W miarę nasilania się agresji Rosji zaostrzane są sankcje Zachodu wobec tego kraju. Unia Europejska nałożyła ich aż sześć. W tym kontekście szybkie zniesienie sankcji gospodarczych i powrót do sytuacji sprzed wojny wydają się całkowicie iluzoryczne. Może to zwiększyć dynamikę bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce i wzmocnić naszą siłę polityczną.
Reklama

Zamęt gospodarczy

W niesprzyjającym otoczeniu wojna w Ukrainie będzie miała niewielu zwycięzców i wielu przegranych. Znaczenie walczących stron – głównie Rosji, ale także Ukrainy i Białorusi – w aspekcie produkcji wielu towarów oraz obawy przed zakłóceniami w dostawach doprowadziły do gwałtownego wzrostu cen, które nadal utrzymują się na bardzo wysokim poziomie.
Presja inflacyjna, już powszechna w większości regionów, ulega zatem nasileniu, prowadząc do spadku dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych, a w konsekwencji do spadku konsumpcji, ponieważ obecna rodząca obawy sytuacja, jak też bardzo wysoki poziom niepewności będą najprawdopodobniej skłaniać do zapobiegawczego oszczędzania. Niestabilność i niepewność będą również w dużym stopniu wpływać na decyzje inwestycyjne przedsiębiorstw, których sytuacja finansowa, pomimo rekordowo wysokich buforów gotówkowych, prawdopodobnie również ulegnie znacznemu pogorszeniu w miarę wzrostu lub utrzymywania się wysokich kosztów produkcji.
Poza gospodarkami Europy Środkowej i Wschodniej, które mają znaczące więzi gospodarcze i przepływy handlowe z Rosją, najbardziej narażone na negatywne skutki kryzysu są kraje Europy Zachodniej ze względu na dużą zależność od rosyjskich paliw kopalnych. Chociaż fala wstrząsu będzie odczuwalna w różnym stopniu i w różnym czasie w różnych częściach świata, żaden region nie uchroni się przed importowaną inflacją, zakłóceniami w łańcuchach dostaw i wynikającym z tego spowolnieniem globalnego handlu.
Wojna będzie miała również znaczący negatywny wpływ na Stany Zjednoczone, gdzie Rezerwa Federalna będzie zmuszona do przeprowadzenia większej liczby podwyżek stóp procentowych, niż początkowo zakładano, co będzie miało poważne konsekwencje dla reszty świata. Podobnie jak w przypadku każdego znaczącego zacieśnienia polityki monetarnej przez Fed większość rynków wschodzących będzie musiała pójść za jej przykładem, aby zapobiec odpływowi kapitału i deprecjacji waluty – dotyczy to zwłaszcza krajów o dużym deficycie na rachunku obrotów bieżących i/lub wysokim krótkoterminowym zadłużeniu zagranicznym.
Ponadto w związku z pandemią znacznie wzrosło ryzyko polityczne: kwestia ta pozostanie bardziej żywa niż kiedykolwiek, ponieważ trudności w zaopatrzeniu i gwałtownie rosnące ceny żywności prawdopodobnie doprowadzą do napięć społecznych.
Warto wspomnieć, że bilans ryzyka wyraźnie przechyla się w dół. Dzieje się tak za sprawą kumulacji czynników negatywnych, przede wszystkim ponownego pojawienia się przypadków COVID-19 w Chinach, co będzie napędzać zarówno globalną presję inflacyjną, jak i zakłócenia w funkcjonowaniu łańcuchów dostaw. W tym kontekście wybory, przed którymi stoją obecnie instytucje odpowiedzialne za politykę pieniężną, są prawdopodobnie równie trudne, jak kluczowe – mamy do czynienia jednocześnie z najwyższą od dziesięcioleci inflacją, rozluźnioną polityką fiskalną oraz bardzo wysokim poziomem długu publicznego i prywatnego.
Ponieważ konsekwencje gospodarcze wojny w Ukrainie będą odczuwalne głównie od drugiej połowy 2022 r., wpłyną one oczywiście na dane dotyczące wzrostu PKB w tym roku, ale w jeszcze większym stopniu na wyniki osiągane w roku 2023 i później. Innymi słowy, rany prawdopodobnie będą głębokie, a konsekwencje gospodarcze – poza ofiarami w ludziach – będą odczuwalne jeszcze przez wiele lat po zakończeniu tej nowej wojny w Europie.

