Tania energia kusi, ale rachunek może być znacznie wyższy

Rosnące ceny żywności, czynszów, gazu i prądu sprawiają, że coraz więcej gospodarstw domowych szuka oszczędności tam, gdzie się da. Jednym z popularnych rozwiązań jest korzystanie z nocnej taryfy, która najczęściej obowiązuje od godziny dwudziestej drugiej do szóstej rano. W tym czasie energia elektryczna bywa wyraźnie tańsza, co zachęca do uruchamiania pralek.

W teorii wszystko się zgadza. W praktyce jednak oszczędność kilku lub kilkunastu groszy na jednym cyklu prania może prowadzić do konfliktów, których koszt finansowy i emocjonalny okazuje się nieporównywalnie większy.

Hałas, który niesie się po całym pionie

Problem nie dotyczy wyłącznie starych bloków z wielkiej płyty. Coraz częściej skarżą się mieszkańcy nowych osiedli, gdzie cienkie ściany działowe i oszczędna izolacja akustyczna sprawiają, że dźwięki bez trudu przenikają do sąsiednich mieszkań.

Automatyczna pralka, szczególnie starszego typu, potrafi podczas wirowania generować hałas na poziomie siedemdziesięciu, a nawet osiemdziesięciu decybeli. Do tego dochodzą drgania przenoszone przez stropy, rury wodne i konstrukcję budynku. W efekcie dźwięk nie zatrzymuje się u sąsiada zza ściany, lecz potrafi rozchodzić się po całym pionie, docierając kilka pięter wyżej lub niżej.

Dla próbujących spać taka nocna symfonia szybko przestaje być drobną niedogodnością, a staje się realnym zakłóceniem spoczynku. Coraz więcej mieszkańców wie też, że w takiej sytuacji nie trzeba zaciskać zębów i próbować dotrwać do rana.

Jak to jest z pojęciem „ciszy nocnej”

Wiele osób powołuje się na pojęcie „ciszy nocnej”, najczęściej wskazując godziny od dwudziestej drugiej do szóstej rano. Jak wskazuje serwis biznesinfo.pl. problem polega na tym, że takie ramy czasowe nie wynikają wprost z żadnej ustawy. Polskie prawo nie definiuje pojęcia ciszy nocnej ani nie przypisuje mu konkretnych godzin.

Nie oznacza to jednak, że w nocy można robić wszystko. Ochrona spokoju mieszkańców wynika z przepisów Kodeksu Wykroczeń, a konkretnie z artykułu pięćdziesiątego pierwszego, paragrafu pierwszego. Przepis ten jasno wskazuje, że jeśli ktoś hałasem zakłóca spokój, porządek publiczny lub spoczynek nocny, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny – wyjaśnia biznes.info.pl.

Kluczowe znaczenie ma właśnie pojęcie „zakłócania spoczynku nocnego”. Głośna praca pralki w godzinach, w których większość ludzi śpi, może zostać uznana za wykroczenie, nawet jeśli regulamin wspólnoty mieszkaniowej nie wspomina o ciszy nocnej ani słowem.

Policja pod drzwiami to dopiero początek problemów

Jeżeli sąsiad zdecyduje się wezwać policję, funkcjonariusze oceniają sytuację na miejscu. Biorą pod uwagę natężenie hałasu, jego uciążliwość oraz porę dnia. W wielu przypadkach interwencja kończy się pouczeniem lub mandatem, którego wysokość może sięgnąć pięciuset złotych.

To jednak najłagodniejszy scenariusz. Wystarczy odmówić przyjęcia mandatu albo powtarzać nocne hałasowanie, by sprawa trafiła do sądu. Wtedy argumenty w stylu „pralka była cicha” czy „chciałem zaoszczędzić na prądzie” przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.

Sąd może nałożyć grzywnę, gdy hałas staje się uporczywy

Na sali rozpraw stawka rośnie dramatycznie. Sąd może nałożyć grzywnę sięgającą nawet pięciu tysięcy złotych. Jeżeli hałasowanie zostanie uznane za uporczywe, złośliwe albo będące formą nękania sąsiadów, możliwe jest także orzeczenie kary aresztu.

Równolegle konflikt może przenieść się na grunt prawa cywilnego. W grę wchodzą wówczas przepisy dotyczące tak zwanych immisji, czyli oddziaływania na sąsiednie nieruchomości. To otwiera drogę do pozwów o zaniechanie naruszeń lub o zadośćuczynienie finansowe. A wszystko zaczyna się od prania, które nie mogło poczekać do rana.

Balkon pełen prania też bywa źródłem kłopotów

Problemy nie kończą się wraz z wyłączeniem pralki. Kolejnym etapem jest suszenie prania. Choć ogólnokrajowe przepisy nie zakazują wieszania ubrań na balkonie, regulaminy spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych często wprowadzają własne ograniczenia.

Najczęściej dotyczą one zakazu wywieszania prania powyżej balustrady, obowiązku zapobiegania kapaniu wody na niższe kondygnacje albo całkowitego zakazu suszenia na balkonach ze względów estetycznych. Złamanie takich zasad nie kończy się interwencją policji, ale może skutkować karami nakładanymi przez wspólnotę i doliczanymi do czynszu.

W skrajnych przypadkach, gdy lokator notorycznie łamie regulamin, zalewa sąsiadów i ignoruje wezwania do zmiany zachowania, prawo dopuszcza nawet licytację mieszkania. To rozwiązanie ekstremalne, ale jak najbardziej możliwe.

Oszczędność, która może szybko stracić sens

Zanim więc ktoś zdecyduje się uruchomić pralkę w środku nocy tylko dlatego, że prąd jest tańszy, warto spojrzeć szerzej. Kilkadziesiąt groszy oszczędności może przerodzić się w mandat, sprawę sądową, koszty finansowe i długotrwały konflikt z sąsiadami.

W czasach coraz cichszych urządzeń i coraz większej dostępności suszarek bębnowych rozsądniej jest inwestować w sprzęt, który nie zakłóca spokoju innych mieszkańców. Bo w momencie, gdy pod drzwiami pojawia się policja, cała logika nocnej taryfy przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.