Rezerwy walutowe przekroczyły 200 mld dolarów

Polskie rezerwy walutowe pierwszy raz przekroczyły 200 miliardów dolarów. Według danych opublikowanych przez Narodowy Bank Polski w marcu wzrosły one o 14,5 mld dolarów, albo o 59,2 mld złotych. W przeliczeniu na złote ich wielkość też pobiła rekord, pierwszy raz przekraczając 800 mld złotych.

ikona lupy />
Polskie rezerwy walutowe w mln USD / Forsal.pl / Rafał Hirsch
Reklama

Polskie rezerwy walutowe rosną systematycznie od lat. To efekt napływu do kraju walut zagranicznych głównie z dwóch źródeł: z eksportu i z funduszy unijnych. W momencie wchodzenia do Unii Europejskiej, w maju 2024 roku mieliśmy 35,5 mld dolarów. 50 mld osiągnęliśmy w styczniu 2007 roku, a 100 mld USD w lutym 2011 r.

Część z tych środków pozostaje w firmach, na rachunkach rządowych, bądź krąży po gospodarce, ale część jest wymieniana w NBP na złote. Bank centralny następnie pozyskane w ten sposób waluty obce inwestuje, głównie w zagraniczne obligacje. Zyski z takich inwestycji także powiększają wartość rezerw. Ten sam efekt przynoszą ostatnio inwestycje w złoto, które drożeje na rynkach światowych.

Od kilku lat NBP stara się zwiększać udział złota w rezerwach. W tej chwili stanowi ono ponad 12 proc. ich wartości. Prezes NBP Adam Glapiński wielokrotnie mówił, że chciałby, aby docelowo w złocie było 20 proc. polskich rezerw.

ikona lupy />
Udział złota w polskich rezerwach walutowych, w proc. / Forsal.pl / Rafał Hirsch

Rezerwy walutowe to element bezpieczeństwa finansowego państwa. Ich wielkość powinna odstraszać spekulantów na rynku finansowym, którzy chcieliby zagrać na upadek polskiej waluty. Jeśli rezerw jest dużo, wtedy wiadomo, że bank centralny może skutecznie interweniować w obronie waluty, kupując ja na rynku i sprzedając waluty obce z rezerw. Jeśli rezerw jest mało, wtedy taki kraj może być postrzegany jako finansowo bezbronny.

Z drugiej strony rezerwy nie są jedynym, ani najważniejszym wyznacznikiem siły gospodarki. Na przykład Meksyk ma ich więcej niż StanyZjednoczone. Polska zresztą ma obecnie większe rezerwy walutowe niż np. Wielka Brytania. Generalnie pod względem ich wielkości jesteśmy na osiemnastym miejscu na świecie i piątym w Europie (po Szwajcarii, Rosji, Niemczech i Francji). Najwięcej rezerw walutowych mają kraje azjatyckie, z Chinami i Japonią na czele.

FAO – żywność w górę

Żywność na świecie drożeje – wynika z najnowszego odczytu indeksu cen żywności, przygotowywanego przez Organizację Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia (FAO).

To dopiero trzeci przypadek miesięcznego wzrostu cen żywności po tym, jak osiągnęły one poziom rekordowy w marcu 2022 roku. Jednocześnie pierwszy raz w tym czasie urosły na tyle, że są nie tylko wyżej niż miesiąc temu, ale także wyżej niż dwa miesiące temu.

ikona lupy />
Indeks cen żywności FAO / Forsal.pl / Rafał Hirsch

Warto też zauważyć, że pomimo spadków z ostatnich dwóch lat, żywność na świecie nadal jest o mniej więcej 20 proc. droższa, niż w latach 2015-2020.

W marcu aż o 8 proc. w stosunku do lutego podrożały oleje, co ma związek między innymi ze wzrostami na rynku paliw, ponieważ np. olejsojowy jest wykorzystywany do produkcji biopaliw. Ponadto o prawie 3 proc. podrożał nabiał, a mięso o 1,7 proc. Z drugiej strony ciągle tanieją zboża – tym razem o 2,6 proc., i są one obecnie najtańsze od września 2020 roku. O 5,4 proc. potaniał w marcu cukier, który jest najtańszy od roku. Na spadek cen zbóż ciągle największy wpływ ma konkurencja w eksporcie pomiędzy Rosją, Unią Europejską i StanamiZjednoczonymi. Z kolei o spadku cen cukru w marcu przesądziły lepsze prognozy zbiorów w Indiach i Tajlandii.

Paliwa będą drożeć

Cena benzyny w hurcie w Orlenie wzrosła dziś o kolejne 3 grosze na litrze i jest najwyższa od początku września ubiegłego roku. Diesel w hurcie jest najdroższy od połowy lutego. Można więc oczekiwać, że także ceny detaliczne na stacjach benzynowych będą dalej iść w górę.
Według Biura Maklerskiego Reflex średnia cena detaliczna benzyny w ostatnim tygodniu poszła w górę o 2 grosze do poziomu 6,60 zł za litr – to najwięcej od września ubiegłego roku. Średnia cena diesla w ostatnim tygodniu stała w miejscu, ale co ciekawe, diesel pierwszy raz od marca 2023 jest droższy niż rok wcześniej. Jego średnia cena w ostatnim tygodniu to 6,72 zł, natomiast rok temu w pierwszym tygodniu kwietnia wynosiła ona 6,71 zł. Różnica jest minimalna, ale w kolejnych tygodniach powinna stać się bardziej widoczna, bo rok temu zarówno diesel, jak i benzyna zaczynały właśnie tanieć. W połowie maja olej napędowy kosztował już tylko około 6,20 zł, a benzyna 95 około 6,50 zł. W tym roku zdaniem ekspertów szans na takie obniżki nie ma, więc to ostatnie dni, w których nadal możemy mówić, że paliwa są tańsze, niż rok temu.

