Jeszcze przed kilkoma tygodniami nie brakowało obaw o to, jak wybory prezydenckie w USA wpłyną na giełdy. Oceniano za bardziej sprzyjający dla rynków finansowych ponowny wybór Donalda Trumpa. Zwłaszcza Wall Street chciało widzieć Trumpa w Białym Domu. Znamy wynik wyborów, a reakcja inwestorów okazała się optymistyczna.

Wyniki wyborów nie zaszkodziły giełdowym indeksom. Szybko notowania S&P 500 znalazły się na nowych, historycznych szczytach.

- Największy wpływ na zachowania inwestorów ma polityka banków centralnych, która wymusza na inwestorach podejmowanie ryzyka – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – To zwłaszcza polityka Fed sprawia, że inwestorzy są w kleszczach, bo z jednej strony mamy niepokojące wiadomości o pandemii, gdy z drugiej mamy zerowe stopy procentowe. I to jest powód tego, że po kolejnych spadkach indeksy giełdowe bardzo szybko wracają do wysokich poziomów.

Od wiosny 2020 r. ta sytuacja się nie zmienia. Efekt kleszczy oddziałuje bardziej niż spory o konsekwencje wyborów prezydenckich w USA. To może się zmienić, jeżeli okaże się, że Demokratom wystarcz sił, aby bardziej obciążyć podatkami największe korporacje.

Reklama

- Ważna okaże się sprawa wytoczona przez Departament Sprawiedliwości spółce Google, której zarzucono stosowanie praktyk monopolistycznych – komentuje ekspert XTB. – Prawdopodobnie szybko dowiemy się czy Biały Dom będzie w stanie coś zrobić.

Co także istotne w tym sporze, przejmowanie rzeczywistej władzy przez nowego prezydenta trwa w USA zwykle około trzech miesięcy. Zanim Joe Biden zostanie formalnie prezydentem Demokraci i Republikanie będą negocjować wielkość nowego pakietu pomocy finansowej dla gospodarki. Taki pakiet wejdzie w życie najwcześniej w lutym 2021 r. I będzie to związane dalszym rozluźnianiem polityki pieniężnej. Dodrukowywanie pieniędzy nasili efekt kleszczy.

Ten kryzys właśnie dlatego tak bardzo różni się od poprzednich. Inna jest sytuacja związana na przykład z oprocentowaniem obligacji skarbowych. I nie tylko w USA.

- Warto przypomnieć, że w szczytowym momencie poprzedniego kryzysu rentowność polskich obligacji 10-letnich wzrosła w okolice 8 proc., gdy dziś jest to niewiele powyżej 1 proc. – dodaje Kwiecień. – To najlepiej pokazuje w jakiej sytuacji są dziś inwestorzy, którzy chcą chronić swoje oszczędności.