS), a przez kolejnych 12 miesięcy ma wynosić także sporo, bo około 2,6 proc." - wyjaśnił główny analityk HRE Investments. Dodał, że taki scenariusz analitycy NBP uznają za najbardziej prawdopodobny.

"To znaczy, że siła nabywcza pieniędzy będzie spadała szybciej niż banki będą dopisywać odsetki do długów hipotecznych" - podkreślił.

Turek wskazał, że prognozy przygotowane przez analityków NBP sugerują, iż za rok GUS poinformuje o inflacji na poziomie 2,6 proc. W kolejnych 12 miesiącach ceny w sklepach, na stacjach i w punktach usługowych mają wzrosnąć o kolejne 3,1 proc.

Reklama

"Dziś dostępne notowania kontraktów terminowych sugerują natomiast, że oprocentowanie hipotek zmieni się przez kolejne lata jedynie nieznacznie - do końca 2022 roku nie powinno przekroczyć 2,5 proc." - poinformował, powołując się na obecne kontrakty terminowe na stopę procentową.

"Jeśli tak faktycznie się stanie, to przez dwa lata oprocentowanie statystycznego złotowego kredytu mieszkaniowego będzie niższe niż inflacja" - zaznaczył. Dodał, że siła nabywcza kapitału pożyczonego przez banki będzie więc spadała szybciej, niż naliczane będą odsetki od kredytu.

Zauważył, że najniższe oprocentowanie kredytów mieszkaniowych w Polsce to dziś zasługa działań Rady Polityki Pieniężnej.

"Ta, dając odpór epidemicznym kłopotom w gospodarce, obniżyła podstawową stopę procentową niemal do zera. To bezpośrednio wpływa na koszt pieniądza, po którym banki pożyczają sobie wzajemnie pieniądze na rynku międzybankowym. Od tego znowu kosztu (stawka WIBOR) zależy oprocentowanie prawie wszystkich złotowych kredytów mieszkaniowych w Polsce" - wskazał.

Jeśli np. gospodarka będzie się miała lepiej, to RPP - jak dodał - może zdecydować się na podwyżki stóp procentowych i w efekcie wzrosną też raty dziś spłacanych kredytów mieszkaniowych.

Według analityka, prognozy sugerują jednak, że nie stanie się to szybko. "Pierwsza podwyżka jest spodziewana najwcześniej w 2022 roku. Co więcej, nawet jak już do podwyżek będzie dochodziło, to dziś ekonomiści spodziewają się, że będą one dość powolne. W efekcie do poziomu stóp procentowych sprzed epidemii mamy dojść dopiero na przełomie 2029 i 2030 roku" - zaznaczył.

Dodał, że tak wygląda obraz przyszłości kreślony przez dzisiejsze notowania kontraktów terminowych na stopy procentowe. (PAP)