Ceny paliw idą w górę na całym świecie, ponieważ coraz droższa jest też ropa naftowa, a ta drożeje, ponieważ generalnie na świecie, pierwszy raz od wielu miesięcy popyt na nią jest większy od bieżącego wydobycia. Ma to związek z jednej strony z ożywieniem gospodarczym w Chinach i dobrą koniunkturą w USA, a z drugiej strony - z ciągłym ograniczaniem produkcji przez kraje kartelu OPEC. W przypadku drożejącej benzyny jest też czynnik dodatkowy w postaci ukraińskich ataków dronami na rosyjskie rafinerie naftowe. Daje to efekt w postaci zmniejszenia na rynkach światowych podaży gotowych paliw, co tym razem akurat jest bardziej widoczne w przypadku benzyn, bo akurat na tym rynku ostatnio równowaga jest bardziej chwiejna.

3,8 proc. bezrobocia w USA, 303 tys. miejsc pracy

À propos ożywienia gospodarczego i dobrej koniunktury w USA, według najnowszych danych w marcu pojawiło się tam 303 tys. nowych miejsc pracy, a stopa bezrobocia spadła do 3,8 proc. W obydwu przypadkach dane były lepsze od oczekiwań rynkowych. Z drugiej strony tempo wzrostu płac w Stanach nie rośnie. W marcu zmniejszyło się ono do 4,1 proc. w skali roku z 4,3 proc. w lutym. A skoro tak, to utrzymująca się ciągle dobra koniunktura na rynku pracy nie musi wcale okazać się proinflacyjna.

Kluczowe jest jednak to, że przy tak silnym rynku pracy Fed nie ma potrzeby spieszyć się z obniżkami stóp procentowych. Mamy więc istotną zmianę na rynku kontraktów na stopę procentową. Po danych z rynku pracy scenariuszem bazowym stał się tam brak obniżki stóp w czerwcu i tylko dwie obniżki do końca roku – w lipcu i listopadzie. Wcześniej rynek zakładał, że obniżki będą trzy, a pierwsza pojawi się w czerwcu.

Wzrosły też rynkowe stopy procentowe, czyli rentowności amerykańskich obligacji, które są obecnie najwyższe od listopada. Co ciekawe, zupełnie inaczej do tych danych podeszła giełda akcji. W piątek mieliśmy dość wyraźne wzrosty o ponad 1 proc. indeksów giełdowych przy Wall Street, ale trzeba tu też pamiętać o tym, że z kolei w czwartek nowojorska giełda zaliczyła wyraźne spadki, więc w piątek akurat odbijała się po nich w górę i dane z rynku pracy najwyraźniej w tym odbiciu nie przeszkodziły.

Glapiński – pytanie o obniżkę za kilka miesięcy

Obniżki stóp procentowych w czerwcu nie będzie także w Polsce. Prawdopodobnie nie będzie jej też w lipcu, wrześniu, czy październiku. Większość ekonomistów obstawia, że nie będzie jej w tym roku wcale, a prezes NBP Adam Glapiński na swojej konferencji prasowej w piątek nie sugerował, że są oni w błędzie.

Glapiński powiedział, że w dyskusjach na posiedzeniach Rady Polityki Pieniężnej temat obniżek stóp w ogóle się nie pojawia, chociaż powiedział też, że nie ma mowy o ewentualnych podwyżkach. Jego zdaniem do tematu obniżek stóp będzie można wrócić za kilka miesięcy, kiedy będzie już wiadomo, co rząd zrobi z cenami energii i jak one wpłyną na wskaźniki inflacji.

Jednak niezależnie od tego, co stanie się z cenami prądu, inflacja wróci do celu na poziomie 2,5 proc. w 2026 roku. Ona, de facto, jest w tym celu teraz, ale tylko przejściowo, bo w drugiej połowie roku wzrośnie. Gdyby nie ruszać cen prądu, wzrosłaby do końca roku do 3,9 proc., natomiast ewentualny wzrost cen energii może ją podbić maksymalnie w okolice 7,5 proc.

Prezes NBP powiedział też, że niepokoi go wzrost płac, które realnie rosną ostatnio bardzo szybko.

Realne wynagrodzenia bardzo silnie rosną - na tyle, że powodują niepokój z punktu widzenia inflacji. To jeden z głównych elementów, które będą podbijać inflację – powiedział Glapiński. Faktycznie, w ostatnich miesiącach średnie wynagrodzenia w firmach w Polsce rosły realnie o 7-8 proc., czyli najszybciej w XXI wieku. A uwagi prezesa NBP na temat płac mogą sugerować, że RPP będzie ostrożna w podchodzeniu do tematu obniżek stóp, nawet kiedy kwestia podwyżek cen prądu będzie już za nami. Niektórzy z ekonomistów uważają, że oznacza to brak podwyżek nie tylko w tym roku, ale także w pierwszej połowie przyszłego roku.