Obserwuje pan rozwój sytuacji w Chinach?

Oczywiście.

Czy ktoś przewidział, że światową gospodarką wstrząśnie nietoperz, bo to zwierzę wskazuje się jako źródło epidemii koronawirusa?

Nie. To przecież czarny łabędź, o którym pisał Nassim Taleb. A więc sytuacja o nikłym prawdopodobieństwie, nie do przewidzenia. Trudno być na coś takiego gotowym.

A jednak z dnia na dzień Chiny poddały 60 mln swoich obywateli kwarantannie i zamknęły miasta. Czy wyobraża pan sobie równie zdecydowane działania w reakcji na wybuch epidemii w którymś z państw UE?

Myślę, że w razie poważnego zagrożenia życia obywatele UE mogliby się zgodzić na tak daleko idące ograniczenie swobód i radykalne środki.

Czy byłoby to proceduralnie możliwe? Unia to demokracja, w której wszystko trzeba omówić i przegłosować.

Prowadzę ze studentami zajęcia, podczas których analizujemy kwestię kosztów, jakie gospodarka UE ponosi w związku z powolnością procedur i decyzji. Gdyby patrzeć na sprawę czysto ekonomicznie, należałoby rozglądać się za absolutnym władcą oświeconym, bo przecież, jeśli decyzje „szybko podejmujesz, dwa razy zyskujesz”. Ale dla Europy to trudne do wyobrażenia, bo oprócz perspektyw ekonomicznych istnieją inne. One każą dojść do wniosku, że choć powolność demokratycznego procesu decyzyjnego jest kosztem, to długofalowo jest też gwarantem rozsądku tych decyzji i tego, że będą respektowane zdania i interesy wszystkich zainteresowanych.

Proszę sobie jednak wyobrazić, co by było, gdyby Chiny były dzisiaj demokracją à la UE. Zanim po roku zdecydowano by się działać, świat pogrążyłby się w pandemii.

To czysta spekulacja.

Wspaniała zachodnia demokracja liberalna blednie w porównaniu do ustrojów krajów azjatyckich. Nie daje wzrostu gospodarczego, nie umiałaby sobie poradzić z nagłą epidemią, dominują w niej pyszałkowaci elitaryści albo populiści, a nie merytokraci. Jaka jest jej przyszłość?

Jestem optymistą. Europa ma przed sobą dobrą przyszłość. Politycznie rzecz biorąc, także Azja, choć nie cała i mimo historycznej specyfiki, to jednak ewoluuje w stronę zachodnioeuropejskiej demokracji. Jeśli ten trend będzie się utrzymywał, za 20–30 lat różnice będą jeszcze mniejsze. Przyczyna jest prosta: dostęp do informacji. Już nie da się odciąć od niego obywateli, nawet stosując cenzurę internetu czy dominację ideologiczną.

Azjaci dowiedzieli się, że mają prawa i że władza ma je szanować?

Azjaci to zbyt duża generalizacja. Ale widzę, że chińscy naukowcy, którzy odbyli studia w Europie czy w USA, importują do ojczyzny niektóre zachodnie idee, także w politycznym sensie.

Cały wywiad z Alojzym Z. Nowakiem przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP