Źródłem niechęci do naszej waluty jest jednak też mobilizacja w Rosji, która może zwiastować eskalację działań wojennych za naszą wschodnią granicą. Szwajcarscy bankierzy nie ulżą natomiast frankowiczom. Frank jeszcze dziś rano także był najdroższy w historii i pierwszy raz kosztował więcej niż 5 zł.

Dolar pierwszym wyborem inwestorów

Reklama

Dolar korzysta nie tylko na determinacji amerykańskiego banku centralnego w zwalczaniu wzrostu cen. Pozycja USA jako czołowego wydobywcy gazu i ropy zapewnia największej światowej gospodarce większą odporność na kryzys energetyczny i chroni ją przed negatywnymi konsekwencjami w bilansie płatniczym i pogorszeniem pozycji w handlu międzynarodowym. USD od miesięcy pozostaje pierwszym wyborem inwestorów, a utrata tej pozycji będzie musiała wiązać się z poprawą postrzegania innych walut, przede wszystkim euro.

– Do perspektyw wspólnej waluty trudno nie podchodzić sceptycznie, w sytuacji gdy Staremu Kontynentowi zagraża kryzys gazowy i głęboka recesja. Sezon grzewczy jeszcze się na dobre nie zaczął, trudno więc oczekiwać szybkiej zmiany nastawienia. Złoty jako jedna z walut najsilniej powiązanych z koniunkturą w Eurolandzie jest na cenzurowanym. W momencie, gdy wszystkie najważniejsze banki centralne, na czele z Rezerwą Federalną, intensyfikują podwyżki stóp procentowych i zaostrzają kurs, naszej walucie nie pomaga niechęć RPP do kontynuacji cyklu zacieśniania. Pat w sprawie odblokowania finansowania dla Krajowego Planu Odbudowy również nie może być postrzegany pozytywnie – wyjaśnia Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Euro traci, a złoty wpada w tarapaty

75 punktów bazowych po raz trzeci. Rezerwa Federalna utrzymała w środę, 21 września tempo zacieśniania z dwóch poprzednich posiedzeń. Podwyżka stóp procentowych o pełny punkt procentowy, jakiej spodziewała się część ekspertów, nie była konieczna, by dolar ustanawiał rekordy swojej siły.

– Choć lwia część umocnienia amerykańskiej waluty miała miejsce jeszcze przed decyzją Fed i wiązała się z wyparowaniem apetytu na ryzyko po ogłoszeniu mobilizacji w Rosji, to wydźwięk posiedzenia amerykańskich władz monetarnych należy odbierać jako jastrzębi i niedający podstaw to utracenia przez dolara statusu pupila inwestorów – ocenia Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Czwartkowe notowania z rynku walutowego nie zostawiają zresztą złudzeń. USD w relacji do koszyka głównych walut jest najsilniejszy od 20 lat. Euro ustanawia z kolei nowe minima zarówno w relacji do dolara, jak i franka. Złoty szoruje po dnie: kurs CHF/PLN przebił po raz pierwszy w historii 5,0, USD/PLN też ustanawiał rekordy wszech czasów i przekroczył 4,85, a kurs euro może zmierzać w kierunku 4,80 zł. Tylko w tym miesiącu frank podrożał w stosunku do złotego o blisko 5 proc., a dolar o 3,5 proc.

Fed się nie zatrzyma

Z amerykańskiego banku centralnego płynie jasny przekaz: zdławienie uporczywej inflacji jest celem nadrzędnym, nawet za cenę wyhamowania wzrostu gospodarczego. Rozgrzany rynek pracy w USA, na którym zatrudnienie jest wyższe niż przed wybuchem pandemii, a na jednego poszukującego pracy przydają mniej więcej dwa wakaty, wymaga dalszego zdecydowanego zacieśniania. Na myślenie o obniżkach stóp nie pozwala uporczywa inflacja, która do celu powracać będzie zdaniem decydentów bardzo opornie. Zapanowanie nad nią może okazać się niemożliwe bez wzrostu stopy bezrobocia.

Z tego względu należy oczekiwać dalszych zdecydowanych kroków ze strony Rezerwy Federalnej obliczonych na chłodzenie popytu. Decyzje będą zależne od informacji napływających z amerykańskiej gospodarki, niemniej w tej chwili za scenariusz bazowy trzeba przyjmować kolejną podwyżkę o 75 pkt bazowych na początku listopada. Następnie tempo zacieśniania może zostać zredukowane. Cykl podwyżek stóp procentowych w USA może zakończyć się na poziomie 4,6 proc., a dolar pozostanie atrakcyjny do momentu słabnięcia gospodarki USA i bezdyskusyjnego hamowania inflacji.

Padł rekord: ponad 5 zł za franka

W czwartek, 22 września Szwajcarski Bank Narodowy podniósł stopy procentowe o 75 punktów bazowych i do 0,25 proc. Trwająca od końcówki 2014 r. era ujemnego kosztu pieniądza dobiegła zatem końca.

Jeszcze dzień przed decyzją Szwajcarskiego Banku Centralnego kurs franka sforsował barierę 5 zł. Choć tuż po decyzji frank wyraźnie taniał, to trudno liczyć, żeby polityka SNB nagle stała się kulą u nogi szwajcarskiej waluty i wypchnęła notowania EUR/CHF z dołków w kierunku definitywnie przełamanego w czerwcu parytetu. Notowania zadomowiły się kilka procent poniżej tej bariery i nic nie zwiastuje, by taki stan rzeczy miał się odmienić.

– W rezultacie w najbliższych tygodniach mocny spadek kursu franka szwajcarskiego wydaje się mało realny. Jeśli CHF ma tanieć, to za sprawą poprawy nastrojów na globalnych rynkach i wygasania zaniepokojenia światowego kapitału sytuacją na Ukrainie. W tym roku głębszy spadek kursu franka aniżeli do 4,80 zł nawet w optymistycznych scenariuszach jest mało realny – dodaje Bartosz Sawicki z Cinkciarz.pl.

Szwajcarscy bankierzy nie ulżą frankowiczom

Losy szwajcarskiej polityki pieniężnej są nierozerwalnie związane z krokami Europejskiego Banku Centralnego. Szwajcarskim władzom monetarnym zaczęło w tym roku zależeć na sile franka. Ta radykalna odmiana skutkowała szokującą podwyżką stóp w czerwcu i wyprzedzeniem startu cyklu w stosunku do EBC. Jako że pierwszy ruch wykonali szwajcarzy, a frank w relacji do euro pozostaje rekordowo mocny, ostrzejsze środki niż podwyżka o 75 okazały się na dzisiejszym posiedzeniu zbędne.

– W Szwajcarii zdecydowanie nie można jednak wykluczać dalszych mocnych ruchów stóp czy nawet ich zmian pomiędzy planowanymi posiedzeniami. Inwestorzy, widząc, że SNB nie zasypia gruszek w popiele, wszelkie wątpliwości będą rozstrzygać na korzyść franka, wyceniając agresywniejsze zacieśnianie. Europejski Bank Centralny zmierza do zakończenia roku ze stopą depozytową na poziomie 2 proc. Szwajcarskie władze monetarne nie będą chciały zostać zbyt daleko w tyle, gdyż bardzo mocne rozszerzenie się różnicy stóp z czasem działałoby na niekorzyść franka – analizuje Bartosz Sawicki.