Wolniejszy wzrost, wyższa inflacja

Choć nadal jeszcze jest zbyt wcześnie, aby przewidzieć, jak światowa gospodarka zmieni swoje oblicze po kolejnych wstrząsach, które nastąpią na początku drugiej dekady XXI w., to jednak nadal pozostaje w mocy przeczucie, które towarzyszy nam od początku pandemii – świat się zmienił i nic już nigdy nie będzie takie samo.
Ukrainę dotknie historyczna recesja spowodowana wstrzymaniem wielu działań na czas trwania wojny, lecz gospodarka rosyjska również odczuje dotkliwe skutki zachodnich sankcji i opuszczenia kraju przez większość zachodnich firm. Nie jest też zaskoczeniem, że najbardziej poszkodowane wydają się kraje bliskie stronom konfliktu, zarówno pod względem geograficznym, jak i gospodarczym: gospodarki europejskie, dla których negatywny wpływ netto na wzrost PKB w 2022 r. szacuje się na ok. 1–2 pkt proc. Dla Polski oznacza to wzrost około 4–5 proc.
Chociaż fala wstrząsu będzie odczuwalna w różnym stopniu i w różnym czasie w różnych częściach świata, kraje Europy Środkowej i Wschodniej już doświadczają skutków wojny. Zależność od Rosji w handlu zagranicznym jest szczególnie duża w przypadku krajów bałtyckich. Oczekuje się, że bezpośrednio odczują one skutki rosyjskiego spowolnienia gospodarczego.
W marcu, pomimo działań rządowych mających na celu ograniczenie skutków kryzysu, w kilku krajach Europy Środkowej i Wschodniej – w Estonii, na Litwie, w Czechach, Polsce i Rumunii – odnotowano dwucyfrową inflację. Aby spróbować ją ograniczyć, banki centralne państw Europy Środkowej i Wschodniej kontynuują zacieśnianie polityki pieniężnej.
Rosja całkowicie wstrzymała dostawy gazu do Polski i Bułgarii. Wstrzymanie nastąpiło po podpisaniu przez Putina pod koniec marca nowego dekretu, na mocy którego nabywcy z UE muszą płacić za rosyjski gaz w rublach, stosując nowy mechanizm przeliczania waluty.
Chociaż Polska poinformowała, że jej magazyny gazu są wypełnione w 80 proc. i zainwestowała w infrastrukturę umożliwiającą import z innych kierunków niż Rosja, nadal musi zapewnić sobie alternatywne źródła dostaw na pozostałą część roku na i tak już napiętym rynku światowym. Bułgaria zaspokaja 90 proc. swojego zapotrzebowania na gaz ze źródeł rosyjskich.

Większa rola USA i Polski w Europie

Ofensywa Rosji przeciwko Ukrainie to również okazja dla Polski do wykazania się zdolnościami przywódczymi. Do czasu wojny nasz kraj był w europejskim czyśćcu z powodu konserwatywnej polityki wewnętrznej. Ale Polska była jednym z pierwszych państw, które wysłały na Ukrainę duże ilości broni przeciwpancernej i czołgów, służąc jednocześnie jako centrum logistyczne dla zachodnich dostaw i przyjmując kilka milionów ukraińskich uchodźców. Premier Polski Mateusz Morawiecki wraz z premierami Słowenii i Czech udał się do Kijowa, aby okazać wsparcie atakowanej stolicy.
Stany Zjednoczone wróciły do gry – przynajmniej na razie. Ponownie oddelegowały do Europy ok. 20 tys. żołnierzy, głównie do wschodnich krajów granicznych NATO: Rumunii, Polski i krajów bałtyckich. Amerykańska broń nadal jest przekazywana Ukrainie. Prezydent USA Joe Biden był z wizytą w Polsce i, co znamienne, nie skrytykował konserwatywnego rządu. Przynajmniej na razie administracja demokratów zdecydowała, że obrażanie się na sojusznika za politykę, która nie jest zgodna z poglądami postępowych liberałów, jest bezproduktywne i nie przyczynia się do zwiększenia bezpieczeństwa w regionie.
Pozostają jednak wątpliwości, czy Stany Zjednoczone ponownie obejmą pozycję głównego arbitra w Europie. Administracja Bidena liczyła na to, że uda jej się przerzucić kontrolowanie równowagi regionalnej na partnera, a jednocześnie na nowo ułożyć stosunki z rywalami. W Europie oznaczało to przyznanie Niemcom roli regionalnego lidera przy jednoczesnym resecie stosunków z Rosją. Takie podejście jest obecnie problematyczne, jeśli nie niemożliwe. Niemcy nie mają na kontynencie wystarczającego autorytetu, by przewodzić Europie po dziesiątkach lat nieskutecznej polityki i moralnie nagannego stanowiska w sprawie wojny z Rosją. Nie ma też innej możliwości uzdrowienia stosunków z Rosją niż odwrócenie się zarówno od Ukrainy, jak i od wschodnich sojuszników NATO.
Większym zagrożeniem dla USA są Chiny. USA pozostają niezachwianym mocarstwem, ale muszą działać za pośrednictwem europejskich partnerów. Dopiero się okaże, czy Biden będzie chciał postawić na Wielką Brytanię, Polskę i innych sojuszników w NATO, którzy obecnie bronią bezpieczeństwa Europy przed Rosją. Szwecja i Finlandia, choć są członkami UE, złożyły wniosek o członkostwo w NATO, pokazując, że polityka bezpieczeństwa UE nie istnieje bez amerykańskich wojsk.

