Dzisiaj w nocy wypowiedź Donalda Trumpa była jednym z katalizatorów odwrócenie się negatywnych nastrojów. Amerykański prezydent zauważył, że wojny handlowe osłabiają gospodarkę Chin, i stwierdził, że oczekuje porozumienia na linii Chiny – USA. W efekcie japoński Nikkei zakończył sesję dużym wzrostem o 2,61%, a wiele walut zaczęło zyskiwać w relacji do dolara. Kontrakty terminowe na niemiecki indeks DAX mocno zyskują. Zapowiada się więc ciekawy i pracowity poranek dla inwestorów w całej Europie, w tym w Warszawie.

Warto jednak przypomnieć, że optymizm z Azji przychodzi w momencie, gdy sytuacja „byków" na GPW komplikuje się. Oczywiście dopóki poziom 2350 pkt. na WIG20 pozostaje wybroniony, inwestorzy mogą z pewnym dystansem podchodzić do osłabiania się nastrojów. Ale słabość polskich akcji w sytuacji dużego spokoju na Wall Street może niepokoić, ponieważ pokazuje, że warszawskiemu parkietowi brakuje paliwa do wzrostów, nawet w sprzyjającym otoczeniu międzynarodowym. Dzisiaj sesja może dostarczyć wskazówek, czy na GPW dalej jest chęć kupowania akcji.

Inwestorów straszyć może również fakt, że szczyt na WIG20 w styczniu został wyznaczony przy znacznie większej aktywności inwestorów niż drugi szczyt na początku lutego. W przypadku wyraźnego zejścia poniżej 2350 pkt. pojawią się więc obawy, że przez ostatnie kilkanaście sesji budowana była formacja odwrócenia trendu rozpoczętego w listopadzie. Taki podwójny szczyt na szczęście nie miałby dużego zasięgu, ale bez wątpienia mógłby podminować nastroje „byków" na następne tygodnie. Słabość rynków wschodzących widać też w wartości dających na nie ekspozycję i notowanych w USD funduszach typu ETF.

Inwestorzy na GPW obawiają się też słabości PLN. Indeks złotego przebił wsparcia z listopada i stycznia, by w efekcie zanotować wczoraj kurs najniższy od połowy sierpnia ubiegłego roku. Głównym powodem wyprzedaży jest skierowanie się inwestorów w stronę dolara. To nie pierwszy raz w ostatnich 12 miesiącach, gdy wzrosty USD powodują wyprzedaż wielu walut rynków wschodzących, w tym złotego. Saga Brexitu i coraz większa słabość gospodarek Strefy euro nie poprawiają inwestorom nastroju. Pojawiły się pierwsze głosy analityków oczekujących recesji nawet już w tym roku. Chaos na światowe rynki mógłby wprowadzić twardy Brexit. Strony negocjacji zdają sobie z tego sprawę, ale nikt nie wie, na co stać decydentów z Wielkiej Brytanii.

Dzisiaj GUS nie publikuje żadnych danych, a odczyty makroekonomiczne spływające zza granicy również nie będą należały do kluczowych. Sprzedaż detaliczna liczona indeksem Redbook oraz raport JOLTS dotyczący nowych miejsc pracy, oba z rynku amerykańskiego, nie są danymi, na które rynek ostatnio zwraca uwagę. 

>>> Czytaj też: Czy marzenia Donalda Trumpa o taniej ropie się spełnią? To możliwe [OPINIA]