Oczywiście.
Nie. To przecież czarny łabędź, o którym pisał Nassim Taleb. A więc sytuacja o nikłym prawdopodobieństwie, nie do przewidzenia. Trudno być na coś takiego gotowym.
Myślę, że w razie poważnego zagrożenia życia obywatele UE mogliby się zgodzić na tak daleko idące ograniczenie swobód i radykalne środki.
Prowadzę ze studentami zajęcia, podczas których analizujemy kwestię kosztów, jakie gospodarka UE ponosi w związku z powolnością procedur i decyzji. Gdyby patrzeć na sprawę czysto ekonomicznie, należałoby rozglądać się za absolutnym władcą oświeconym, bo przecież, jeśli decyzje „szybko podejmujesz, dwa razy zyskujesz”. Ale dla Europy to trudne do wyobrażenia, bo oprócz perspektyw ekonomicznych istnieją inne. One każą dojść do wniosku, że choć powolność demokratycznego procesu decyzyjnego jest kosztem, to długofalowo jest też gwarantem rozsądku tych decyzji i tego, że będą respektowane zdania i interesy wszystkich zainteresowanych.
To czysta spekulacja.
Jestem optymistą. Europa ma przed sobą dobrą przyszłość. Politycznie rzecz biorąc, także Azja, choć nie cała i mimo historycznej specyfiki, to jednak ewoluuje w stronę zachodnioeuropejskiej demokracji. Jeśli ten trend będzie się utrzymywał, za 20–30 lat różnice będą jeszcze mniejsze. Przyczyna jest prosta: dostęp do informacji. Już nie da się odciąć od niego obywateli, nawet stosując cenzurę internetu czy dominację ideologiczną.
Azjaci to zbyt duża generalizacja. Ale widzę, że chińscy naukowcy, którzy odbyli studia w Europie czy w USA, importują do ojczyzny niektóre zachodnie idee, także w politycznym sensie.