Europa Środkowa jako magnes dla bezpośrednich inwestycji zagranicznych

Zachodnie mocarstwa rozpoczęły proces wycofywania się z inwestycji w Rosji, a setki firm ograniczyły swoją obecność na rosyjskim rynku. Kraje Europy Środkowej i Wschodniej cechuje odporność, często wypracowana w toku rozdartej wojnami historii, która zaowocowała w XXI w. solidnymi gospodarkami nadal zapewniającymi bezpieczeństwo inwestycji. Mogą nawet pojawić się nowe możliwości przyciągnięcia inwestorów, którzy do tej pory działali w Rosji.
Dla krajów Europy Środkowej i Wschodniej udzielanie schronienia uchodźcom z Ukrainy jest również potencjalną szansą, ponieważ gospodarka Litwy w 2021 r. rozwijała się w tak szybkim tempie, że doszło tam do niedoboru siły roboczej. Z zastrzeżeniem, że najlepszym możliwym rozwiązaniem byłaby możliwość bezpiecznego powrotu wszystkich przesiedlonych Ukraińców do ojczyzny, uchodźcy mogliby zasilić pulę wykwalifikowanych pracowników w Polsce i innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej.
Nie jest zaskoczeniem, że w każdej trudniejszej sytuacji najwięksi inwestorzy dokonują przeglądu swoich planów ciągłości działania. Społeczność biznesowa zachowuje spokój i nadal podejmuje decyzje w perspektywie długoterminowej. Agresywny i nieprzewidywalny charakter rządów Rosji i Białorusi z pewnością będzie miał wpływ na ich zdolność do przyciągania bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) dopóty, dopóki ich rządy i kierunek polityki nie ulegną znaczącej zmianie.
Napływ BIZ do Polski w 2021 r. osiągnął rekordowy poziom 24,8 mld dol., co oznacza wzrost o 82 proc. w stosunku do roku 2019, czyli sprzed pandemii. Pod względem wartości napływu BIZ w 2021 r. Polska zajęła 14. miejsce na świecie i trzecie w UE, za Niemcami i Szwecją.
Wcześniej najwyższy odnotowany napływ BIZ w Polsce miał miejsce w 2007 r. i wynosił 19,9 mld dol. Po uwzględnieniu wyników z 2021 r. skumulowana wartość BIZ w Polsce wyniesie 269 mld dol., co plasuje nasz kraj na 16. miejscu na świecie.
Jak wynika z raportu FDI Markets, w latach 2019–2021 inwestorzy zagraniczni w Polsce przyczynili się do powstania 339 tys. miejsc pracy, najwięcej w Europie i 19 proc. wszystkich miejsc pracy utworzonych dzięki BIZ w regionie.
Rekordowe wyniki Polski w 2021 r. potwierdzają, że Polska skorzystała z globalnego trendu skracania łańcuchów dostaw w związku z pandemią oraz wojną handlową pomiędzy USA a Chinami.
Podsumowując, inwestowanie w kraju będącym międzynarodowym pariasem lub kraju okupowanym przez obce mocarstwo wiąże się ze znacznym ryzykiem wizerunkowym. Dlatego na razie więcej inwestorów zagranicznych będzie rozglądać się za projektami inwestycyjnymi raczej w Europie Środkowej niż na Wschodzie. Kiedy sytuacja w Ukrainie nieco się ustabilizuje, rozpocznie się napływ inwestycji, a polskie firmy znajdą się tam jako pierwsze. ©℗