Żyjemy w globalnym świecie. Decyzja podjęta w Rosji może doprowadzić do utraty pracy także Kowalskiego, Smitha czy Schmidta. Czym innym są sytuacje, w których biznes sam aktywnie angażuje się politycznie, wspierając określone partie czy ruchy społeczne. Wtedy jako konsumenci możemy aktywnie głosować naszymi pieniędzmi za albo przeciw. Ale czy oczekiwanie od przedsiębiorców aż tak aktywnego zaangażowania w wojnę i podejmowania indywidualnych potyczek z Putinem to nie jest o jeden krok za daleko? Przynajmniej bez szczegółowego poznania sytuacji poszczególnych firm.

Oczywiście nie mówimy tu o skandalicznej wypowiedzi szefostwa Leroy Merlin, że firma „jest gotowa do rozszerzenia podaży i asortymentu towarów w Rosji” po wycofaniu się konkurentów z rynku rosyjskiego. O ile jest to prawdziwa wypowiedź, bo powtarzana przez media za agencją informacyjną Ria Novosti, znaną tubą propagandową Kremla.

Reklama

Tak ochoczy protest konsumencki i wymaganie od firm działających na rynku rosyjskim podjęcia decyzji o całkowitym wycofaniu się z tego kraju tym bardziej dziwi, że nie widać podobnych protestów przeciwko własnym rządom, gdy te wciąż kupują surowce energetyczne w Rosji. Bo wszyscy heroicznie zamieniający majonez jednej firmy na inny wiedzą, że decyzja państw bloku zachodniego o całkowitym wstrzymaniu importu ropy, gazu czy węgla, choć jest możliwa, to byłaby bardzo kosztowna i w praktyce trzeba byłoby zapłacić za nią z własnej kieszeni. Na przykład w Polsce podaje się argumenty, że przecież mamy podpisaną umowę z Rosją na dostawy gazu do końca roku. A potem zobaczymy, postaramy się ograniczyć zamówienia. A przecież poszczególne przedsiębiorstwa również mają podpisane umowy, często na dłużej niż rok.

O wiele łatwiej jest przerzucać odpowiedzialność na biznes i oczekiwać od niego całkowitego wycofania się z rynku rosyjskiego. Bo to nas nic nie kosztuje. No i jest co wrzucić na portal społecznościowy, fotografując się z produktem innej marki niż dotychczas. Może zamiast tego warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy, aby nasze rządy natychmiast wstrzymały finansowanie reżimu Putina, wprowadzając zakaz zakupu surowców energetycznych w Rosji. I jeśli odpowiedź będzie twierdząca, to zacznijmy o tym głośno mówić, organizować protesty, wywierać nacisk na rządy. Bo to one są odpowiedzialne za politykę międzynarodową, a nie przedsiębiorcy. Kolejnym krokiem może być stworzenie systemowych rozwiązań umożliwiających wycofanie się europejskich i amerykańskich firm z Rosji, z uwzględnieniem sytuacji poszczególnych z nich.

Podsumowując, w pełni popieramy wycofanie globalnych firm z Rosji i wywieranie w ten sposób presji na Putina. Powinno to być jednak zrobione na poziomie politycznej decyzji bloku państw wspierających Ukrainę. I koniecznie z wzięciem przez rządy odpowiedzialności za potencjalne negatywne skutki ekonomiczne takiej decyzji, np. poprzez system rekompensat. W ten sposób koszty wyjścia z rynku rosyjskiego nie dotkną tylko wybranych firm i ich pracowników, lecz będą sprawiedliwie podzielone między wszystkich. Ale, co ważniejsze, zacznijmy protestować pod siedzibami rządów, by od ręki wprowadziły embargo na import surowców energetycznych z Rosji. Abyśmy jeżdżąc autem lub ogrzewając mieszkanie, nie mieli poczucia, że finansujemy zabijanie niewinnych osób w Ukrainie.

Proces odchodzenia od rosyjskich paliw kopalnych może przebiegać dwutorowo. W najbliższym czasie najważniejsze będzie szybkie zwiększenie importu gazu i ropy z innych krajów niż Rosja. Deklaracja prezydenta Bidena w sprawie zapewnienia Unii Europejskiej 15 mld metrów sześciennych gazu LNG to ważny krok zapewniający bezpieczeństwo energetyczne Unii w 2022 roku. Ale w dłuższej perspektywie kluczowe będzie większe uniezależnienie się od paliw kopalnych i przyśpieszenie zielonej transformacji. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają takie inicjatywy, jak zastąpienie programu Fit for 55 bardziej ambitnym programem Fit for 65, czyli zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych o 65% do 2030 roku. Oznaczałoby to przyśpieszenie odchodzenia od paliw kopalnych na rzecz odnawialnych źródeł energii, transformację systemu transportu i przechodzenie na zrównoważony system żywności roślinnej. Takie działanie miałoby istotne skutki klimatyczne, a jednocześnie uniezależnilibyśmy się od importu z Rosji nie tylko gazu, węgla i ropy, ale także pasz oraz nawozów sztucznych. Szybsza transformacja energetyczna w Polsce i całej Unii może więc przyśpieszyć zwycięstwo jednocześnie na dwóch frontach. Na froncie ukraińskim, na którym walka toczy się o bezpieczeństwo w całej Europie oraz na globalnym froncie walki z ociepleniem klimatycznym, na którym walka toczy się o przyszłość ludzkości.

Autorzy:

dr Rafał Jaros - Prezes Zarządu Instytutu Nauk Społeczno-Ekonomicznych, ekspert Fundacji Inicjatyw Regionalnych

dr hab. Piotr Krajewski - Dyrektor Instytutu Ekonomii Uniwersytetu Łódzkiego, ekspert Green Rev Institute